Moja lista blogów

wtorek, 31 maja 2016

Olkowe talenty

Oluś od kiedy pamiętam chętnie bierze udział w pracach manualnych. Bardzo chętnie rysuje kredkami, maluje farbami i wycina (jak na dwulatka) całkiem sprawnie. Używa do tego zawsze prawie wszystkich barw, dzięki temu Jego prace są zawsze bardzo kolorowe:)
Bardzo mnie to cieszy, bo Jemu samemu sprawia to ogromna radość. A jaki jest szczęśliwy i wesoły i kokieteryjny, kiedy ktoś pochwali Jego pracę:)







I jeszcze ku pamięci dzisiejsza rozmówka Olka z Miłoszem: "Olek, wszystko pięknie, ładnie, tylko mnie nie popychaj":):)
Uwielbiam Ich:)

poniedziałek, 30 maja 2016

czytadło

Od dobrej dekady jestem miłośniczką książek. Nie zawsze tak było i dobrze, że ten etap mam już za sobą;) I to mój najlepszy sposób na reset po ciężkim dniu;)
To moje nowe perełki książkowe. Wszystkie z polecenia na waszych blogach.


Za mną już "esesman i żydówka". Jestem w szoku, bo poszła w 5 godzin!!! Przepiękna, tyle mogę powiedzieć:)
Teraz mam zamiar zabrać się za "miód na serce", ale najpierw muszę troszkę wypocząć, bo ostatnio chłopcy pozbawiają mnie jakichkolwiek sił.

I codziennie gościmy truskawki. Chłopcy (zwłaszcza Olek) je uwielbiają:) Już powoli szykuję się na wekowanie kompotów i przecierów truskawkowych:) Dżemy tylko z brzoskwini w tym roku!:)
Dziś Olek postanowił zrobić truskawkowy przecier w jadalni;( Nie mam sił do Tego chłopaka!:) Podłoga i krzesło i obrus, to...ehhh

sobota, 28 maja 2016

ja wysiadam ponownie!

Jakimś cudem jeszcze nie oszalałam po wczorajszym dniu. Od jakiegoś czasu moje dzieci przez chyba 80% wspólnego czasu razem biją się zacięcie. O wszystko!!!! Popołudniu już z braku sił i pomysłu na załagodzenie i tłumaczenie delikwentom, że tak nie wolno, pozostawiłam sprawy w ich rękach, a sama przygotowywałam podwieczorek. O dziewo, zakończyli swoje boje dużo szybciej, ale to i tak żadne pocieszenie dla mnie:( Chociaż, jak tak patrzę teraz na nich, to mam przed oczami dużo częściej siebie i mojego pierwszego brata i nasze bijatyki. Teraz już rozumiem moją mamę wtedy..;)
Jednak nie wszystko w naszym domu chłopcy załatwiają pięściami! Jak tylko jest pogoda, to przesiadują w ogrodzie i tam przenieśliśmy wszystkie nasze obecne zabawy. Lubię to:)

Jesteśmy na etapie odpieluszkowywania Olusia. Puki co ciągle zmieniamy ubranka, ale chętnie woła i stara się zdążyć. Początki zawsze trudne, ale ważne, że są chęci:)

Jeśli zaś chodzi o mnie, to jestem ostatnio nie tylko rozchwiana poczynaniami moich synów, ale dodatkowo potwornie zmęczona. Chodzę spać zaraz po kąpieli, jak tylko chłopcy zasną. Praca, dom, wychowanie i problemy wychowawcze pochłaniaja ze mnie całą energię. Nie mam siły palcem ruszyć, co odbija sie na moim ćwiczeniu. Ale głową muru nie przebiję, na ćwiczenia wróci jeszcze czas!
Całe szczęście mąż przed zaśnięciem dba o mój relaks i "ćwiczenia", bo inaczej chyba bym już zupełnie zwariowała od tej emocjonalnej kumulacji;)

I truskawki nam niedługo zaczerwienieją:)







piątek, 27 maja 2016

czy był wyjątkowy?

To był mój czwarty dzień matki i drugi w duecie. Czy był wyjątkowy? Nie, był zwykłym dniem jak co dzień. Od rana zamiast śniadania do łózka, pięknych życzeń i przytulasów. Niestety matka dostała wrzaski, bunty, niezadowolonenie latorośli w najmocniejszym ich wspólnym wydaniu. Potem dopiero życzenia, objęcia-szczere:) To wszystko do chwili, kiedy na nowo kłótnie, bunty, piski, bójki. Po raz pierwszy do godziny 11 byłam tak rozemocjowana, że chciało mi się wyć!!!
Dopiero popołudniu, po procesji matka dostała spokój i to co wydaje się, że matki w tym dniu dostać powinny: dużo buziaków, przytulaków i serdeczność.

Ten dzień był dla mnie prawdziwym dniem matki- bez sztuczności, bez udawania. Był moją codziennością z moimi dziećmi. Dali mi z siebie wszytko. Kocham ich za to!!:) Choć tak czasem ta miłość cholernie boli i szczypie w oczy. Ale jest prawdziwa:)

Dziś patrzę na ten bukiet w sypialni od chłopców i ten w kuchni zrobiony przez Miłoszka na spacerze i na myśl tak orygnalnego święta matki uśmiecham się sama do siebie.

Tak bycie matką, to najwspanialsze co mnie spotkało:)

środa, 25 maja 2016

jak wpada w ucho


Jadąc dziś do pracy w radio leciał "Purple rain" Princa i wyjść mi z głowy nie chce. W sumie to dobrze, bo lubię ta piosenkę, a lepiej się pracuje, jak w duszy coś gra ;)
Ostatni tydzień to czyste szaleństwo na wariackich papierach. 
Był memoriał w rodzinnym wykonaniu z chłopcami i piękne popołudnia w ogrodzie i truskawki i urodziny Milosza w domu i kulkolandzie:) Była też migrena i choroba chłopców i logopeda i dzień mamy i taty w przedszkolu!:)
Na memoriał poszlismy z moim bratem i bratową. Chłopcy mimo późnej pory byli niebywale ożywieni!!:) Kibicowali, jakby chodzili na takie mecze przynajmniej raz w tygodniu! Olek przeszedł w tym sam siebie, ale w jego przypadku to akurat kwestia charakteru:) Jak wróciliśmy zmęczeni do domu po północy, to  On jeszcze "awanturę" zrobił, bo chciał się bawić jeszcze!:) Jednak jak tylko głowę przytulił do poduszki to zasnął jak niedźwiedź :) Rano z trudem zwlekłam Go do żłobka;)
Ja uwielbiam takie sportowe klimaty i imprezy. A na siatkówce to już w ogóle, klimat kibicowania to wspaniałość!!:)

Pierwsze nasze przedstawienie w przedszkolu z okazji dnia mamy i taty było przepiękne.Łezka tez się zakręciła w moim oku. Miłoszek był kotkiem i przepięknie głośno mówił swój wierszyk:)

Weekend ogólnie to "pełna chata". Ja zawsze o tym marzyłam!!! Z okazji urodzin Miłosza przyjechali wszyscy z Radomia, więc każde łózko w domu wreszcie zostało wykorzystane:)! Rodzinna impreza odbyła się co prawda dopiero w niedzielę po południu przy grillu z moją rodziną. Ale goście dopisali już w sobotę:) W niedziele za to Miłoszek w południe miał przyjecie w kulkolandzie z dziećmi z przedszkola. Ja czoło chylę, przed Paniami które tam pracują:)! Ten gwar to masakra. Po dwóch godzinach wyszłam jak z ula;) Grunt, że Miłosz był zachwycony :)

Pogoda rozpieszcza niesamowicie. Już nie pamiętam kiedy jedliśmy cokolwiek w domu. Wszystkie posiłki jadamy w ogrodzie!:) I to głównie na kocu. Sielsko- anielsko nam:)
I ten tydzień od dwóch dni wygląda tak samo:) 

                              


Znalazłam to na fb u jednego z moich znajomych. Boże, jakie to prawdziwe i niestety coraz bardziej codzienne u nas:( Czasem sil już nie mam do tych moich dwóch gagatków:)

Miłego dnia:)

poniedziałek, 16 maja 2016

zapach chleba

Całą sobotę po domu unosił sie zapach chleba. Chłopcy byli na noc u babci, bo mieliśmy iść ze szwagrami na kolację. Niestety jak to z planowaniem bywa, Antoś złapał w przedszkolu ospę, więc wiedzieliśmy już, że z wypadu nici. Tak więc w piątek wieczorem zjedliśmy sałatkę w naszej domowej jadalni we dwoje:)
I milusio było, to fakt. Jedyny minus całego zamieszania- sobota rano, a my na nogach od 5:30!:)
Mąż musiał tak rano po jakieś rzeczy jechać do tego naszego odwodnienia, więc od s
6;00 rano, korzystając z okazji wzięłam się za fugi w kuchni:):):) Do 8:00 miałam posprzątana kuchnie na zicher i upieczony chleb bezglutenowy:)
A ten piękny zapach, który unosił sie po domu, ach...domowy chleb to jest to.. I od razu na myśl przychodzi mi książka "52 tygodnie". Do 10;00 wyrobiona byłam juz z całym domem, więc po powrocie od fryzjera z czysta satysfakcją położyłam się do łóżka, aby po raz pierwszy od 4-ch lat nie robić nic przed telewizorem!
I tak do 14 kiedy to trzeba było jechać po dzieci. Nie muszę chyba mówić jak wygląda wysprzątany dom, po powrocie dwójki małych dzieci?!:) 3 minuty- tyle potrzebowali, aby nasz wystawowy salon zamienić z powrotem w jedno wielkie zabawkowo- ubraniowe pobojowisko:):) 3 minuty!!!

W ramach wspólnej zabawy postanowiłam, że zrobimy czekoladowa chałkę!:) Więc znowu zapach pieczonego w domu......mmmmm.....:) Problem w tym, że Panowie chętnie pomogą zrobić, ale zjeść to już nie bardzo. A tak się matka nastarała, ale nic...na śniadanie poszło prawie wszystko;)
Niedziela to mega wylegiwanie się w łóżku przez wszystkich domowników. Śniadanie dopiero podałam o 9:30! super:) Wieczór zakończyło trójrodzinne grillowanie, mimo, że pogoda nie rozpieszczała:)

Dziś mimo pogodowo dziwnego dnia byłam (no nadal jestem) pozytywnie nastawiona do wszystkich i wszystkiego. Czuję w sobie mega szczęście tylko dlatego, że mam to co mam. Jak napisałam dzis miłego sms-a do męża, że jestem mega szczęśliwa i kocham najmocniej Jego i dzieci, to pierwsze co napisał, to "czy coś się stało?', a zaraz potem "zdradziłaś mnie?" hahaha- faceci;)
Uśmiałam się nieziemsko:)  I bądź tu człowieku spontaniczny;)
Popołudniu musiałam jeszcze z chłopcami OBOWIĄZKOWO zaliczyć plac zabaw, bo inaczej chyba zrobili by mi bunt po powrocie do domu z angielskiego. Mimo, że wiało jak cholera, to godzinę zabawiliśmy. Do domu poszli tylko dlatego, że obiecałam im obejrzeć "stacyjkowo". Wywiało mnie na wszystkie strony świata, ale radość chłopców jest bezcenna:)






sobota, 14 maja 2016

optymizm

Zawsze staram się być optymistką. W każdej dziedzinie życia. Optymizm pozwala mi czasem w trudnych chwilach szybciej się pozbierać, ułożyć w głowie na nowo. Daje mi siłę do marzeń, do realizacji, do normalnego życia nie tylko dla mnie, ale i dla moich najbliższych.
Optymizm i szukanie dobra we wszystkim co się dzieje to chyba moja dewiza życiowa.
Nie zawsze tak było. Byłam bardzo zakompleksionym dzieckiem, ciągle krytykowanym bez poczucia własnej wartości. Zawsze chciałam być jak inni- dopasować się. Potrzebowałam akceptacji, zrozumienia jak każdy człowiek. Jak każda jednostka żyjąca. Zawsze liczyli sie dla mnie ludzie. Ja mam serce na dłoni od kiedy pamiętam. Jak każdego życie i mnie nie oszczędzało. Nie pod katem materialnym, ale psychologiczno- społecznym.
Zmiany, które zaszły we mnie, nie tylko ciele ale i umyśle, to lata mojej ciężkiej pracy i ciągłego poszukiwania siebie. Mimo, że zawsze chciałam się dopasować do innych, nigdy tego nie zrobiłam, bo to nie leży w mojej naturze. Dziś jestem sobą i jestem z tego dumna. Kieruję się wartościami, które są moje od lat. Dziś patrząc na siebie (na całokształt) z dumą, z pełną akceptacją. Lubię siebie, mimo, że moje życie i moja codzienność nie są proste. Są mega trudne, a czasem bardzo bolesne. Mimo, że mam wsparcie z różnych stron i staram się patrzeć na problemy pozytywnie, to jestem bardzo często również mega bezsilna. Jak mam ochotę płakać to płaczę, bo jestem zdania, że uczucia trzeba pokazywać.

Kiedyś spotkałam się z opinią, ze w moim blogu jest obraz wyidealizowanej rodziny, życia. Zaskoczyło mnie to.  Nie zrozumiem chyba nigdy podejścia, że jak się ma męża i dzieci, to życie już wtedy nie jest kolorowe, a wchodzi tylko rutyna i monotonia. Dla mnie moja rodzina: mąż i dzieci stały się siłą. W mojej rodzinie odnajduję siłę. Piszę o tym jak jest u nas. Skoro mamy wzajemny szacunek, marzenia i cele, to czemu mam pisać, że jest inaczej. Ja nie chcę się dopasowywać, sami tworzymy nasza rodzinę i taka ona jest jak jest opisane na łamach każdego posta, który ich dotyczy.
Siły do codziennego życia, do walki z chorobą, z przeciwnościami losu, z trudami macierzyństwa i małżeństwa nie przychodzą łatwo, ale ciężką pracą, poświęceniem.
Siła wewnętrzna, własna osobowość, własne dobre samopoczucie to ciężka codzienna praca, a optymizm w każdej dziedzinie życia jest wg mnie najlepszym sposobem, aby kierować się do swoich marzeń. To prawda, ze w życiu nie ma nic za darmo, ale optymizm mnie pozwala do tego wszystkiego dążyć.

Więc jeśli czasem brak Ci siły, wytrwałości lub chcesz iść z uśmiechem na twarzy przez życie i wszystkie jego przeciwności, to szukaj w tym wszystkim pozytywów. Nie zawsze jest ławo. Ale życie nie jest łatwe, a tylko od nas zależy jak ono będzie wyglądać i kim będziemy w naszym własnym życiu.

czwartek, 12 maja 2016

jak dzik w błocie

6 dni mój ostatni rekord migrenowy. Ostatnie 6 dni to była masakra, choć funkcjonować trzeba normalnie. Zero taryfy ulgowej. W środę nastąpiło jednak apogeum mojej wytrzymałości i całe szczęście mąż przejął chłopców rano, bo ja nie byłam w stanie nawet drgnąć z bólu.
Wieczorem znalazłam gdzieś takie zdanie:

"Jak coś ci w życiu nie idzie i wpadasz pyskiem w błoto, to musisz być jak dzik: pchać to błoto ryjem do przodu.''

No to ja wam powiem, że przy takich migrenach, mimo, że ja ryję to błoto non stop, aż się kurzy, to czasem z braku siły pytam "ileż można"!!! Sama czasem zastanawiam się skąd tyle woli i siły mam w sobie, żeby w tych trudnych dniach ogarniać codzienność moim dzieciom. I wtedy sie usmiecham, bo to Oni są moja siłą!

Dziś jednak ból minął, to mój pierwszy dzień po i jest mi dobrze. To takie uczucie, jakby człowiek rodził się na nowo. Pobudka o 5:30 po to aby porozciągać się całe 15 minut z A.L.:) I od razu lepiej:)
Coraz bardziej dostrzegam plusy mieszkania w domu. Uwielbiam wiosnę i lato na powietrzu (bo świeżym, to strach go nazwać). Chłopcy po przedszkolu od razu lecą do grodu, a ja w tym czasie szykuję podwieczorek, który zjadamy pod werandą. Przy tej pogodzie praktycznie nie używamy stołu w jadalni:)
Potem próbuję ukraść chwilę, kiedy chłopcy się bawią i coś poczytać. To tylko kilka stron, bo zaraz lecę bawić się z chłopcami lub idziemy na plac zabaw na Maryjkę.
I ten śpiew ptaków- wspaniały, wycisza.

I robimy we trójkę piaskownicę nową z desek pobudowlanych. Mam nadzieję, że w sobotę ją skończę, bo jutro wybieramy się ze szwagrami na kolacje bez dzieci:)

Wieczorem odwiedzili nas wolontariusze na światowe dni młodzieży, bo zdecydowaliśmy przyjąć parę duszyczek. I powiem wam, że jeśli wszyscy młodzi na tych dniach wyglądają jak ten co był u nas, to ja chętnie przyjmę ich wszystkich!!!:) Nosz ciacho jak się patrzy!!:):)I mądry taki:):) :)ach...;)
Poniżej kilka migawek tego tygodnia. Mimo migreny i kłótni z mężem to słońce mnie nastraja pozytywnie:)







poniedziałek, 9 maja 2016

Sezon grillowy rozpoczety

O jak ja lubię, kiedy czasem nam plany zmieniają się niespodziewanie. Szkoda nam bylo pogody, a prac przy domu nadal multum. Zrezygnowaliśmy wiec z wyjazdu do Teściów na rzecz prac przydomowych:) I się opłaciło, bo sobota nas wyrozpieszczała rodzinnym swoim własnym gronem. 
Po wspólnie przygotowanym z chłopcami śniadaniu powędrowaliśmy na huśtawki, aby mąz w tym czasie zawalczył z trawa na spokojnie. 
Potem drugie śniadanie na trawce i obiad grill (pierwszy w tym roku:)). Cudowna beztroska, sprzątanie i czyszczenie mebli ogrodowych, plewienie truskawek i do tego figle i zabawa rozbrykanej trzódki:) 
Nie obyło się tez bez huraganu. Mąż czasem doprowadza mnie do szału.. tym razem musiałam trochę ochłonąć (wyryczeć) to co mnie wkurzało. Wybrałam najlepsze miejsce, gdzie łapie oddech- kościół.
Wróciłam z lodami dla całej ferajny, choć męża lody miałam ochotę wlać mu na głowę..

Niedziela to iście Kazimierzowy dzień. Choć nie lubię takiego nawału ludzi, coraz częściej mi przeszkadzają te tłumy;) Jednak wszyscy zadowoleni. Chłopcy zwłaszcza, że bawili się cały dzień z kuzynostwem:)

Dziś natomiast olałam poranny trening, bo jakoś tak niedospana jestem po weekendzie. W końcu nie codziennie rano dzieci wstają o 5:30!:(

Miłego dnia:)




piątek, 6 maja 2016

ruch


Aktywność fizyczna, to jest mój sposób na relaks i regenerację. To też mój sposób na migrenę. Nie zawsze, nie codziennie ale jest! Ostatnimi dni fikam sobie codziennie po 15 minut, bo tylko tyle mam czasu na ćwiczenia. Rano wstaję 30 min wcześniej lub tak jak dziś korzystam, że mam dzień sprzątający dom i nie jestem w pracy. Skończyłam rajd sprzątający po domu i moje 15 minut. Teraz szybka pryszka i po Olka. 
A, że zmieniły nam się plany weekendowe, to na jutro obiadowo będzie grill:):)

Więc zadowolona i przeczołgana przez Anię Lewandowską wracam do swojej codzienności:)
Zaraz zrobimy z małym Królewiczem wjazd na placyk, po te wszystkie smaczności: rabarbary, botwinki i marcheweczki:)

środa, 4 maja 2016

nasz weekend majowy

Udało się!!!:) Nasz wspólny rodzinny urlop po 5-ciu latach doszedł do skutku!:) Do dnia wyjazdu nie wierzyłam, że nic się znowu nie przydarzy. Dopiero na miejscu się cieszyłam, że wreszcie się udało;)
Było mega wspaniale. Pogoda dopisała. Były ciągłe spacery, tężnia, park linowy,. oscypki z bacówki, owieczki i przepiękne widoki na Babią górę.
Towarzysko było również wspaniale, bo byli z nami moi bracia z rodzinami. Dzieci zachwycone- Miłosz nie chciał wracać:) 
Tak nam się spodobało, że mąż zadeklarował uroczyście w drodze powrotnej, że takie weekendowe wypady musimy powtarzać co miesiąc:) 

Dziś natomiast sajgon w pracy ogarniam od rana. Co mnie najbardziej cieszy, to wróciłam do ćwiczeń- 5:30 rano 15 minut ćwiczeń z Ania Lewandowską:) I jest moc!!:)





 Na takie wysokości to tylko z wujkiem chłopcy się wspinali:)

 




poniedziałek, 2 maja 2016

Ostatnio miałam okazję przeczytać bardzo dobrego bloga. www.tekstualna.pl Od jakiegoś czasu tam zaglądam. Urzekła mnie szczerość i optymizm tego miejsca i jego autorki. Przeczytany wpis o byciu samotną matką, kobietą uświadomi mi jak wiele mam szczęścia mieć takiego faceta, jak mój mąż obok siebie. I jak bardzo ja jego potrzebuje. Jak ważne jest dla mnie męskie ramię i jak trudno byłoby mi bez tego wsparcia. Nie umialabym tak, mimo że optymistycznie i w 100%dała bym siebie, to i tak w środku czulabym pustkę. Wiem, że mimo ogromnej zaradności czulabym pustkę. Ja nie umiem żyć bez miłości, bez wspólnej codzienności, która nie zawsze jest kolorowa i łatwa. Nie umialabym nic bez niego na 100%, bo On jest moim dopełnieniem.
I mimo że jestem(tak myślę)niezależna, to na swoje szczęście zawsze patrzę przez nas dwoje. Pewnie gdyby kiedyś los namieszal między nami, raczej nie umialabym też żyć z kimś bez zaufania. To by mnie zniszczyło wewnętrznie i pewnie miało też destrukcyjny wpływ na bliskich.
Dla mnie kobieta, która potrafi lub musi czasem zgodzić się na te samotność jest bohaterką. Czasem nie ma innego wyjscia, bo uczucia i ludzie bywaja destrukcyjni i takie decyzje sa potrzebne, aby ratować to co wartościowe. Nie wiem i mam nadzieję nigdy się tego nie dowiedzic, jak to jest.
Czemu to piszę?Bo przy tak trudnych sytuacjach życiowych innych, ich doświadczeń, człowiek docenia to co ma. Doceniam jak wiele mam szczęścia i radości i miłości i daru pełnej rodziny. Ze jest ktoś, kto zrobić mi przysłowiową herbatę,mimo że proszę o nią już od godziny;)
Czasem potrzebuje takiej refleksji, takiego docenia mimo, że wydaje mi się że to doceniam.
Wszystkim kobietom, które walczą o swoją codzienność o swoje dzieci o normalność i szczęście szczerze życzę powodzenia i sił i optymizmu, bo są dla mnie ogromnymi bohaterkami!