Moja lista blogów

czwartek, 28 kwietnia 2016

A jednak biały

Po ogromnych dylematach, dopasowaniach, obejrzanych aranżacjach i badaniu opinii mamy wazon w salonie. W sumie wystarczyło raz pójść samej na spokojnie do sklepu i jest:) Piękny biały wazon z jeszcze piękniejszymi kwiatami, zdobi od wczoraj nasz salon. 
I niebywałe jest, jak kilka detali (bo dołożyłam jeszcze stara białą ramkę na szafkę) potrafi ocieplić wnętrze domu:)
Jeszcze tylko male dekoracje do jadalni i dół uważam za skończony- juupiii!!:):)
Tak więc pogoda dopisuje dziś słońcem, mimo, że zimno jak diabli;)
Miłego dnia

środa, 27 kwietnia 2016

Kawa na farmie

Bardzo przyjemny dzień, mimo że pogoda znowu nie rozpieszcza. Popołudniu chłopcy brykali w kulkolandzie z kyzynostwem. Bite 2 godziny zabawy, biegania i uśmiechów:) po powrocie padli , jak tylko poduszkę poczuli:) weekend niesamowicie przyjemny i smaczny. Jak zwykle nie zawiodła kwestia smaku, tym razem w tarcie rabarbarowej-pyszotka:) wczoraj natomiast bardzo przyjemnie upłynął czas z Olusiem. Pięknie pracował na farmie:) i mimo,że dzień pełny gonitwy, to strasznie przyjemny.








sobota, 23 kwietnia 2016

Praca zespołowa


Ten tydzień przeleciał niczym z bata strzelił. Tydzień jak dla mnie pozytywny, przyjemny. Po pierwsze było babskie wieczorne spotkanie, co jak zawsze owocuje jeszcze lepszym samopoczuciem:)
 Po drugie mamy wreszcie dywan!!! Wiem, wiem ja jaram się nim, jakbym przynajmniej pół domu przemalowała, ale się cieszę bo wszystkie prace wykończeniowe w salonie powoli dobiegają końca- przynajmniej jeśli chodzi o etap pierwszy;)
Po trzecie wróciłam do ćwiczeń. Na razie to tylko 15 minut dziennie, ale jest:):) i mój kręgosłup i pewnie psychika też są mi za to poświęcenie baaardzo wdzięczne- ćwiczę przed pracą (tj. zaczynam ok. 5:50). Ale dają kopa jak żadna kawa na świecie:)
Po czwarte w całym tym koglu- moglu mojej rodziny znalazłam ze swoja mamą kolejny punkt do pozytywnych rozmów- książki. Z duma stwierdzam, że moja mama wreszcie rozkochała sie w czytaniu:) Na razie pożycza książki z moich zbiorów i cieszę się, że jej się podobają i że wzbudzają w niej emocje:) Oczywiście nadal jestem "kuloodporna" bo chyba inaczej już bym dawno w kobierzynie była;)
Po piąte Olek przechodzi okres buntu dwulatka- cudownie;/ a Miłosz znowu sprawdza na ile może sobie pozwolić z przeciąganiem granicy. Więc jest czasem masakra, ale koniec końców jest pięknie;)

W piątek całe do południe poświęciłam na cotygodniowe sprzątanie domu. Ten dom lub jego mali mieszkańcy kiedyś mnie wykończą. Znowu leciałam po Olka z wywieszonym jęzorem, ale ogarnęłam wszystko- ołłł jee:)

Sobota u nas jak zwykle przydomowa, ale jakże przyjemna:) Od kiedy obaj chłopcy są już starsi, tzn. już bez drzemek, specjalnego gotowania, prób chodzenia itp. prace przydomowe (i te domowe w sumie też) są coraz przyjemniejsze i coraz bardzie zespołowe. W kuchni najczęściej teraz (w 90%) jest ze mną Olek! Niesamowicie uwielbia patrzyć, miksować i robić ze mną wszystko co gotuję:) W jego wieku Miłosz robił dokładnie to samo- była wojna o garnki;). Miłosza interesuja już bardziej "dorosła" sprawy. Kocha książki. Wczoraj mąż w carrefoure kupił kilka książek (encyklopedii) za 1 zł. A że Miłosz uwielbia książki o zwierzętach, nie opuszcza tych albumów ani na chwilę:) i pomoc tacie, o tak! Oni we dwóch to sobotni duet nierozerwalny:) Dziś zauważyłam, że nawet Olek dołączył i tworzy się niezłe trio:) I patrzeć tylko, jak to chyba sama zostanę w tej kuchni;)

Po obiedzie zajęliśmy się pracami na zewnątrz:) Chłopcy mieli wspaniałą zabawę z pomocy nam. Uczestniczyli chyba we wszystkim, co dziś robiliśmy: pomagali w plewieniu wożąc trawę i chwasty swoimi samochodami, zakopywali z Łukaszem odpływy i sprzątali kotłownię. Do domu wróciliśmy tak wygłodniali, że pochłonęliśmy masę kanapek wiosennych!!! I dzieci padły przed 19:)!!!
To był długi i przyjemny dzień. Idę więc skorzystać z tego daru szybkiego snu dzieci, bo jutro pewnie ekipa zarządzi pobudkę przed 7:00 rano...




 


 

Ps. sąsiad dokupił sobie młode owieczki i dziś puścił je na "wypas" zaraz przy drodze:) Chłopaków ledwo od szyby można było oderwać!!! Nie ma to jak owce w wielkim mieście;)

wtorek, 19 kwietnia 2016

biały, czy zielony??

Po dobrym i wypoczętym weekendzie, poniedziałkowy ranek okazał się dla nas ciężkim do wstania. Poczuliśmy się wyspani poleniuchowaliśmy, a rano wczoraj nie było jak wstać. Po raz pierwszy był to dla mnie musss ;) Ale raz na ruski rok, można sobie pozwolić na taki "luksus".
Chłopcy wyjątkowo marudni, ale popołudniu już pełni energii i weseli:)

Zabierając się w końcu za wykańczanie juz naszego salonu, pojechałam za dywanem i poduszkami zdobnymi i dodatkami. O jak dobrze jest czasem pochodzic po sklepach spokojnie. Tak więc mój misterny plan został porządnie zmodyfikowany. Rezygnuję z poduszek ozdobnych i większości dodatków. Jednak chyba wole minimalizm w naszym salonie. Problemem okazało sie tylko, czy wybrać wazon stojący w kolorze zielonym, czy białym. I do dnia dzisiejszego jeszcze nie wiem który, ale jak kupię dywan, to będę wiedzieć! I lampę do naszej sypialni wreszcie znalazłam (po 4-ch latach).

Popołudniu, kiedy wróciliśmy z angielskiego i napełniliśmy nasze brzuchy pysznymi kanapkami, chłopcy chcieli się bawić sami. Ja tylko pełniłam tło. I nie pamiętam kiedy w tym czasie mogłam poczytać?! Zawsze było "mamo to.., mamo tamto... A wtedy nic- miałam po prostu nie przeszkadzać:):)


Wieczorem chłopcy przygotowali laurki z życzeniami dla taty, bo mąż wczoraj stał się posiadaczem 3-ki z przodu:)
 Było i dmuchanie świeczki w małym kawałku ciastka i życzenia i przytulaki:)
Niestety nasz solenizant okazał się strasznie chorym bohaterem dnia, więc wieczór spędziliśmy (niestety) pod ciepłą pierzynką:(

Od wczoraj po głowie biegają mi ciągle melodie piosenek zespołu Mafia- wiem, kiedy to było!!:) Cały poniedziałek (to chyba przez ta pogodę) nuciłam "Imię deszczu", a dziś od rana "noc za ścianą".Genialne obie piosenki, jak z reszta cała twórczość Piaska (moim zdaniem oczywiście):)

A dzisiaj odprowadzając Olka do żłobka na wystawie stał oto taki piękny bocian, własnoręcznie zrobiony przez moje dziecię:)

Miłego dnia:)

niedziela, 17 kwietnia 2016

Gdy nie ma dzieci w domu

W ten weekend chłopcy pojechali w południe do babci na noc. Ponieważ zawsze świetnie się tam bawią, spokojnie zagraliśmy się do jakże przyjemnych prac domowych i przydomowych. W takiej absolutnej ciszy i bez oczu wokół głowy ogarnianie domu to swoista przyjemność. No absolutnej ciszy może nie było, bo w tle leciało radio złote przeboje. Tego potrzebowała, takiej melancholii, spokoju i dobrej muzyki:Roxette, Czerwonych gitar, Bajmu, czy Lady Pank. I pomyśleć, że kiedy mąż rozpoczął sezon kosiarkowy w naszym ogródku, ja zdążyłam jeszcze machnac szarlotkę i ciasto grysikowe. Tak więc zajawieni wolności, wieczorem poszliśmy świętować 6 rocznice ślubu. Pierwszy raz wybraliśmy sie na sushi. Było fenomenalnie:)!!!

Potrzebowaliśmy takiego wspólne wypadu tylko we dwoje. I jeszcze tak niesamowicie się wysłaliśmy! Już nie pamiętam, kiedy tak długo spałam:) ponieważ mąż jeszcze dłużej postawiłam pospac, zabrałam się za ćwiczenia z Anią Lewandowska-ależ mi tego trzeba było. Zaliczyliśmy też obiad u mamy, a potem spędziliśmy genialne popołudnie w ogrodzie:) nawet dzdzysty deszcz nas nie wygonil. Siedzieliśmy na schodach we czwórkę i po prostu rozmawialiśmy:)




Wieczorem, kiedy chłopcy już zasneli oddaliśmy się klasyce, czyli "chłopaki nie płaczą"-genialny film, mimo upływu lat.
Potrzebne mi było takie doładowanie baterii.
Miłego tygodnia.

czwartek, 14 kwietnia 2016

problem rodzicielski

Od jakiegoś czasu dostaję konkretną informację od losu, że moje rodzicielstwo/ macierzyństwo płynie troszkę w nie tym kierunku co bym sama chciała. Że trudy i problemy z którymi stykają się powoli moje dzieci, to nie chwilowe ich zmiany nastoju. Coraz wyraźniej zauważam, że dopiero teraz im są starsi zaczynają nas bardzo potrzebować na 100%. Że teraz musimy być dla nich szczególnym oparciem, podporą i dobra radą w każdej chwili. Że teraz potrzeba jeszcze bardziej skupić się na Nich.
Choć zawsze tak było i jest. Jednak coraz częściej w rozmowie z synami, w sposobie zabawy zauważam, że troszkę im odpuściliśmy tej naszej uwagi- chyba....Ale teraz mam takie wewnętrzne poczucie, że przez codzienny pęd, pracę, domowe obowiązki i to, że przede wszystkim Oni są już bardziej samodzielni, gdzieś wcisnęliśmy sobie luz. Tzn.,nie przestaliśmy ich kochać i wychowywać- o nie!!, ale bardziej przemyka nam każdy dzień przez palce.  Bardziej wpadamy w taką rutynę dnia codziennego.

Oluś wchodzi nam dodatkowo w okres ukochanego buntu dwulatka. Dodatkowo Olek to niesamowicie silny charakter, który nie jest łatwo ujarzmić. Ma swoje zdanie i niesamowita pewność siebie. Oluś jak już pisałam kiedyś, potrzebuje naszej uwagi w edukacji, w formie zabaw interaktywnych. I od kiedy to zrozumiałam jestem w tym wolnym czasie (zanim pójdziemy po Miłoszka do przedszkola) tylko do Jego dyspozycji.

Miłosz jest natomiast bardzo sentymentalny, uczuciowy. Dziś podczas wspólnego czytania bajek, powiedział, że jest mu bardzo przykro, bo na placu zabaw nie ma się z kim bawić. I serce mi pękło...Niestety, to prawda, zauważyłam to ostatnio.  Placyk na który chodzimy, to placyk przy blokach. Dzieci znają się tam od zawsze (jak to w sąsiedztwie). My (a raczej chłopcy) z racji bycia tam "gośćmi" są zdani głównie na siebie. Widzę jak moje dziecko patrzy na te brykające dzieci i tą chęć dołączenia, ale niestety przeważnie albo to nie jego grupa wiekowa albo nie ta zabawa.
I długo nad tym myślałam (w sumie dalej myślę). I im więcej tak myślę, tym więcej rozumiem.
A im więcej rozumiem, tym bardziej staje się dla mnie jasne, że prawdziwe macierzyństwo nie ma nic wspólnego z samorealizacją 100% i wolnym czasem matki i ojca. Tu nie ma odpoczynku, a złudny "czas dla siebie" to luksus, na który rodzic nie może sobie pozwolić. Że rodzicielstwo to jest naprawdę harówka, bez prawa do urlopu i zasiłku. Bez żadnego prawa, oprócz tego jednego: że trzeba być zawsze dla dziecka i otoczyć je wsparciem i miłością.
To oczywiście nie znaczy, że rzucę pracę i zaniedbam dom i siebie, ale trzeba przegrupować bardzo ostro moje własne "ja". To proste jeśli ma się cel i zna się drogę, którą trzeba pójść.

Dziś byliśmy również w NCK-u na wydziale turystyki dla dzieci, gdzie dziś chłopcy odkrywali Australię. Było genialnie, dzieci szczęśliwe, ale o tym może następnym razem....



środa, 13 kwietnia 2016

czas dla Olka

Odwykłam już od całodniowego przebywania w ciągu tygodnia z dzieckiem w domu. Jednak te parę godzin w pracy potrafi zmienić. Wczoraj będąc z Olusiem w domu, zdałam sobie sprawę, że przez mój powrót do pracy i lekki codziennych obowiązków, jest On na troszkę innym poziomie rozwojowym niż Miłosz w jego wieku. Oczywiście wiem, że każde dziecko ma swój rytm rozwoju i nie porównuję ich, ale pokazało mi to pewne elementy, które trzeba by dopracować:) Dziś wiem w którym kierunku pokierować zabawą, aby wspomóc Olkowy rozwój:)
Dobrze, że mogliśmy tak sobie wczoraj razem pobyć do czasu, kiedy mąż nie przywiózł Miłoszka.
Popołudniu wybraliśmy się na wspólny spacer we czwórkę. Niestety bardzo szybko przegonił nas deszcz. Całe szczęście nie mamy małego garażu, więc lekcję nauki jazdy na rowerze chłopcy zorganizowali właśnie w nim:) 

Dziś natomiast pogoda zrobiła się znowu prawdziwie wiosenna, więc zamierzamy wykorzystać to na maksa. 
Dobrze też jest wrócić do pracy, choć nie zawsze atmosfera jest uprzejma. Ale jak się
 lubi swoja pracę, to wszystko znieść można:)





wtorek, 12 kwietnia 2016

życie jest nieprzewidywalne

Życie to jest jednak nieprzewidywalne! Dziś maiłam mieć zabieg w szpitalu endoskopowo. Wczoraj zgodnie z zaleceniem i po półrocznym oczekiwaniu na termin głodna (bo na czczo trzeba) udałam sie na moje "trzydniowe wakacje" od domu, męża i dzieci. Po półtorej godzinnym oczekiwaniu na przyjęcie i po dokładnym badaniu i konsultacjach dostałam wypis do domu!:) Okazało się, że torbiel, który miał być usuwany zniknął!!! Moja ginekolog pomysliła się w diagnozie. Jestem zdrowa i nic tam nie ma niepokojącego (ordynator podejrzewa, że jelito się nasunęło podczas pierwszego badania mojej lekarce na jajnik) i stąd cały problem:).

Tak więc zdążyłam wrócić do domu zanim Miłosz wrócił z przedszkola. A ile było mu tłumaczone i wyjaśniane, że mamy nie będzie przez kilka dni i że zostanie z tatusiem i babcią...:) Ale przyjemne było bardzo, kiedy zobaczył mnie w domu i rzucił się na szyję:)
Olek nie zdążył nawet odczuć, że mamy nie było:)

Tak więc jestem bardzo zadowolona, że nic tam nie ma i że jestem zdrowa:)
Dziś jesteśmy z Olkiem w domu, bo zgłoszone miał, że wraca dopiero we czwartek, kiedy ja wrócę;)
Tak więc układaniom puzzli, zabawie i jeździe autkami nie ma końca:)

Życie jest nieprzewidywalne:)

sobota, 9 kwietnia 2016

dopić cappuccino

Od dłuższego czasu sobota w naszym domu zamiast dniem sprzątania jest dniem głównie poświęconych relacjom rodzice- dzieci. Były ambitne plany na weekend, ale pogoda zmieniła nam szyki. Całe szczęście rozpieszczeni słońcem na tygodniu, dziś chłopcy zatęsknili za swoimi zabawkami i książkami. Jako, że tradycyjnie Olek stawia nas na nogi o 6:40 rano:( dzień nasz jest dosyć długi. Ten był nieco wygłupialski. 
Było wspólne malowanie (we trójkę, nawet ja się załapałam:)), były autka, kolejka i puzzle. 
Po południu wybraliśmy się do kulkolandu. Tata na wychodne zaaplikował chłopcom jeszcze małe kieszonkowe na lody (niestety dla mnie już nie wystarczyło;)). Olek od razu kazała podać sobie świnkę skarbonkę (ma to po mężu) i nie byliśmy w stanie Go przekonać do zmiany decyzji. Miłosz za to już planował zakup żółtej kulki;) Ostatecznie wychodząc z centrum handlowego kupił czekoladową i  postawił też jedną kulkę bratu, a resztę po powrocie wrzucił do skarbonki:)

Jeśli dzieci na kulki, to matka oczywiście godzina dla siebie. Spakowałam aktualne moje czytadło do torebki i po oddelegowaniu synów na bzikowanie popędziłam na małe kosmetyczne uzupełnienie braków, a potem szał ciszy i spokoju z książką przy średnim cappuccino- ołł jeee:)!!!

Raptem po dwóch stronach "Jestem nudziarą" i kilku łykach przepysznej kawy, słysząc dźwięk telefonu, wiedziałam w duchu, że mój czas dobiegł końca. 
Och, kobieca intuicjo, czy kiedyś będziesz zawodna? Ponieważ Pan Aleksander oznajmił paniom, że chce już iść, musiałam w tempie ekspresowym wychlipać zawartość jeszcze 3/4 mojej filiżanki dobrej kawy, zapakować w locie książkę i uporać się z płaszczem i wszystkimi pozostałymi bibelotami, które tego dnia postanowiłam na siebie założyć i popędzić po moje młodsze dziecię. 
Ponieważ Miłosz bawił się fenomenalnie, zabrałam młodszego Delikwenta jeszcze na krótkie zakupy.  Po powrocie okazało się, że mamy miłych gości, którzy razem z naszymi pociechami wprawili dom w istne, ale jakże przyjemne pobojowisko:):):) Uwielbiam to!!!! i nie, nie jestem masochistką;)

Tak więc po późnych godzin wieczornych przyjemnie spędziliśmy czas ze szwagrami i ich pociechami:) Olek padł jak kłoda, kiedy tylko poczuł poduszkę, a Miłosz jeszcze ogląda z mężem swoja ukochaną ręczną:) Dobrze, ze jutro niedziela, b nie wiem, kto wstałby za Niego jutro do przedszkola. 

Jutro miał być wyjazd do Chochołowa, ale pogoda z pewnością nie na górskie wojaże, więc trzeba jakoś chłopcom zorganizować aktywnie jutro, co by się w domu nie wynudzili. Mam kilka planów, ale pewnie jutro zweryfikuje je dzień. 

Mimo takiej szarugi za oknem czuję sie niesamowicie pozytywnie naładowana. Jakoś wewnętrznie spokojna, radosna:) I właśnie mój mały kibic w objęciach taty (nie doczekawszy końca meczu) zawędrował do łóżka:):)




czwartek, 7 kwietnia 2016

na nowo odkryte

Kocham wiosnę, lubię zielone i ubustwiam jeść zielone. Ostatnio w ręce (no w sumie w oczy) wpadł mi przepis na caprese z burakiem- pycha! (przepis oczywiście z http://www.kwestiasmaku.com/). Ponieważ nie zawsze mam to co w przepisach, a sałatki zielone maja to do siebie, że można je modyfikować na miliony sposobów i składników, to przy nie dużym nakładzie i kasowym i składnikowym mam super porcję witaminowo- energiczną dla każdego domownika;)

Od kilku dni działam na szpinaku (całe opakowanie to jednak duży zakup!). Tak więc pije sobie codziennie koktaile (szpinak, pomarańcza, sok z cytryny i 1/4 jabłka) i jadam sałatki: szpinak, suszony pomidor, burak gotowany, oliwki, sos vinegrette) i chyba jeszcze wystarczy na jutro na makaron pełnoziarnisty ze szpinakiem i parmezanem:)
Jednym słowem na bazie kilku produktów można wymyślić samemu masę wariacji:)

Wczoraj zaprosiłam moich synów do wspólnego gotowania, bo od kiedy są we dwóch kompletnie od tego odwykłam. A to taka zabawa dla nich była przecież! Zauważyłam to w poniedziałek, kiedy zaproponowałam Im, aby sami zrobili sobie musli na kolację, z tego co jest. Z racji wieku Miłosz oczywiście wykazał się mega kreatywnością, ale i Olciu dzielnie sobie radził:) Tak więc kupiłam owoce wspólnie je kroiliśmy i każdy do swojej miseczki robił to co chciał, co lubił. Ich miny, zadowolenie i profesjonalizm;) powalały na kolana:):)
A, że przy wczorajszym wagarowaniu, podczas sprzątania zrobił się i humus, więc dzisiejsze śniadanie w pracy smakowało eh- ach:)

Przyjemnie jest odkryć na nowo (choć lepiej byłoby o tym nie zapominać, ale przy małych dzieciach chyba się nie da...a może da?:)) taka super zabawę z własnymi dziećmi. Pomóc im, a może bardziej pozwolić na kreatywność i jeszcze większe uczestnictwo w domowych zajęciach? Staram się, o Olek to już taki pomocnik zmywarkowy jakich mało się zrobił, a Miłosz majster klepka- jak tata:)
Mam wrażenie, ze czasem pozwalając im robić rzeczy "dorosłe" ja sama odkrywam w sobie dziecko;)












środa, 6 kwietnia 2016

na wagarach

Dnia dzisiejszego jestem waragowiczem;) Ponieważ w pracy mam dziś pełny zespół, a uchu nie ma za dużego pomyślałam, że szkoda byłoby marnować tą chwilę 3-ch godzin zanim po Olka pojadę do żłobka. Szybka decyzja i jestem już w domu!:) Cel wagarów- SPRZĄTANIE!!!! Ponieważ z dziećmi nie zawsze sprząta się łatwo, a na wiosnę dom potrzebuje większej uwagi, więc...oto jestem;)
Szybko przebrana w domowy uniform (dresik:)) szaleję z prontem w ręku.Potem zamierzam przerzucić się sprzęty mechaniczne- już nie mogę doczekać się tego odkurzania i ostatecznej jazdy na mopie;)

Tak więc miłego dnia dla Was- korzystajcie ze słońca puki jest:)
źródło: internet


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

rowerowo- chrzcielny weekend

Piękny, słoneczny i intensywny weekend, choć piątek nie zapowiadał takiej sielanki. We czwartek kupiliśmy Miłoszkowi rowerek, więc obowiązkowo w piątek po przedszkolu zabrałam moich dwóch małych panów po kaski. Każdy wybierał po jednym dla siebie. Ileż było radości i uciechy. Cały piątek, aż do czasu kąpieli mieli je na głowach:)

W sobotę mąż działał w garażu z dokręcaniem bocznych kółek, a my pojechaliśmy na placyk, po brakujące obuwie wiosenne. Po południu wybraliśmy się na zaległe urodziny do mojej chrześnicy. Ja się nagadałam z kuzynka za niepamiętne czasy, a chłopcy razem z dziewczynami (nieco starszymi o jakieś 12 lat;)) opiekowali Stefkiem (świnką morską). Wróciliśmy do domu już tak późno, że z samochodu wnieśliśmy ich prosto do łóżek:)

W niedzielę na nogach dzięki Olkowi byliśmy już o 7:00 rano! Słodziak ledwo się ubrał, a oznajmił, że idziemy na pole!:) Ledwo śniadanie zjedli:) Milosz dumnie próbował na rowerku. Po dłuższej chwili zrezygnował, ale nadal chce próbować. Zmęczył się po prostu. Olek  na autku śmigał jak szalony. Spacerowe wojaże zakończyliśmy długim spacerem po wale. 
W południe mieliśmy natomiast chrzciny mojej bratanicy. Ja kocham takie spędy rodzinne: mimo wszystko. Za tydzień wybieramy się na krokusy w góry. Milosz już nie może się doczekać:) Ja z reszta też:)






 

PS. Dziś znalazłam na jednym z blogów taki wpis: jest genialny POLECAM!!!! http://rubytimes.pl/kiedys-bylo-latwiej/