Moja lista blogów

niedziela, 31 stycznia 2016

aktywnie

To był jeden z tych weekendów, gdzie nastroje były wymieszane niczym bomba. Nie znoszę takich zawirowań, choć lepiej tak niż źle;) W sobotę szukaliśmy mebli do salonu z dziećmi. Było dość bym powiedziała..mmmm....ekspresowo:) ale są już znalezione te, które najprawdopodobniej zostaną zakupione:) super!
Przy okazji zebrało się jeszcze kilka pomysłów na wykończenie lub zmianę i o dziwo wyszły one od męża- to nowość w tej materii!:)
Wieczorem natomiast zawitał Wielebny z kolędą. Jak sam zauważył, to już czwarta. 4!?!?! Kiedy to minęło?

W niedzielę znowu wybraliśmy się na krakowski rynek. Miłoszek bardzo prosił, aby iść jeszcze raz do strefy kibica i pokarmić gołębie. Po mszy, która za sprawa Olkowego zachowania i dociekliwości zakończyła się dla nas już w połowie kazania. Wymowne miny pań i niektótych panów nie zostawiły nam innego wyboru. A szkoda, bo msza była ofiarowana za "małżeństwa w kryzysie". Idealnie dla nas ostatnio!
Po porządnym napełnieniu brzuszków gołębi z całego chyba miasta, udaliśmy sie na gorącą czekoladę do wedla. Zaprosiłam moich facetów na słodkie co nie co w ramach tortu urodzinowego. Niestety za sprawa Olka była to najszybsza czekolada w naszym życiu:) Miłosz był jak zwykle zachwycony, bo On strasznie lubi, kiedy wychodzimy wszyscy razem do kawiarenki:)
Po "płonącej" czekoladzie zawitaliśmy do strefy kibica. Już po raz ostatni. Miłosz jak zwykle atakował bramkę wykonując poprawnie kroki:) Olek skumał się z cała chyba obsługą strefy, bo tak się do nich wdzięczył i ciągle z piłka dochodził, że w końcu zajęli się tylko Nim. Pozwalali Mu nawet pomagać w przygotowaniach:)

Obiad gotował dziś mąż, więc jak to zawsze wtedy wylądowaliśmy w Tratorii:) Niestety nawet tu było wyjątkowo szybko, bo Olek przez większą część czasu starał się zmienić ustawienie stolików na sali:) Teraz to nawet zabawne, ale w tamtej chwili raczej nie;) Dał nam dziś popalić ten nasz juniorek.

Wracając zaliczyliśmy jeszcze zaległa parapetówkę u kuzyna.
Po powrocie do domu chłopcy padli szybciej, niż ustawa przewidywała:)
Olek zasypiając wyliczał baranki w bajce:"jeden, dwa, trzy, four, five":)!! Wymiękłam, kiedy to powtórzył:) Zapowiada się ciekawie, bo jutro idzie na lekcję pokazową do centrum Helen Doron. Zobaczymy jak Mu pójdzie:)




sobota, 30 stycznia 2016

52 tygodnie

Dostałam od mamy na urodziny książkę, o której już dawno myślałam. Wiele pozytywnych recenzji. Po kilkunastu pierwszych stronach, mam przeczucie, że będzie dobrze do końca:)
Obecnie nią umilam sobie wieczory, czekając na męża:)

31-sza wiosna przede mną;)

31! Nie wierzę, że to już tyle!:). Dwa dni temu świętowałam kolejną osiemnastkę.. Jak się mam? Dobrze:)
Jest mi dobrze ze sobą. Trzydziestka otworzyła przede mną nowe doznania, emocje. Dodała dużo więcej pewności siebie. Zmieniła nieco podejście do pewnych spraw. Zmieniłam się wizualnie, jestem taka jaka zawsze chciałam być!
Praca ze sobą i nad sobą oraz odrobina zdrowego egoizmu i motywacja postawiły mnie dziś na tym miejscu, na którym chciałam zawsze być. Moje kompleksy uciekły:)

Ciekawa jestem co przyniesie mi ten pierwszy rok po 30-tce?:)

Piękny bukiet od moich chłopaków:)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

escape

Chciałabym uciec od tego wszystkiego co się teraz dzieje. Chciałabym uciec od tych wszystkich oczekiwań, obowiązków, niewyjaśnionych spraw i niedokończonych inwestycji. Chciałabym uciec od codzienności. Chciałabym wreszcie zamknąć wiele spraw, które wleką się za mną, a których sama nie mogę do końca zamknąć!
Chciałabym, a może raczej potrzebuję zmiany, ruszenia do przodu z tym wszystkim.
Zaczyna mi doskwierać brak czasem zrozumienia, czy oczekiwań, które stają się dla mnie zamiast przyjemnością to trudnym obowiązkiem.

Potrzebuję ucieczki, która będzie zamknięciem tych wszystkich spraw.
Potrzebuję zmiany, wypoczynku, siły i chyba najbardziej wyrozumiałości?!

źródło: internet

czwartek, 21 stycznia 2016

Nowy członek rodziny- Jest Królewna:)

Wczoraj nasza rodzina powiększyła się o Malutka Królewnę:):):) To druga kuzynka moich chłopców, mała Bianka:) Chłopcy widzieli ja na razie na zdjęciu tylko i bardzo się ucieszyli, bo czekali na Nią tyle miesięcy przecież;):)
Strasznie się cieszymy ze szczęścia mojego brata i szwagierki:)

To obecnie jeden z piękniejszych i przyjemniejszych dni w tym miesiącu. Początek roku nie był i nie jest dla mnie łatwy. Za dużo problemów i żali się nagromadziło...Tak czasem bywa i nie mamy na to wpływu....

Dziś mam nadzieję zobaczyć ta małą kruszynkę:) Nawet wczoraj przeszły mnie myśli, że w sumie babeczka to by się i u nas przydała, do tego męskiego świata. Taka mała nasza królewna: Hania, Nataszka lu Marysia;) Olek jednak szybko sprowadził mnie na ziemię. Obecnie dwójka w zupełności nam wystarcza. Może kiedyś...nie wcześniej niż za 6 lat? Teraz bym sobie chyba nie poradziła emocjonalnie. Wychowanie dwójki to już nie raz ponad moje siły. Ale, kto wie?:)

Ten duet zawsze nastawia mnie pozytywnie do dnia- uwielbiam to wykonanie:)


Miłego dnia:)

wtorek, 19 stycznia 2016

dobry kompromis?

W sobotę podczas kolejnej (ostatniej już:)) wizyty w Kalwarii, moja kuzynka, która pojechała z nami jako doradca wypoczynkowy, aby tym razem próba zakupu nie skończyła się rozwodem;) rzuciła, tak w luźnej rozmowie jak to z facetami jest ciężko zakupy do domu zrobić, że ostatnio doszli z mężem do wniosku, że kompromis to jednak głupia sprawa.
I wiecie, jak tak dłużej pomyślę, to po części kompromis to głupia sprawa jednak. Np. taka nasza sofa w biblioteczce. Napaliłam się na zakup, choć do końca nie byłam pewna. Mąż się wahał, ale dał się namówić i kupiliśmy. Teraz żałujemy, bo jak już dokupiliśmy dodatki, to się okazało, że ona kompletnie tam nie pasuje! Znam siebie i pewnie gdybyśmy nie kupili tej sofy, to nagadałabym się tak, że mój mąż wysłałby chyba swoje uszy daleko stąd;). I gdybym ja uparła się, że podłoga na dole ma mieć jasny kolor, a nie ciemny, to dziś nie psioczyli byśmy na nią oboje! I na schody też! W gruncie rzeczy tam gdzie ja dostałam wolną rękę jest super i tam, gdzie On dostał wolną rękę też jest super. Takie popuszczenie, nie postawienie na swoi czasem też się opłaca w ogólnym rozrachunku.
Choć pewnie w nie każdym przypadku to się sprawdza. Może to już kwestia stażu związku, zaufania, a może znajomości partnera lub po prostu odpuszczenia?

W każdym bądź razie pomoc Agi okazała się nieoceniona i mamy zamówiony wypoczynek do salonu. Udało się to spasować z jadalnią (mocno zużytą przez chłopców, ale jeszcze w nieopłakanym stanie), co nas cieszy, bo zakup nowej jadalni to też nie lada wyczyn.
Daliśmy się też przekonać na typowy wypoczynek 3+2+1 zamiast narożnika. I o dziwo bez kompromisu obojgu nam się to wszystko podoba. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądało u nas?


To tylko przykładowe kolory, choć jak uda nam się sprzedać ta z biblioteczki sofę, to zastąpimy ja wersją musztardową dokładnie tą samą sofą co na obrazku. I mąż jest za!:)

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że nasz pierworodny się zakochał! Moje dziecko dzielnie w domu podczas zabawy przygotowało laurkę dla koleżanki z innej grupy (starsza- to ma po tacie;)). Dziś tak się złożyło, że razem z ta koleżanką wychodzili z przedszkola i On naprawdę miał do niej maślane oczy!!!:) No cudowność po prostu:):) Oczywiście tylko obserwuję i słucham co On o niej mówi, nic nie wypytuję już broń Boże nie dogaduję. Jego pierwsza przedszkolna miłość!:) Ciekawe czy będzie o niej pamiętał za kilkanaście lat, kiedy zaczną się dziewczyny na poważnie?:)

Olciu natomiast zauroczony swoim przedszkolem, pędzi tam z takim zapałem, że aż miło patrzeć:)
I ja w pracy realizuję to co miałam założone, czekam na efekty. Wiem, że przyjdą prędzej czy później. Daje mi to niesamowicie dużo satysfakcji takie wyjście z domu.

Dziś w radiu wpadła mi w ucho ta piosenka i wyjść nie chce.



A przecież ja żadna fanka donatana nie jestem:)


niedziela, 17 stycznia 2016

mistrzostwa europy i szopki w krakowie

Od kilku dni w krk odbywają się Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. My również kibicujemy mocno naszym szczypiornistom. Jednak taka duża impreza w mieście, o fajna sprawa. Codziennie organizowane są strefy kibica, w których przygotowane są bardzo ciekawe i fajne zajęcia dla każdego. My wybraliśmy się dzisiaj do strefy kibica z chłopcami. Miłosz uwielbia piłkę ręczną, a my chcieliśmy spędzić ciekawy dzień z synami. Po obiedzie u mamy wybraliśmy się na mały rynek. Przygotowanie organizatorów, to fantastyczna zabawa dla każdego w każdym wieku. Dla dzieci dużo atrakcji z narodami. Rzuty do bramek, zabawy z piłką ręczną, testy sprawnościowe i zajęcia plastyczno- artystyczne:) Świetnie przygotowane pod kątem organizacji i promocji piłki ręcznej!





 Potem poszliśmy obejrzeć wystawę szopek krakowskich.  Ja ostatni raz byłam na tej wystawie w podstawówce. Teraz wspólnie z mężem zabraliśmy tam chłopców. Byli oczarowani i zachwyceni! Olkowi najbardziej podobały się zegary na szopkach i smoki wawelskie:) Miłoszkowi natomiast te, które widać było, że robione ręką dziecka:) Nawet zasugerował, że też by zrobił taką, ale rozmyślił się po chwili;) Nie robiłam zdjęć, ponieważ zobaczenie ich w realu (jeśli ktoś ma możliwość) jest dużo lepsza. Serdecznie polecam:) Wystawa jest w muzeum historycznym miasta Krakowa na rogu Rynku głównego i Szczepańskiej.
Wspaniale jest się ruszyć z domu, mimo, że opatuleni jak niedźwiedzie;)

czwartek, 14 stycznia 2016

ekspress

Olciu nie tylko rośnie, ale i rozwija się jak torpeda. Zaczyna wchodzić w ten wiek, kiedy wszystko łapie dużo szybciej. Fantastyczny okres, który za każdym razem coraz bardziej zaskakuje!:)
Po dłuższych obserwacjach i rozwoju mojej drugiej latorośli stwierdzam, że żłobek dla małego dziecka nawet kilka razy w tygodniu to cudowna sprawa. Piszę to, bo ja z tych matek jestem, co to najlepiej same w domu swoją pociechę wyuczą i pokażą świat. Tak było przy Miłoszku. Przedszkole dopiero zabrało mi dziecię. O jakże ja omylną matką byłam w tej kwestii!!!:) Z Olusiem jest odwrotnie. Od 2 miesięcy chodzi do żłobka na kilka godzin, a my po kilku dniach widzieliśmy znaczącą różnicę. Uwielbia chodzić jak On to mówi "do dzieci". Olek to wulkan energii, więc tam niesamowicie bryka i fika i tańczy i śpiewa z rówieśnikami.
Żłobek nieco bardziej Go usamodzielnił, choć wiele rzeczy robił już zanim tam poszedł.
Największe zaskoczenie ostatnich dni, to śpiewający Olek "zima, zima, zima" i "la-ba-da". Co więcej zna już kolejność ciągnięcia rzepki wg Tuwima od "kurki do rzepki!", którą namiętnie czytamy przed snem:)

Coraz płynniej mówi i zaczyna coraz więcej pojmować!
Nagle zdałam sobie sprawę, że to już "mały duży facet".
Oczywiście coby nie było tak sielsko, to usypianie Olka to taka najdłuższa "przyjemność". Ileż On musi się na kokosić, nagadać, wyfikać i wyprzekręcać zanim uśnie! Totalne przeciwieństwo swojego brata:)
Od paru dni nie ma już też smoczka. Na razie jest ok, ale jeszcze czasem go wspomina i szuka, co jest bardzo fajnym widokiem:)

Etap na którym obecnie są chłopcy jest dużo prostszy i łatwiejszy pod kątem zabaw i organizacji czasu. Jest zdecydowanie trudniejszy w kwestach emocji, buntu i własnego zdania. Miłosz uparciuch tak nieraz się zaprze na coś i tak będzie o tym dyskutował, jakbym przynajmniej z gimnazjalistą rozmawiała, a nie z 3,5 latkiem!:) Aż strach myśleć co będzie dalej;)

A ja właśnie sobie uświadomiłam, ze nie odebrałam jeszcze płynu do piekarnika od Magdy! Jejku, a zamawiałam go 2 tygodnie temu...chyba nieco bardziej muszę popracować nad organizacją.

środa, 13 stycznia 2016

łapię wiatr w żagle

Drugi dzień w pracy. Kolejny dzień, kiedy cała trójką odpoczywamy po tych ospowych 5-ciu tygodniach. Chłopcy zachwyceni żłobkiem, przedszkolem. Ja czuję, że oddycham na nowo w pracy. Jest nam dobrze. Potem wspólne popołudnie już we czwórkę i żegnamy kolejny dzień.
Czuję się naładowana, zmotywowana. Tak bardzo chyba potrzebowałam powrotu do pracy, do zajęć, do samorealizacji. Nawet nie wiedziałam, że tak tęskniłam za tą gonitwą dom-raca-przedszkole/żłobek;)
Jeszcze muszę tylko tyłek ruszyć do fikania przynajmniej raz w tygodniu, bo płyta z Ania Lewandowską powoli zachodzi kurzem. Ale jeszcze parę dni poczekam.
Z początkiem roku unormowałam i załatwiłam kilka spraw, zapisałam się na zabieg w szpitalu i powoli składam swoją tzw."karierę".
Odkrywam nowe wyzwania i cele jako rodzic. Dzieci mi dorastają i zamiast się dziwić, że już (choć nadal nie wierzę, że tak szybko rosną), to zakasaliśmy rękawy. Nowe wyzwania rodzicielskie, które sprawiają, że mam jeszcze większą motywację do kształcenia własnej wiedzy w temacie. I czasem zastanawiam się, czy to oby nie za późno. Choć nie, Miłosz ma dopiero 3,5 roku, Olciu 2 latka czas jest dobry. Tak:)

Podoba mi się to, że gdzieś w środku powoli odkrywam siebie. Wiem czego chcę i wiem jak chcę to osiągnąć. Wreszcie wiem, jak chcę aby wyglądało moje życie. Pozwalam sobie na nutkę egoizmu, bo on jakby tak napędza do działania. Dobrze jest się czuć pewnie i dobrze ze sobą. To uczucie nigdy nie było mi znane, aż do teraz:) Myślę, że moje kompleksy (ze wszystkich płaszczyzn życia) odeszły. Wiem, czego chcę. Lubię siebie teraz. I nadal nad sobą pracuję (w każdej dziedzinie życia). Rozwijam się:)
źródło: internet

niedziela, 10 stycznia 2016

nerwy na wodzy + pomoc Marceli

Nie wiem jak to jest, ale zakupy z moim mężem zawsze przerastają moje możliwości i pokłady cierpliwości!!!
Wiadomo nie od dziś, że z chłopem na zakupy iść, to koszmar. To powiem wam, że większy koszmar jest jak z chłopem trzeba wspólnie coś kupić, np. do domu. No przynajmniej z moim tak jest!
Pojechaliśmy dziś do Kalwarii mebli szukać. Takiego ogromu wyboru i wspaniałych i przystępnych cen, to się nie spodziewaliśmy. Po wizytach w pięciu sklepach wiedzieliśmy, że jak jeszcze do jednego wejdziemy to już pomącimy sobie na maksa!! To co widzieliśmy, wystarczyło. Teraz w domu na "spokojnie" poukładamy sobie w głowach i przestrzeni i podejmiemy odpowiednie decyzje. Słowo spokojnie jest słowem klucz w dzisiejszym poście. Następnym razem bez waleriany nigdzie z mężem nie jadę, na żadne zakupy!!:)

Wczoraj mama zabrała chłopców na noc, a mąż wybył na spotkanie ze znajomymi z poprzedniej pracy. Korzystając z tej cudownej ciszy i spokoju, nareszcie wysprzątałam meble w kuchni. Co do milimetra. Ileż miejsca się zrobiło;) Miałam jeszcze w bonusie do tego mojego "domowego wolnego od wszystkich" wymalować i oporządzić jeszcze paznokcie, ale byłam tak padnięta, że skończyło się na odzywce- dobre i tyle;)
Niestety mój plan na wyspanie się również padł, bo nie wiem, czy wiecie, ale ciężko tak spać, kiedy ma się świadomość, że nikt nie zawoła po nocy, nie zakaszle. Z tą ciszą aż dziwnie się śpi! Tak się nawierciłam tej nocy, jak żadnej. Dobrze, że teraz całą ekipa śpi w swoich łóżkach smacznie.

Po domu unosi się zapach szarlotki, jest cisza, spokój. I gdyby nie kawa późnym popołudniem z przyjaciółką, z którą już wieki się nie widziałam, spałabym i ja;) Niestety nadmiar kofeiny sprawia, że poważnie zastanawiam się nad przeczytaniem jeszcze paru stron książki, mimo, że już prawie 1:00. Super!:(
Jednak spotkanie udane, wygadane (jak zwykle o dzieciach w większości), ale jakże nam obu potrzebne:)

Jeśli macie chwilkę zapraszam Was i gorąco zachęcam do pomocy małej Marcelince. Info tu:  KLIK
Jeśli możecie przesłać choć parę złotówek temu małemu Aniołkowi i pomóc uratować chore oczko, to proszę zróbcie to..:)

czwartek, 7 stycznia 2016

styczniowe czytadło

W tym miesiącu mam przygotowane właśnie te pozycje.
"Upalne lato Marianny" już przeczytałam raptem w dwa wieczory. Uwielbiam Zyskowską. Ignaciak. Jej książki mogę chłonąć bez końca! Uwielbiam ją za emocje, które we mnie wyzwala podczas czytania.
"Winnice marzeń" pożyczyłam jakiś czas temu od koleżanki i muszę ja w końcu oddać, więc jest następna w kolejce, puki pamiętam, że mam oddać.
"5 j ęzyków miłości" to targowy zakup, gorąco polecany na innych blogach. Podobno cudo przy opisie relacji i potrzebach partnerów w związku.
"Psychologia sprzedaży" to taka pralnia motywująca! Uwielbiam tego typu lektury, za wiedzę, praktyczność i motywację w swojej dziedzinie.  Polecił mi ją mąż, więc jestem ciekawa jej nieco.

Ciekawa jestem Waszych propozycji?

poniedziałek, 4 stycznia 2016

jak przepraszają się mali faceci?

Od kiedy pamiętam uczymy naszych chłopców, że zawsze trzeba przeprosić, jeśli za mocno się narozrabia lub zrobi komuś krzywdę. Dla przykładu sami też parę razy ich przepraszaliśmy za podniesiony czasem głos, czy za brak cierpliwości.
Chłopaki (bracia) jak to chłopaki leją się czasem. Nigdy nie dopuszczamy do tego, aby akcja rozwinęła się za bardzo. Niestety dzisiaj nie zdążyłam. Kiedy wpadałam do pokoju już było po zawodach:(
Tak ostro jeszcze między nimi nie było. Skończyło się karą dla Miłosza, ale On sam chyba wiedział, że przegiął.
Po wytłumaczeniu powodów, dla których dostał karę wziął to na klatę. Najpierw przeprosił Olka, a potem sam z siebie zrobił dla niego malowankę!!! Mimo całego tego chaosu zrobiło mi się miło, kiedy Mu ja wręczył.
Olek nie pozostał Mu dłużny i też dał Miłoszkowi obrazek:)  Po kilku minutach bawili się jak najlepsi bracia na świecie.

Piszę o tym, bo to był miły i spontaniczny gest. Chcę o tym pamiętać. Wiele pewnie jeszcze takich "akcji" przed Nimi, ale takie już prawo rodzeństwa.
Ja też wojowałam z moimi braćmi, nie byłam lepsza. Ale teraz kiedy na to wszystko patrzę z biegiem czasu, to gdzieś było nie istotne, bo więź i relacje między nami są bardzo mocne:) I patrząc na swoje dzieci widzę, że będzie podobnie, bo jeden bez drugiego 15 minut nie wysiedzi:)

niedziela, 3 stycznia 2016

Tak się sprawy mają:

Jesteśmy w domu już będzie czwarty tydzień. Ospa poszerzyła swoje żniwo na Miłosza. Ogólnie obaj znosili to dobrze, ja też. I jak to bywa po tak długim czasie znów zaczyna mnie nosić. Drażni mnie to zamknięcie w domu już kolejny tydzień. Prawda jest że nie fisiuję, nie rzucam talerzami, nie narzekam, nie marudzę- jeszcze. Choć widzę, że powoli zbliża mi się mały kryzys, ale puki co staram się dobra myślą i zabawą z chłopakami go odpychać.
Najlepiej działa, kiedy pomyślę, że jak ja mam dość to co dopiero oni, wiecznie szalejący, ale się nie dają. No to przecież ja nie mogę być gorsza!:) Mam jeszcze w domu męża, bo ma urlop. Planowaliśmy narty po 6 stycznia, no ale jak to bywa i tym razem nie wyszło, bo dzieci chorują. Całe szczęście to już ostatnia z chorób zakaźnych, bo na resztę mamy szczepienia. Więc jest szansa, że może jak skończą 18 lat... hi hi hi:)

Ogólnie nasze plany noworoczne sypią się jak domek z kart. Mieliśmy jechać w tym wolnym czasie zamówić i obejrzeć meble do salonu. Uparliśmy się na Kalwarię, na małych polskich przedsiębiorców- nie sieciówkę. Teściowa, która miała ich pilnować kilka dni, abyśmy mogli zrobić chociaż to. Niestety nieco się rozchorowała i nie ma szans, aby zajęła się chłopcami. Musi pomyśleć o swoim zdrowiu, w końcu o sobie. Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego..
Tak więc wszystko co zaplanowane nam się sypie, ale za to humory i ..humory nam dopisują:)

Za tydzień mamy imprezę u znajomych i ciekawa jestem czy jest w ogóle sens iść po nową sukienkę i buty, skoro tak nam to planowanie ostatnio wychodzi;) Nie myślałam, że to powiem, ale potrzebuję iść na zakupy:)

W zeszłym tygodniu moja fryzjerka zaproponowała mi zrobienie grzywki na prosto. I cholernie mnie teraz to nęci i zastanawia. Miałam już kiedyś taką grzywkę i patrząc na zdjęcia z tego czasu mówię kategorycznie nie! Ale jakaś część mnie chętnie by spróbowała. Schudłam nieco, na buzi również i tak może sobie myślę, że "a może"? .....I bądź tu człowieku mądry..:(
Już sama nie wiem...

No nic w tym tygodniu mam umówioną kawę z sąsiadką bo ona tez ma wolne, więc choc na chwile urwę się z domu;)
Miłego tygodnia:)