Moja lista blogów

poniedziałek, 11 lipca 2016

Pamiętnik z urlopu: dzień pierwszy;)

Oficjalnie mam od dziś urlop. Cale piękne 3 tygodnie z moimi synami. Wczoraj panikowałam. Dziś mimo, że to dopiero pierwszy dzień, było nawet spokojnie. Wszyscy żyjemy, nikt jeszcze nie zwariował;) Popołudniu nasuwał się już tylko jeden wniosek: wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem- pikuś. Praca, wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem- chaos!;) 
Tak więc może nasze wakacyjne 3 tygodnie razem we trojkę (plus mąż po pracy) nie doprowadza nikogo z nas do obłędu;)
Ponieważ wczoraj wróciliśmy z weekendu u teściów, dziś na okrągło chodziła pralka. Dodatkowo jedno pranie więcej, bo odpieluszkowujemy Olka. Wszystko pięknie schnie, bo pogoda rozpieszcza, ale załamałam się, kiedy wszystko elegancko wyschnięte wniosłam do pralni do prasowania!!! Na widok tej kopy prania rozbolały mnie plecy, nogi pociężały, więc zamknęłam drzwi i wróciłam do chłopaków;) Maniana pranie, maniana;) 
Jak już załatwiliśmy z chłopcami zakupy w spożywczaku, koszenie trawy i szybki i lekki obiad, oddaliśmy się przyjemności. Oczywiście w ogrodzie. Ja na kocu z książką, opalając nogi. Chłopcy pod altaną w cieniu robiąc babki ze sztucznego piasku:) Całe 30 minut pięknej ciszy, gdzie od czasu do czasu matka tylko chwaliła "piękne synku" na przemian. Po 40 minutach awantura o foremkę załatwiła nasze, a raczej moje spokojne południe. Cóż, wiśnie i porzeczki tez w końcu trzeba było zebrać. Miłosz zajął się objadaniem krzaka porzeczek, a Olek zerwanych przeze mnie wiśni z garnka. Finał akcji pojednawczo- owocowej był taki, że ja zostałam w porzeczkach sama z garnkiem, a chłopcy na kocu zabawkami:)
Po południu odwiedziła nas moja mama, więc mąż mógł na spokojnie dokończyć  koszenie, a my zabrałyśmy rozbrykane towarzystwo na rowerek. Olo standardowo na piechotę. 
Zabawa zakończyła się na furze (a teraz to już skamielinie) piachu obok ogrodzenia. To było nasze z mamą 15 minut spokoju na krzesełkach:)
Całe szczęście wycieczka szybko padła do snu.
Nie mam jeszcze planu co jutro, ale to chyba wyklaruje się samo. W końcu z dziećmi nigdy nic nie wiadomo;)
Miłosz zaproponował nawet przy kolacji wspólne pieczenie chleba i bułek codziennie, ale On tak ma. Najpierw nakręca całe przedsięwzięcie, a potem jak przychodzi do pracy to się upłynnia:)






 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)