Moja lista blogów

środa, 29 czerwca 2016

złota myśl

Przedwczoraj znalezione mądre słowo w niesamowicie konsumenckiej prasie dla Pań.
Czytając, a raczej przeglądając tzn. artykuły (a raczej foto albumy z reklamami) ostatniego glamoure natknęłam się na taką myśl w jednym z niewielu artykułów pisanych. 
Ogólnie natomiast jestem zażenowana jakością tego miesięcznika. Od tak dawna nie czytałam prasy kolorowej kobiecej, że pod impulsem złapałam w kiosku jakąś o kobiecych sprawach. 
Nie zachwycił niestety, ale może prze to  moje większe przywiązanie do książek?
Ale coś się w niej znalazło mądrego i  tym chciałam się z Wami podzielić;)
Miłej środy

poniedziałek, 27 czerwca 2016

wypisz, wymaluj

Ten post w mojej głowie siedział i siedzi cały czas. W sumie może nawet i od piątkowego wieczoru z dziewczynami. Pisanie bloga. Jest mi potrzebne. To mnie wyzwala wewnętrznie. Daje upust emocji zarówno pozytywnych jak  negatywnych. Daje mi możliwość wypowiedzenia się bez zbędnego przerywania, bez kontr argumentów, opinii i złotych rad. To moje odczucia, poglądy. Mój mały zalążek wolności, która choć bardzo mocna w moim ja, to czasem negowana przez otoczenie- to zrozumiale, każdy z nas jest inny:)
Wczoraj wieczorem czytałam dalej moją ostatnią "biblię" o rodzeństwie "rodzeństwo bez rywalizacji" i akurat kilka metod radzenia sobie w momentach dobrych i tych złych opiera się własnie na opisaniu lub rysowaniu tego co się czuje w danej chwili. Niby to porady jak działać z dziećmi, ale dobrze tez działałyby na dorosłego.
Po porannej rozmowie z moja mamą, miałam tak rozbieżne myśli i odczucia. Nie lubię, kiedy ktoś stawia się na moim miejscu i usilnie próbuje mi szuka dziury w całym. A potem kwituje, że rozumie moją sytuację. A prawda jest taka, że nie;) Może dlatego obawiam sie córki i wolę mieć synów?;) My baby jakoś tak inaczej, bardziej mam wrażenie komplikujemy pewne sprawy. To zdarza się sporadycznie od jakiegos czasu, ale może za długo było sielankowo? Nie wiem. Wiem natomiast, że wyzbycie się pisząc złych emocji, gniewu, niezrozumienia i tych wszystkich myśli, które krążą w głowie jest dobre. Czuje się wtedy zawsze spokojniejsza. Jak cos mi leży na "wątrobie" to wole ponarzekać, wypowiedzieć się tu u siebie i w momencie czuję się spokojniejsza, mniej zestresowana. Czuję wyrównanie w moim wewnętrznym ja.
To zaskakujące, że wiedziałam o tym tak długo, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to właśnie tak działa.
Mój blog to moje nie tylko miejsce przeżyć, czy wspomnień rodzinnych, ale przede wszystkim moje miejsce na emocje. Te dobre i czasem te złe, które chwile potem znikają. Nie noszę ich w sobie, nie analizuję. Napisanie tego co czuję, kiedy jestem zła, poruszona itp. niesamowicie mnie dystansuje, odpręża. Tak mam od zawsze. Wygadam, wygadam i jest mi lżej:)
I mimo, że piszę ten post dziś pod dużym zmęczeniem fizycznym i jednym malutkim drinku, kiedy chłopcy już śpią, a mąż ogląda mecz, mam poczucie, że nie pisze tak jak jeszcze parę godzin temu chciałam zapisać, ale już mi lżej;)

miłego wieczoru
Weekend nasz i chyba wszystkich kibiców piłki nożnej obfitował w meega emocje, które zakończyły sie wielką euforią!!!:) Brawo nasi!!!:) My tez oglądaliśmy mecz Polska- Szwajcaria. Były krzyki, piski szczęścia i kibicowanie razem trybunami;) Chłopcy oczywiście, że nie wytrzymali całych 120 minut, więc podczas meczu było jeszcze czytanie Franklina, malowanie kolorowanek, wycinanie karteczek i rzucanie piłką. Nasza sypialnia po meczu wyglądała chyba tak, jak stadion po opuszczeniu przez tysiące kibiców! A ja cały piątek ciężko harowałam, żeby posprzątać dom:)
W sobotę rano byliśmy u Olusia w żłobku na "dniu rodziny". Był to wspaniały festyn dla całych rodzin przedszkolaków i żłobiaków:) Oluś na zakończenie roku szkolnego z grupą przygotował piękne przedstawienie:) Całe dwie piosenki z pokazywaniem:) Pięknie było!!!! Potem na ogrodzie był festyn: malowanie buzi, trampoliny, zabawy z rodzicami i nagrodami oraz dmuchany zamek.
Wszyscy bawiliśmy się dobrze, bo w komplecie zawsze przyjemniej. Niedziela znów na basenie.
Od miesiąca to stały punk naszego dnia niedzielnego:)

Pisałam już wielokrotnie, że od kiedy Miłosz z Olkiem spróbowali posiłków w ogrodzie, to weekendowe śniadania jadamy tylko w domu. Nawet kolację przy chmurce i deszczu "musimy" jadać na polu:) Uwielbiam ich za to:)
Tym bardziej, że sami angażują się w pomaganie przy posiłkach: noszą maty, sztućce, talerze i wszystko czego potrzeba nam do posiłków:) Potem pięknie sprzątają. Ja w nagrodę daję im serduszka (Miłoszowi), a gwiazdeczki (Olusiowi):). Lubie patrzeć wtedy na ich wesołe buzie, które są wtedy takie dumne i takie "dorosłe";)

Ja natomiast ostatnio pomyślałam nieco o sobie i puściłam się na zakupy. A, że zaczęły się wyprzedaże, to w rozsądnych cenach wszystko:) Nie było tego też dużo, bo jak się ma dobre postawy to kilka rzeczy wystarczy, aby dobrać je z tymi które są. Ta wiedza dzięki (Kasi Tusk i jej książce o której pisałam tu ). Przy okazji sprzedałam na społeczności fb kila tych, w których już raczej chodzić nie będę, więc tak naprawdę połowa zakupów zwróciła mi się w weekend;)
Od wczoraj chodzi za mną znów grzywka. Tym razem nie na prosto tylko do ukosa. I chyba, a nawet może i napewno coś z tą myślą zrobię;)





wtorek, 21 czerwca 2016

zaczynamy...

..wekowanie kompotów, tzn. ja zaczynam, bo reszta ferajny będzie tylko zjadać i wypijać:)
Właśnie kończę wkładać czereśnie w słoiki. Potem jeszcze truskawki i na dziś koniec:)
Uwielbiam, kiedy na straganie stoiska ugniatają się od pięknych i pysznych kalafiorów, fasolek, bobu, cukinii i pachnących pomidorów!:) Właśnie przygotowuje swój obiad: bób:)
A przede mną jeszcze dżemy brzoskwiniowe i mrożenie własnych wiśni i porzeczek! Krzaczki obrodziły w tym roku dorodnie. Miłosz już co czerwieniutkie porzeczki, to od razu zjada z krzaczka:)
Od zeszłego wtorku zgłębiam swoja wiedzę w temacie konfliktów w rodzeństwie, ponieważ z moim smykom ciężko ostatnio szło dogadywanie. "Rodzeństwo bez rywalizacji", bo takową pomoc zlapalam po wielu poleceniach psychologów znajomych. Po tych kilku dniach i kilkunastu stronach, czuję i poniekąd już stosując metody widzę maleńkie zmiany. Oczywiście nie liczę na calkowite zażegnanie konfliktu, bo to z ich różnymi charakterami jest niemożliwe, ale jest male światelko w tunelu. Znaleźliśmy w tej pozycji książkowej wsparcie, co polecam i tym, którzy potrzebują bo maja podobny problem. W sumie ona nadaje się dla każdego, kto ma więcej niż jedno dziecko:)

W niedzielę mąż nieco nas nastraszył. W sumie nadal Jego stan nie jest dobry, bo czeka na wizytę u kardiologa. Ma ogromny problem z ciśnieniem, mimo, że ma dopiero 30 lat. Jest z rodziny zawałowców, więc zawsze wiedzieliśmy, że takie dolegliwości mogą się zdarzyć, ale nie spodziewałam się teraz. Spędził całe pół dnia na sorze, a i tak lekarz nie był w stanie jednoznacznie określić skąd problem męża. Czeka nas teraz holter. Oby tylko dotrwał do poniedziałku, bo ciągle po powrocie z pracy jest słaby:(
Staramy się nie martwić, nie przejmować, dla chłopców, ale ja bardzo sie boję. Boję się, że jak Go wyślą w trasę, to że w razie zawału nikt mu nie pomoże...
Ajj.... mam nadzieję, że dotrwa....

Wczoraj Oluś zakończył zajęcia w Helen Doron i zaczął wakacje. We wrześniu planujemy, że będzie kontynuował nadal angielski ta metodą, bo bardzo wiele mu ona daje:)

Ja juz wiem, że od września Olciu będzie chodził na całe 8 godzin do żłobka, bo mam tak dużo pracy (z czego sie cieszę), że nie wyrabiam w 5 godzin, które mam obecnie. Potrzebowałam powrotu do pracy. Dobrze mi:)

Olus robi w żłobku coraz piękniejsze prace. Od paru dni biega po domu tylko z nożyczkami, więc zbieram papierki, papierunie, wycinki i paseczki. Bardzo sprawnie już nimi operuje.
Milosz pochłoniety jest natomiast bez granic piłką nożną. Ciągle jak nie puzzle w domu, to tylko strategie i ustawianie piłkarzy:) Troszkę stęsknili się za swoimi zabawkami, bo przeważnie cały czas są na polu lub w ogrodzie lub rowerkach:)








piątek, 17 czerwca 2016

emocje!!!

Ja wiedziałam, że będzie fenomenalny mecz, ale że tak go przeżyję, to jeszcze nie. Remis z Niemcami, piękny mecz. Walka na całego i do końca. BRAWO!!!:)
Od rana jednak mam takie poczucie lekkiego niedosytu. Cholera, ten mecz mogliśmy wygrać!! Szkoda tych akcji Arka Milika.  Chociaż młody jest jeszcze, może się oswoi z turniejem. W końcu to wielka impreza, wiec i stres pewnie jest.
Ja jeszcze żyje wczorajszym meczem:) Memy rozbawiają mnie na całego- uwielbiam za to Polskich internautów:)
Brawo Polska! Brawo Reprezentacja!
żródło: internet

Natomiast od środy chodzi za mną hummus z chlebkiem gryczanym:) mmmm... pychotka:) I chyba kiedy mąż wróci z pracy, moje kuchenne wyczyny pokieruję w stronę domowego chleba gryczanego i ugotowanej już wczoraj ciecierzycy:) Ciekawe co na to moi chłopcy?;) Oczami wyobraźni już widzę "zachwyt" męża;)

 PS. Właśnie przeczytałam swój wczorajszy wpis, który blogger wrzucił dopiero dziś i stwierdzam jedno: nie znoszę pisać na telefonię:)!!!

czwartek, 16 czerwca 2016

Zwykla uprzejnosc

Ileż może zwykły uśmiech? Niby zwykła serdeczność, a jednak jego moc jest duża. Właśnie Olus śpi sobie u Miłoszka pod przedszkolem, więc chwila dla siebie. W radiu właśnie leci Michael Bolton i jego nieśmiertelne"when a men love a women". Uwielbiam ta piosenkę. Uważam ją za niesamowicie seksowna:)
Tydzień przeleciał jak z bicza strzelił. Już przywyklam:) wszyscy żyją już chyba wieczornym meczem, a ja najbliższą godziną, bo z dziećmi. Obstawiam2:1 dla naszych;)
A puki co szykuje się na zakupy z chłopcami. Obowiązkowo pewnie po będą lody:)
Wróciłam do ćwiczeń i dobrze mi z tym, mimo, że powrót o mobilizacja trwały prawie miesiąc:)
Kto mówił, że na zakupy nie opłaca się zabierać dzieci. Dzwonie dziś z zamówieniem po moskitiery, Pani wypytuje o szczegóły, a ja na około (bo przecież mąż ma kartkę ze sobą- tzn. gdzieś ma ją schowaną;)). Rzucam jakies dane, parametry i nagle Pani rzuca z uśmiechem w słuchawce: "a to Państwo byli z tymi dwoma chłopcami?:)" . Potwierdzam, choc niepewnym głosem ( w końcu to moje dzieci poprzestawiały całą wystawę i wypróbowały wszystkie opcje zamykania i otwierania rolet i mostikier. Pani zapamiętała nie tylko chłopców, ale pełną ofertę. Lepiej niż ja zapamietała co tam było. Także już niebawem pan fachowiec przyjedzie na pomiary i za tydzień lub dwa bedziemy bezpieczni w domu od wszelakiego latającego robactwa;) A jednak ich beztroskość czasem sie przydaje;)
Wczoraj Miłosz przygotował skład naszych na dzisiejszy mecz:) lubię patrzeć i słychać Jego komentarzy i zabawy:)
Olus natomiast szaleje z ciastolina:)
Lecę po syna, bo mój Orzeszek właśnie wstał. Miłego popołudnia:)


poniedziałek, 13 czerwca 2016

beat it

Właśnie wróciłam z pracy. Dziś Olek śpi w żłobku, więc mam całe 2 godziny na zjedzenie wczorajszych pozostałości grillowych, które będą moim obiadem i uporanie się ze stertą czekającego prasowania zanim pojadę po Miłosza, potem pojedziemy po Olka i na angielski gnamy od razu. Spokojnie- jest czas;)
Po weekendzie mimo, że z migreną w tle bardzo naładowałam baterie. No i nasi wygrali!!!:) Teraz szykujemy się na Niemców.  W sobotę grillowaliśmy głównie warzywnie, bo szwagrierostwo jest na diecie Ewy Dąbrowskiej i sa obecnie na etapie tzw."postu". Żywią się teraz tylko warzywami przez okres 6 tygodni. Dzięki ich diecie poznaliśmy dużo fenomenalnych smaków grillowanych warzyw. Mąż to był pod mega wrażeniem takiego grilla, bo łechtało to jego mięsożerne kubki smakowe:)
Fajna ta dieta, bo dużo są na sokach warzywnych, ale ja nie wyobrażam sobie codziennego śniadania bez owsianki lub jaglanki:)
Tak więc znowu tak jak w zeszłym tygodniu postawiliśmy na ruch. Był obiecany chłopcom kolejny basen i rower i oczywiście piłka nożna. Miłosz nie umie życ już bez swoich korków. Nawet do wbicia tacie dwóch goli musimy korki zakładać:)
Obaj chłopcy coraz bardziej wchodzą nam w fascynację klockami lego. Prawie całe niedzielne do południe spędzili z mężem na konstrukcjach samochodów lego:)

Jadąc z pracy do domu, w radiu leciała "beat it" i teraz słucham jej na okrągło. I chyba zostanie mi w głowie do wieczora :)
Lecę odpalać moje żelazko, bo muszę jeszcze chłopcom warzywa przygotować do zjedzenia przed angielskim.
Miłego tygodnia:)

środa, 8 czerwca 2016

Pelen spokoj

Kocham to miejsce. Kocham swój dom. Nasz dom. Mimo, że tu jeszcze sporo do zrobienia, codziennie uczę się czerpać z niego przyjemność. Dziś wróciłam z pracy z Olkiem z przedszkola. Tylko chwila i wielkie okno otwarlo przed nami niedokończony jeszcze ogród, piaskownice i huśtawki. I to co lubię najbardziej:ciszę i spokój:)
I tak z Olkiem bawiacym się w piaskownicy, jemy młodą kapustę, popijamy koktajl truskawkowy i czytamy zarówno bajki jak i literaturę moją:) I to nasze dwie godziny blogiem ciszy tylko dla nas. Zaraz jedziemy po Miliszka, a potem na obiecane lody. Ciągle moje dzieci uczą mnie spontanu. Jak ich tu nie kochać?:)


 A a wczoraj zrobiłam pierwsze w tym roku zimowe welurowe. Na pierwszy rzut, kompot z truskawek:)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

rzutem na taśmę

Rzutem na taśmę będzie sporo, bo aż z kilku dni (trochę potrwa;). Piątek miałam taki (a przynajmniej do popołudnia, bo taka była pogoda), że najchętniej zaszyłabym się w łóżku  w starym cieplym dresie, pod kołdrą. Z paczką chipsów solonych, które przegryzałabym czekoladą mleczna z płatkami ryżowymi i popijała pepsi. Mój jakże wyrozumiały mąż, wracając nawet z piłki w czwartkową noc przywiózł mi w prezencie twistera z kfc- ja wieki tego nie jadłam, ale chwilowo zaspokoił moje tamtejsze potrzeby. Całe szczęście piątkowe popołudnie wyglądało już dużo lepiej. Wyszło słonko, poszliśmy z chłopcami na placyk zabaw osiedlowy (nie byliśmy na osiedlowym od maja!). Spotkało się znajome twarze, chwilę miedzy dziećmi porozmawiało. Wieczorem miałam wyjście z koleżankami z pracy na kazimierz, w ramach "premii uznaniowej" od szefa:)
Wylądowałyśmy w novej i tam już zostałyśmy:) Do domu wróciłam przed 1:00!:) 
Całe szczęście Olek w sobotę wstał dopiero przed 8:00. 
Sobota była dla nas wszystkich dniem nowości i aktywności. Mąż aktywnie z kosiarką, Miłosz na nowej hulajnodze, Olek pierwszy raz na rolkach ( w sumie obaj jeździli na nich pierwszy raz, bo rozmiar takich małych jest dopasowany na kilka rozmiarów. Pierwszy plus Olkowej większej stopy;)). Potem jeszcze rowerki i obowiązkowa gra w nogę! O 18 obaj byli już tak wymęczeni aktywnością, że pójście spać było juz tylko formalnością:)
Niedziela była naładowana kolejnymi atrakcjami. Po kościele pojechaliśmy na basen do pobliskiego hotelu. To był pierwszy raz chłopców. Powiedziałabym, że byli zachwyceni, ale to i tak za małe słowo na opisanie ich zachwytu!:) My też pękaliśmy z dumy, bo obaj prawie nauczyli się pływać:)
Takiego bakcyla złapali, że już w kalendarzu Miłosz zaznaczył kiedy idziemy kolejny raz!:)
Po południu pojechaliśmy na rogate ranczo na urodziny kolegi Milosza. Olek tez dostał zaproszenie, więc obaj buszowali w wiosce indian. Miłosz nawet strzelał z łuku. Olka zachęciło dopiero do zabawy karmienie królików i kóz:)

Wracając umieraliśmy z głodu, więc rzuciliśmy się na lidlowskie bułki i w domu w przeciągu 5 minut przygotowaliśmy kolację z tego co znajdowało się w naszej lodówce i spiżarni! Pełen spontan i fajna zabawa:)
I znów to szczęście, że chłopcy wyczerpani weekendem do granic możliwości usnęli w try- mig! 
Spokojny sypialniany wieczór przed telewizorem, to rzadkość w naszym wypadku, ale i nam był potrzebny taki po weekendowy reset. 
Dziś natomiast odsprzątowywuję nasz dom w ramach cotygodniowych porządków. Lubię te moje wagary od pracy;)
Teraz zaraz lecę po truskawki na bazarek, bo cała nasza czwórka sie od nich uzależniła:) Korzystam jeszcze z chwili, kiedy chłopcy w żłobku i przedszkolu.





czwartek, 2 czerwca 2016

nasze przygotowania do euro

Chłopy, to chyba tę piłkę nożną mają we krwi. Mimo, że moi synowie za oglądaniem w tv meczy nie przepadają, tzn. nie interesuje ich gra, ale że tata patrzy, to im wystarczy samo "przebywanie na meczu", byleby tylko z tata mecz zobaczyć. Miłosz w czasie jego trwania, zazwyczaj przegląda moje książki lub katalogi kosmetyczne, które leżą na nakastliku, a Olek lata po całym pokoju jak mały samochodzik, co chwila przestawiając moje świece.
Jednak to co najmniej interesuje mojego męża, czyli cała ta komercyjna otoczka, najbardziej interesuje naszych synów!:) Obaj mają koszulki biało- czerwone uniwersalne, w których są zawsze na naszych rodzinnych wyjściach na mecze ręcznej, czy siatkówki.
Obecnie zbieramy, tzn. całe nasze rodziny oraz znajomi zbierają dla chłopców figurki drużyny narodowej na jednej ze stacji paliw, bo są po prostu ładne wg Miłosza i On chciałby takie mieć:) Na dzień dzisiejszy mamy trzech: Fabiańskiego, Krychowiaka i Grosickiego. Niestety ten trzeci "leczy kontuzję" po spotkaniu z Olkiem:)

Olka co prawda mało interesują do zabawy. Dla Niego największą frajdą jest rozkładanie chłopaków na "części pierwsze";)
W naszym domu, w naszym życiu sport, to zawsze była ważna sprawa. Sama wywodzę się z domu sportowców (wszyscy moi bracia grali lub grają nadal zawodowo w piłkę nożną). Ja sama przez 4 lata trenowałam tenis ziemny. Nie wspominając, że mój mąż w swoich latach młodzieńczych też grał w klubie w nogę.
Moi synowie- choć naprawdę nie ma nacisku- lubią grać w piłke nożną. Miłosz powiedziałabym, że ma na tym punkcie fioła! Prosił miesiąc temu o zakup korków do gry. Sam ostatnio pyta nas, czy będzie grał kiedys w klubie piłkarskim. Mąż oczami wyobraźni widzi Go w Barcelonie, ale który tata nie widzi tam swojego syna;)
Tak więc Miłosz zakłada w pogodę i nie pogodę swoje korki, koszulkę i moje rękawice ogrodowe i od kilku dni upodobał sobie pozycję bramkarza:)!! Broni naprawdę profeska:)
Oluś natomiast po naszym ostatnim wyjściu na memoriał Huberta Wagnera, tak przesiąknął kibicowaniem, że wszędzie, gdzie tylko widzi biało- czerwone dowolne gadżety to śpiewa (na głos) "Polska wygra mecz"! :) I wtedy zazwyczaj przestajemy być anonimowi w sklepie;)
Mąż się śmieje, że Olek to bardziej z tym swoim temperamentem na kibicowanie na Legii na żylecie by sie nadał. No ja mam cichą nadzieję, że jednak nie.:)

Tak więc powoli nasz dom ogarnia piłkarska euforia. Trzymamy kciuki za naszych.

CZWARTEK

Dzięki takiej pogodzie, jaka jest dzisiaj chce mi się piec. W domu unosi się zapach biszkopta z truskawkami: przepis TU:) Uwielbiam takie ciasto robić moim facetom na podwieczorek. Po pracy, to  najszybszy sposób na smaczne jedzenie (nie licząc pieczenia, ale z tym ogarnę się zanim odbierzemy z Olkiem Miłosza z przedszkola:)). Pada dzisiaj deszcz, więc moje plany koszenia trawy szlak trafił. Patrzeć tylko, jak urośnie znowu za kostkę. No ale nie ma co narzekać! W końcu rośliny też deszczu potrzebują!
Wróciła mi równowaga emocjonalna, jeśli chodzi o Olka. Jakoś to przetrwamy!:) Już powoli też odnajduję przyczyny w Jego zachowaniu więc powiedzmy, że niweluje skutki- oczywiście powoli i (nie wiem jak) ale cierpliwie;)

Wczoraj wieczorem poszłam z koleżanką na aqua aerobik, który odbywa się tu niedaleko nas. Od dwóch miesięcy sobie tak pluskamy i to jest tak strasznie przyjemne:)! Raz w tygodniu mam swoja godzinę tylko dla siebie. Panie które tam spotykamy, są przecudowne, mimo, że rozbieżność wiekowa jest ogromna!:) No i uwielbiam Panią prowadzącą. Ona jest ciągle uśmiechnięta- zaraża tym wręcz- super są tacy ludzie:) Niesamowicie pozwalają mi się te zajęcia wyciszyć i zrelaksować. A wczoraj podczas ćwiczeń rozciągających leciała nam muzyka relaksacyjna, której słuchałam będąc w ciąży z Miłoszem! Ależ byłam wzruszona:) To strasznie miłe uczucie. Od razu widziałam oczyma wspomnień mój brzuch, to co do niego mówiłam, jak go gładziłam...:)

Pracy obecnie mam dość sporo i poważnie zastanawiam się, czy przypadkiem od przyszłego miesiąca Oluś nie będzie musiał zostawać dłużej w żłobku, bo obecnie 5 godzin w pracy, to walka z czasem.
Z jednej strony to mega super, bo wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Jednak nie jestem chyba jeszcze gotowa, aby tak przedłużyć Mu żłobkowy pobyt. Choć to bardziej moje obawy niż Jego. Chyba zawsze juz pozostanie we mnie takie poczucie, że w porównaniu do Miłoszka miał mniej uwagi, choć mam też ogromną świadomość, że każą wolna chwilę spędzamy we dwójkę. Ale gdzieś tam z tył głowy taka myśl niepoważna we mnie siedzi. Chyba znów muszę zabrać się za siebie...;)

A ponieważ mój mały Buntownik właśnie zasnął, a moja mama odbiera dziś Miłoszka, mam cała godzinę ciszy! Idę więc nadgonić prasowanie;)