Moja lista blogów

czwartek, 14 lipca 2016

kaprys

To już chyba 5 albo 6-ty tydzień, kiedy chodzi za mną chabrowa sukienka! Siedzi mi w tej głowie i wyjść nie chce. Ja ją chętnie bym chciała (choć jeszcze w żadnym sklepie jej nie spotkałam), ale nawet gdybym ją spotkała, to i tak bym nie kupiła!:) Taka kopertowa, smukła chabrowa sukienka, dwa palce nad kolany, z pięknie podkreślającym biust wycięciem (mój biust rzecz jasna, tylko dzięki super push up stanikowi:)). Do tego czarne moje włosy, lekko puszczone wyprostowane, lśniące. Z lekkim makijażem i mocnymi ustami. Takimi malinowymi? I ładne buty. Mogą być te z mojej garderoby- znalazły by się 3 pary jak nic:) I wszystko pięknie ładnie, tylko pozostaje mi jeden dylemat "Gdzie w niej iść"? Hi hi hi..na co dzień odpada, bo ani już w banku nie pracuję, ani w pięknym szklanym corpo. Gdyby było jeszcze jakieś wesele, chrzciny, to bym kupiła. Ale tak bez okazji, to by na wieszaku czekała na "świętego nigdy", aż się okazja nadarzy. Ja za dużym praktykiem jestem, żeby ciuch tak kupić " tak po prostu". Ale ten kolor siedzi we mnie, ajjj....
Teraz śmieję się sama do siebie, że jak przez ostatnią dekadę miałam średnio 3-4 wesela rocznie, to połowę obleciałam w jednej kiecce, butach i torebce (ta ostatnia jest i służy do dziś::). W ogóle nie chciałam kupować wielu, bo szkoda mi było tylu wiszących w szafie. A teraz?! Brak imprezy w sezonie i i taki kaprys.  Teraz mi się chce sukienki:)!? Masz ci los;)
Puki co nie zamierzam nic podobnego kupować, ale niech ta moja chabrowa piękność czeka sobie na swoja kolej.

Dziś natomiast ruszyłam po bardzo długiej przerwie znowu na bieganie!!!!!! Jejkkuuuuu!!!!:) Po kilometrze juz myślałam, ze płuca wyrzucę, mimo, że uprawiam sporty od czasu do czasu. Ale ta prawie roczna przerwa to mnie w ziemię wgniotła:) Ale dobrze mi było:) Normalnie na co dzień to o 7 rano Olka poganiała, że czas już pakować się w auto do żłobka, bo matka się do pracy spóźni. A dziś królewicz jeden i drugi z królem mym spali jak niemowlaki, a matka oddawała się przyjemności, która kosztowała mnie pieroński ból łydek w ciągu dnia. Ale co tam, jutro też pójdę, bo jak do pracy od sierpnia wrócę, to już czasu na bieganie znowu będzie brak.

Tak więc ten urlop jest też po części moim urlopem, odpoczynkiem:) Mimo, że po całym dniu z chłopcami jestem jak "koń po westernie;)". Teraz natomiast, skoro mój Luby pojechał na piłkę, zabieram się za wykorzystanie chwili ciszy na książkę, bo jak wróci, to napewno siły się przydadzą;)

I poważnie zaczynam też myśleć o aparacie ortodontycznym. Kurde, juz dawno nie myślałąm tyle o sobie:)

4 komentarze:

  1. Znaczy, że po okresie macierzyństwa znów budzi się w Tobie kobieta :) Fajnie, bo to oznacza, że i blog będzie się rozwijał razem z Tobą.
    Figurę masz po tych dzieciach, że mucha nie siada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, kobiecy wpis :) Nieważne rekordy, a przyjemność jaką się czerpie z ruchu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana leć na zakupy, a sukienkę nałóż na randkę z mężusiem :))życie jest za krótkie, żeby bić się z myślami :) co do biegania - podziwiam.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)