Moja lista blogów

poniedziałek, 6 czerwca 2016

rzutem na taśmę

Rzutem na taśmę będzie sporo, bo aż z kilku dni (trochę potrwa;). Piątek miałam taki (a przynajmniej do popołudnia, bo taka była pogoda), że najchętniej zaszyłabym się w łóżku  w starym cieplym dresie, pod kołdrą. Z paczką chipsów solonych, które przegryzałabym czekoladą mleczna z płatkami ryżowymi i popijała pepsi. Mój jakże wyrozumiały mąż, wracając nawet z piłki w czwartkową noc przywiózł mi w prezencie twistera z kfc- ja wieki tego nie jadłam, ale chwilowo zaspokoił moje tamtejsze potrzeby. Całe szczęście piątkowe popołudnie wyglądało już dużo lepiej. Wyszło słonko, poszliśmy z chłopcami na placyk zabaw osiedlowy (nie byliśmy na osiedlowym od maja!). Spotkało się znajome twarze, chwilę miedzy dziećmi porozmawiało. Wieczorem miałam wyjście z koleżankami z pracy na kazimierz, w ramach "premii uznaniowej" od szefa:)
Wylądowałyśmy w novej i tam już zostałyśmy:) Do domu wróciłam przed 1:00!:) 
Całe szczęście Olek w sobotę wstał dopiero przed 8:00. 
Sobota była dla nas wszystkich dniem nowości i aktywności. Mąż aktywnie z kosiarką, Miłosz na nowej hulajnodze, Olek pierwszy raz na rolkach ( w sumie obaj jeździli na nich pierwszy raz, bo rozmiar takich małych jest dopasowany na kilka rozmiarów. Pierwszy plus Olkowej większej stopy;)). Potem jeszcze rowerki i obowiązkowa gra w nogę! O 18 obaj byli już tak wymęczeni aktywnością, że pójście spać było juz tylko formalnością:)
Niedziela była naładowana kolejnymi atrakcjami. Po kościele pojechaliśmy na basen do pobliskiego hotelu. To był pierwszy raz chłopców. Powiedziałabym, że byli zachwyceni, ale to i tak za małe słowo na opisanie ich zachwytu!:) My też pękaliśmy z dumy, bo obaj prawie nauczyli się pływać:)
Takiego bakcyla złapali, że już w kalendarzu Miłosz zaznaczył kiedy idziemy kolejny raz!:)
Po południu pojechaliśmy na rogate ranczo na urodziny kolegi Milosza. Olek tez dostał zaproszenie, więc obaj buszowali w wiosce indian. Miłosz nawet strzelał z łuku. Olka zachęciło dopiero do zabawy karmienie królików i kóz:)

Wracając umieraliśmy z głodu, więc rzuciliśmy się na lidlowskie bułki i w domu w przeciągu 5 minut przygotowaliśmy kolację z tego co znajdowało się w naszej lodówce i spiżarni! Pełen spontan i fajna zabawa:)
I znów to szczęście, że chłopcy wyczerpani weekendem do granic możliwości usnęli w try- mig! 
Spokojny sypialniany wieczór przed telewizorem, to rzadkość w naszym wypadku, ale i nam był potrzebny taki po weekendowy reset. 
Dziś natomiast odsprzątowywuję nasz dom w ramach cotygodniowych porządków. Lubię te moje wagary od pracy;)
Teraz zaraz lecę po truskawki na bazarek, bo cała nasza czwórka sie od nich uzależniła:) Korzystam jeszcze z chwili, kiedy chłopcy w żłobku i przedszkolu.





1 komentarz:

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)