Moja lista blogów

poniedziałek, 29 lutego 2016

Wysiadam

W moim wychowaniu dzieci, czasem tak jest, że mam ochotę wyjść zamknąć drzwi o nie wrócić! I wiem, że nie ja jednak matka tak mam. Cierpliwość, wręcz anielska cierpliwość jest mi potrzebna. Mam chorego Miłosza w domu i dzięki Bogu Olka w przedszkolu. Jednak mimo to, nie mogę dkońca dogadać się z własnym synem. Mam wrażenie, że to że jesteśmy w domu teraz razem pomoże mi/nam troszkę go wyprostować. Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że troszkę za dużo dostał luzu i teraz bardzo ciężko jest nam wyegzekwować cokolwiek. Więc od paru dni jesteśmy bardziej zaborczy, jeszcze więcej staramy się tłumaczyć i nie odpuszczać. Ogólnie widzę po sobie, że takie ciągłe gadanie wkurzasz mnie samą. Od paru dni przez ten ciągły stres dorobilam się już chyba porządnych wrzodow żołądka.
Wkurza mnie, że o wszystko ostatnio się z Olkiem leja, dra, kluca! Powoli wkurza mnie to wszystko. Do tego Olkowy chyba bunt dwulatka jeszcze bardziej podkręca mój stan. Jestem tym wszystkim przygnieciona i wkurza mnie, że sami musimy z tym walczyć.To normalne, ale to dodatkowa presja, która ostatnio i tak nie poprawia mojego samopoczucia. Rodzicielstwo to cholerna robota, niesamowicie trudna i bolesna. Mamy świadomość, że damy radę i odpuszczać nie wolno, bo bez agresji da się wychować dzieci. Ale jestem strasznie podenerwowana tym, co muszę dusić w sobie. Najchętniej poszlabym na jakiś kick boxing skopac porządnie jakiś tyłek;) Mam dość czasem, a takie wygadanie się robi mi dobrze. Jedyne wsparcie ze strony męża daje mi jeszcze siłę, no i ta miłość do tych moich gagatkow. Nie wiem, czy ma ktoś złoty środek na czasem trudne rodzicielstwo?

niedziela, 28 lutego 2016

to już dwa lata

Jeszcze tak niedawno nasz maleńki nowy członek rodziny. A dziś już pełnoprawny dwulatek!
Nasz Słodziak- Rozbójnik;) Niespożyta energia i pewność siebie. Do tego zero strachu w oczach i ogromna duma. Pan Złota rączka:)
Kiedy patrzę, na rozwój moich dzieci zastanawiam się ,kiedy to wszystko upływa. I jak to jest możliwe, że nie odczuwa się tak szybko płynącego czasu?:)
W piątek popołudniu zrobiliśmy Mu w ramach prezentu urodzinowego małe Kinder party. Istne domowe przedszkole, ale kiedy patrzyłam na radość w oczach Olka i ja sama odczuwałam ogromna radość. A dla matki nie ma nic bardziej pięknego, niż widok radości swoich dzieci:)

niedziela, 21 lutego 2016

mąż w kuchni

Po raz pierwszy w swojej karierze życiowej, mój mąż w niedzielę zrobił obiad. I to nie byle jaki, bo rosół z kaczki i wołowinki! Nie będę opisywała przepisu i jak długo trzymał nas wygłodniałych. Powiem wam, że zapach który unosił się po domu to bajka- a ja rosołu nie lubię. Ale zapach był wspomnieniem mojego dzieciństwa. Pachniało niedziela na wsi i gorącym słońcem lata. Wspomnienia, mimo, że żołądek z głodu trzeszczał były bardzo wyraźne. Obiad pierwszorzędny!!!
I najwspanialsze było to, że oba dania jedliśmy w tych samych talerzach- jak u babci!!!:):)
Niestety odwykłam od tłuściutkich potraw i bardzo to odchorowuję, ale warto było. Nie tylko na wspomnienia, ale i radość mojego męża, ile miał w tym przyjemności i frajdy!!:)

My z chłopcami udaliśmy się niedzielnym zabawom i czytankom w salonie.
Jakaż była i moja przyjemność, że przy garach stać nie muszę:)
I kawę mąż zrobił, jak co niedzielę obiecywał z ekspresu:) i Nawet owoce z kruszonką jeszcze z soboty zostały:)
I dzieci zadowolone, spełnione nieco czasu innego z mamą miały:)
I dobrze mi było:):)
Aaaa i jeszcze wczoraj kolacją nas mąż raczył- bruschetta wyszła wspaniała:)




wtorek, 16 lutego 2016

Ostatni!!!

Ku mojej wielkiej rozpaczy, dziś wypiliśmy ostatni słoik z kompotem z czereśni!!! Ostatni!!!:( Teraz zostały nam już tylko mrożone porzeczki i śliwki, które będziemy zamieniać w przepyszne kompociki:) I nie wiem, czy to podświadomość, czy magia ostatniego, ale tak mi czereśnie z tego kompotu smakowały, że hej!!!:) Aż za latem zatęskniłam i tymi przepysznymi czereśniami:)

W ogóle to słowo ostatni prześladuje mnie dziś jak mantra. Całe popołudnie, jak o nim myślę, to do głowy pcha i się tylko jedna myśl, jedno skojarzenie. Piosenka Anity Lipnickiej "ostatni list". Normalnie muzyka ostatnimi czasy wypływa z myśli jak wodospad. W weekend rytmy kubańskie, a teraz nostalgia:) Nawet w samochodzie króluje Adele w swojej ostatniej płycie! I moi mali chłopcy też ją kochają. Żebyście słyszeli, jak się domagają "Hello":).

Zawożąc dziś Olusia do przedszkola, zastała mnie miła niespodzianka! Czekał na nas z mężem pięknie wykonany prezent walentynkowy, przez mojego żłobiaczka:)
Chowam go do mojego pudła skarbów, gdzie mam różności, które dotyczą moich dzieci. Kiedyś im je pokażę:)

Ostatnio kupiliśmy chłopcom wspaniałą książkę, którą polecała Karolina Malinowska w swoim programie. Na program trafiłam przypadkiem, ale pozytywnie mnie zaskoczył. Polecono tam książkę dla dzieci i z ciekawości poszperałam w necie, a po trzech zdaniach kupiłam! Okazała się strzałem w dziesiątkę! Świetnie napisana pod dzieci, z morałem, przekazem i bardzo wesołym podejściem! Jeśli jeszcze nie macie lub nie znacie Cecylki Knedelek to bardzo polecam!!!:) My mamy "dobre uczynki", ale jest też o zachowaniu przy stole itp. Mnie samej jako dorosłemu czyta się wspaniale, a Miłosz jako słuchacz chłonie mądrze i na wesoło przekazaną wiedzę:)


A juto mają przyjechać krzesła!!!! Supeeeer!!!! Ja już układam w myślach dodatki;)
Ale urządzanie domu jest super:)

PS. Już dawno chciałam Wam to pokazać. ABC rodzica, które znalazłam u Olka w żłobku:


poniedziałek, 15 lutego 2016

wieści są dobre

Jak to bywa po tak dobrych weekendach, zaspać w poniedziałek nie trudno. Dobrze , że dziś zostałam z nieco przeziebionym Olkiem, bo zebrać Miłosza było łatwiej mężowi;) Jako że pospaliśmy dość długo wszystko było nieco do tył z czasem. I taki brak pośpiechu to jest to!!!:)
Jadąc po Miłosza do przedszkola jak zwykle słuchaliśmy tok fm. Olek swoim zwyczajem zasnął na całe 10 min- i tyle ma drzemki w ciągu dnia;( Wracając do radia: Wieści są dobre!!:) akurat w podsuwaniu naszej ekstraklasy ekspert chwalił naszych kadrowiczów i spokojny był o trenera Nawałkę;).więc nasi na euro gotowi;) Zdziwiona nieco, bo zawsze o tej porze był cykl o nowościach książkowych. No nic cenna wiedza zdobyta- mąż będzie w szoku;)

Potem pognaliśmy na angielski chłopców. Uwielbiam, kiedy wysiadają  auta i za rączkę w tych swoich zielonych plecaczkach idą na angielski:) Kiedyś Wam pokaże. Olek spisuje się super. Chętnie powtarza słówka, wiele rozumie i bawi się naprawdę przednio. Miłosz jest już samodzielny na zajęciach. Pani bardzo Go chwali. I ja taka dumna jestem, że za każdym razem obrastam w piórka:)

Od kiedy wróciłam do pracy i umebowałam salon, mogę powiedzieć z ręka na sercu, że wszystko jest na swoim miejscu. Cieszy mnie ten codzienny pęd. Cieszy powrót do domu z chłopcami i te kilka godzin, które mamy tylko dla siebie. Cieszy mnie ich i mój rozwój. Cieszy mnie, że nadaliśmy troszkę pędu sprawom, które się wlekły. Uwielbiam mojego męża, który sprawia, ze czuję się doskonale we własnym ciele, który celebruje nasz związek razem ze mną. Uwielbiam, za " niewymuszoną" spontaniczność i za to, ze jak nikt na świecie potrafi podnieść mi ciśnienie od czasu do czasu;)
I mam swoje postanowienie wielkopostne: chodzić na drogi krzyżowe. Otatnią przeszłam chyba z Miłoszem w ciąży. Teraz zamierzam pokazać i moim synom, jak piękna to modlitwa. Pewnie nie raz skoczy się wielką ganianiną za jednym i drugim, ale jestem na to gotowa- każdy ma swój krzyż:)

Jutro wracam do normalnego trybu dnia. Pod warunkiem, ze sama się dziś dokuruję;)


sobota, 13 lutego 2016

w rytmie Kuby

Od piątkowego wieczoru w naszym domu dominuje samba, salsa i cudownie brzmiące rytmy gorącej Kuby. A to za sprawa genialnego soundtracku z filmu "dirty dancing 2"!! Tak mnie naszło, aby podczas wspólnego układania puzzli we trójkę, bo mąż wtedy w łóżku walczyła z grypą, która w sobotę okazała się anginą. No ale wracając do nas, chciałam puścić coś do tła. Początkowo padło na Westlife, ale pudełko było puste.
Nastepny był dd2. Chłopaki jak tylko usłyszeli "Represent Cuba" zapomnieli o cudzie puzzli. Miłosz domowy DJ od razu podgłośnił na full. Następna "dance like this" stała się naszym domowo weekendowym hymnem. Leciało w kółko. Ani Olek ani Miłosz nie chcieli słuchać żadnej innej. Do tego tańce wywijańce:) Wreszcie poczułam, jak po całym tygodniu moje ciało na nowo odżywa;)!
Poniosło nas rytmami na Kubę nawet w sobotę!


Od czasu, kiedy wróciłam do pracy, nie spędzam soboty na sprzątaniu. Tak wyniosłam z domu i pewnie nie ja jedna;) Zdałam sobie jednak sprawę, że teraz kiedy mamy wszyscy ograniczony wspólny czas, sprzatanie nie zając. Wiec mamy soboty na luzie:) Nigdzie się nie spieszymy, nie mam zamysłów na stanie przy garach. Idzie spontan lub cos co latwo i szybko zrobić, nie zapominajac aby było wartościowe:). I podoba mi się ten stan. Myślę, że po części jest to wpływ tych "52 tygodni":)

Po czwartkowym składaniu salonu, przerobilismy z chlopcami jedno z pudeł na auto!!!:) Od trzech dni maja niesamowitą zabawę. Wczoraj kolorowali karton pisakami, a dziś naklejkami!

 
Po za tym auto pełni świetna funkcję zagrody( karceru) dla Olka, bo jest nieco wyższy i sam nie wyjdzie. Dzięki temu mogłam w spokoju obrać warzywa i owoce na sok, a nie ściągać Go co chwila z firanki:).

Jutro natomiast idziemy z Miloszem na imieniny mojej mamy. Olek z tatą chorowitki dwa zostają, co by innych dzieci nie pozarażać. A ja się cieszę, że będzie taki większy spęd rodzinny. Ja lubię to!:)
ŻYczę miłej niedzieli:)

PS. Na walentynki Kubańskie klimaty jak najbardziej się nadają:)

czwartek, 11 lutego 2016

dzieciństwo prl-u

Siedze w pracy, patzre przez okno i zastanawiam się, gdzie podziała się ta wiosna jeszcze z wczorajszego ranka?;) Szybko chyba kurtek zimowych nie pochowam.
Ale nie o pogodzie dziś chciałam. Bedąc nadal pod natchnieniem cudownych 52 tygodni, pomyślałam sobie, że taki re-search z mojego dzieciństwa toi się przyda. Bo to sa wspomnienia nieco bardziej ulotne. Za chwilę mogę w natłoku życiowych spraw i spraweczek zapomnieć o tych detalach swojego dzieciństwa.
Zatem:

1. Wafelek kuku ruku, najlepsza rzecz na świecie w tamtym czasie!!!! i te naklejki w opakowaniu:)


2. Guma kulka. Twarda była jak diabli na początku i smak szybko się kończył. Ja zawsze uwielbiałam zapach tych kulek.



3. Guma boomer. Szajs następny, ale reklama w tv robiła swoje;) Pamiętam, że była jeszcze zielona.
4. Konsola do gry. PRL-ski ipod lub konsola;). I układało się te klocki, czy zbierało spadające jajka:) My mieliśmy z bratem te podłużne.
  
5. Oranżada!!!! Jej smak był zupełnie inny, niż tej co się za nią teraz podaje. Była lepsza:) Litrowy Ptyś stał chyba na każdym stole w tamtych czasach:)
 


 6. Kolorowe galaretki cukrowe:)
 7. Cola cao. Pamiętam, jakie tata przywiózł nam z Francji wtedy jedno opakowanie. Piliśmy go z bratem tylko w niedzielę:)

8. Vibovit jedzony mokrym palcem....mmmm.:)Krem do kanapek snickers i musujący visolvit:):)
9. Przysmak świętokrzyski!!!!!!

9. Lalki Barbie, tylko z firmy Mattel. Jejku, jak ja kochałam te reklamy w tv. Teraz jak patrzę na te lalki, to aż z sentymentem.

I taką miałam jako pierwszą. Tata z Francji mi ja przywiózł. Dokładnie ta sama!!!:):):) Potem mój drugi brat pozbawił ją tych pięknych włosów, ponieważ zaczynał wtedy intensywnie interesować się nożyczkami!:(
Dziwne to były czasy, ale w porównaniu z tym co jest teraz, skłaniam się ku mysli, że wtedy dzieciństwo mimo braku tych wszystkich wynalazków i udogodnień, było ciekawsze. Bardziej odkrywcze i ruchowe.

wtorek, 9 lutego 2016

ziołowi mi

Jest pięknie! w powietrzu czuć wiosnę tak naprawdę. Choć nie zdziwię się jak jutro sypnie śniegiem;) Powoli dociera do mnie, że za niedługo (oby) wymienię puchowe kurtki i ciepłe czapki, a zwiewne ubrania:) Pięknie znów wszystko budzić się będzie do życia:)
W sobotę mąż poszedł na zakupy i oto jakie cudności sprowadził do domu!

Pachnie, że aż miło:) Już znalazłam mnóstwo potraw, kanapek i sałatek na kwestii smaku, aby te plony ziemi wykorzystać należycie:)

Czuję, że powoli i we mnie budzi się życie, choć ledwo zakręt na tygodniu złapać mogę: Ciągły maraton żłobek, praca, przedszkole, zakupy, huśtawki powoli zaczyna mi doskwierać i czuje po swojej pupie, że ruch by się jej przydał. Na razie łapie mnie jednak paskudne przeziębienie, jakby tego było mało;) Ale mimo to psychiczne wracam do siebie. Poukładałam sobie wszystko w głowie na nowo i odczuwam już mały, ale zawsze spokój.

Przyjechały dziś do tego nasze meble, tzn. nasz wypoczynek do salonu:)!!!!Teraz musimy tylko domówić jeszcze szafkę rtv, komodę oraz krzesła do jadalni i wykańczanie salonu zakończone!:)
Powoli przygotowuję już męża do planu "wiatrołap". Plan obejmuje malowanie oraz szafę na wymiar. Na razie jak tylko o tym wspominam to kreci oczami;)
Puki co, dziś składamy salon:)



niedziela, 7 lutego 2016

lepiej późno niż wcale?

W tym przypadku, zdecydowanie tak! 6 lat!!! Tyle czasu potrzebował mój mąż, aby sprawdzić nasz ekspres do kawy, który dostaliśmy w prezencie ślubnym!:) Grzecznie stał i czekał, aż Małżonek w końcu go przebada i...zrobi w nim kawę!!!:) I to najlepszą na świecie kawę z mleczkiem:)

Nosz prawdziwy  barista w domu! Że też taki talent ukrywał się w Nim przez tyle lat;)
Ponieważ ja do takich spraw mam dwie lewe ręce, od dziś mój mąż zapowiedział, że co tydzień serwował mi będzie taką weekendową kawę:)
Pogoda nas dzisiaj tak rozpieszczała, że wybraliśmy się do parku lotników. Chłopcy rozpoczęli tym sezon hulajnogowy:)

Tak było fajnie, bo oczywiści utknęliśmy tam na huśtawkach, że do domu wróciliśmy po paru godzinach wygłodniali jak wilki! Dobrze, że wcześniej miałam obiad przygotowany:)

Uwielbiam takie nasze wspólne niedziele:)


piątek, 5 lutego 2016

impuls, czyli 52 tygodnie w natarciu :)

Jestem właśnie w trakcie czytania "52 tygodnie". Książka jest mega cudowna i inspirująca;) Własnie czytam, jak Majka gotuje wspólnie z Wojtkiem i rozmawiają o swoich smakach z dzieciństwa. No niby banał! Ale ten banal zatrzymał się w mojej głowie i sama pomyślałam, jak to było kiedy ja byłam dzieckiem i jakie były smaki mojego dzieciństwa:)!
Byłam sporą kluseczką w tym czasie, a kuchnia mojej mamy to było to co tygryski lubią najbardziej:)
Kiedy myślę, smaki mojego dzieciństwa, to czuję, widzę:
To mleko prosto od krowy na ciepło z kawałkami suchego chleba, pieczonego przez babcię Wandzię.
To smak pierogów i kaszy manny babci Zosi,
To prawdziwy wiejski rosół z kury wiejskiej z wątróbką, o którą zawsze była wojna:)
To mizeria na wodzie, bez śmietany:)
To pierogi leniwe mojej mamy- najlepsze na świecie, oczywiście z bułka tarta, cukrem i surówka z marchewki:)!!!!!
To kasza z gulaszem i korniszonkiem:)
To młode ziemniaki z zimnym słodkim mlekiem:)
To sałatka z ogórka, pomidora i młodej cebulki jedzona najczęściej na podwieczorki w lecie u babci:)
To kompot z czereśni, brany "w pole", który przy całym zapachu siana czy słomy, smakował najlepiej:)
To truskawki z cukrem i śmietaną:)
To makaron lub ryż z koktajlem truskawkowym:)
No i oczywiście świeże owoce i warzywa z ogródka babci:)
źródło: internet

Całe swoje dzieciństwo prawie spędzałam na wsi, więc i smaki istnie wiejskie:) To były piękne chwile, ciągle żywe w mojej pamięci i sercu:)

Czytając troszkę żałuję, że mój mąż nie pawa chęcią gotowania, a już o wspólnym mogę tylko pomarzyć:( a jest w tym wspólnym gotowaniu coś co spaja, coś co zbliża. Dobry pomysł spontaniczną grę wstępną chyba:)

 A jakie są wasze smaki dzieciństwa?:)



czwartek, 4 lutego 2016

powroty (z wtorku)

Ostatnio pogoda nas rozpieszcza. Powraca plac zabaw, piaskownica i spacery. Jak tak dalej pójdzie, to jest szansa, że hulajnogi i rowerki biegowe też:)

Siedzę na ławce i oddycham innym powietrzem. Czuję, że wiosna powoli powoluteńku zmierza ku nam.







Ps. zdjęcia i pogoda są z wtorku. Niestety pogoda dziś w krk nie aktualna:(