Moja lista blogów

sobota, 30 lipca 2016

(nie) normalna sobota:)

 Taka sobota naprawdę przydażyła się Nam po raz pierwszy! Normalnie dom zawsze ograniczał nasze soboty, wspólna i wolna była zawsze tylko niedziela. W tym roku, w te wakacje jest inaczej.  Mąż rano zaproponował, żebyśmy pojechali do Doliny Chochołowskiej, zamiast znowu grzebać przy domu lub ogrodzie. Po 30 minutach nasze auto kierowało nas już w stronę gór:) Pieknie, spontanicznie, wesoło tak inaczej. Tak radośnie!!! Nawet nie wiecie, jak ja marzyłam o takim weekendzie od bardzo dawna:)




Lubię taką "nienormalność w naszym życiu. Uskrzydla:)

Wczoraj natomiast byliśmy na rynku głównym popołudniu, aby zobaczyc pielgrzymów z całego świata, iść może na drogę krzyżową na błoniach. Ta euforia, radość, magnetyzm i wiara sprzawily, że Kraków stał sie chyba najbardziej wesołym i radosnym miastem. Mój Olek tak tańcował z włochami i francuzami, że gdyby nie wystawa sprzętu wojskowego, to chyba tańczylibyśmy z pielgrzymami po dziś dzień;) Mega energia, wspaniałe doznanie. Pozytywne i wspaniałe uczucie, ludzie barwni i szczęśliwi za sprawą Boga:), ale o tym innym razem;)

piątek, 29 lipca 2016

Brazylijsko w naszym domu:)

Od wtorkowego popołudnia gościmy siedmioro pielgrzymów z Brazylii, którzy przylecieli na Światowe dni młodzieży do Krakowa z Sao Paulo. Są wspaniali, weseli, sympatyczni. Niektórzy nieco zmieszani, ale bardzo pogodni:) Olek na początku nieśmiały, a potem wpadł z Nimi w taką komitywę (zwłaszcza z dziewczynami;)), że nie bardzo chciał ich puścić na mszę wieczorną:)
Miłosz nie chce ich oglądać (na razie się nieco ich boi, bo zajęli Jego pokój;)), ale pewnie się rozkręci. W naszym domu z rana i późnym wieczorem słychać portugalski, polski i angielski. Porozumiewamy się tylko tym ostatnim. Rajmunda- liderka grupy- uczy nas słówek i wyrazów portugalskich, my uczymy ich polskich:)
Atmosfera jest bardzo ciepła i serdeczna i jest to mega fajne doznanie poznać inną kulturę, inne miejsce i oczywiście przypomnieć sobie język angielski w praktyce:):)

Patrząc na te wesołe buzie i ich możliwość nie tylko przeżyć duchowych, ale i poznania nowych miejsc, nie miałabym nic przeciwko, gdyby moi synowie kiedyś w ten właśnie sposób chcieli poznać świat:)
źródło: internet

czwartek, 14 lipca 2016

kaprys

To już chyba 5 albo 6-ty tydzień, kiedy chodzi za mną chabrowa sukienka! Siedzi mi w tej głowie i wyjść nie chce. Ja ją chętnie bym chciała (choć jeszcze w żadnym sklepie jej nie spotkałam), ale nawet gdybym ją spotkała, to i tak bym nie kupiła!:) Taka kopertowa, smukła chabrowa sukienka, dwa palce nad kolany, z pięknie podkreślającym biust wycięciem (mój biust rzecz jasna, tylko dzięki super push up stanikowi:)). Do tego czarne moje włosy, lekko puszczone wyprostowane, lśniące. Z lekkim makijażem i mocnymi ustami. Takimi malinowymi? I ładne buty. Mogą być te z mojej garderoby- znalazły by się 3 pary jak nic:) I wszystko pięknie ładnie, tylko pozostaje mi jeden dylemat "Gdzie w niej iść"? Hi hi hi..na co dzień odpada, bo ani już w banku nie pracuję, ani w pięknym szklanym corpo. Gdyby było jeszcze jakieś wesele, chrzciny, to bym kupiła. Ale tak bez okazji, to by na wieszaku czekała na "świętego nigdy", aż się okazja nadarzy. Ja za dużym praktykiem jestem, żeby ciuch tak kupić " tak po prostu". Ale ten kolor siedzi we mnie, ajjj....
Teraz śmieję się sama do siebie, że jak przez ostatnią dekadę miałam średnio 3-4 wesela rocznie, to połowę obleciałam w jednej kiecce, butach i torebce (ta ostatnia jest i służy do dziś::). W ogóle nie chciałam kupować wielu, bo szkoda mi było tylu wiszących w szafie. A teraz?! Brak imprezy w sezonie i i taki kaprys.  Teraz mi się chce sukienki:)!? Masz ci los;)
Puki co nie zamierzam nic podobnego kupować, ale niech ta moja chabrowa piękność czeka sobie na swoja kolej.

Dziś natomiast ruszyłam po bardzo długiej przerwie znowu na bieganie!!!!!! Jejkkuuuuu!!!!:) Po kilometrze juz myślałam, ze płuca wyrzucę, mimo, że uprawiam sporty od czasu do czasu. Ale ta prawie roczna przerwa to mnie w ziemię wgniotła:) Ale dobrze mi było:) Normalnie na co dzień to o 7 rano Olka poganiała, że czas już pakować się w auto do żłobka, bo matka się do pracy spóźni. A dziś królewicz jeden i drugi z królem mym spali jak niemowlaki, a matka oddawała się przyjemności, która kosztowała mnie pieroński ból łydek w ciągu dnia. Ale co tam, jutro też pójdę, bo jak do pracy od sierpnia wrócę, to już czasu na bieganie znowu będzie brak.

Tak więc ten urlop jest też po części moim urlopem, odpoczynkiem:) Mimo, że po całym dniu z chłopcami jestem jak "koń po westernie;)". Teraz natomiast, skoro mój Luby pojechał na piłkę, zabieram się za wykorzystanie chwili ciszy na książkę, bo jak wróci, to napewno siły się przydadzą;)

I poważnie zaczynam też myśleć o aparacie ortodontycznym. Kurde, juz dawno nie myślałąm tyle o sobie:)

wtorek, 12 lipca 2016

tonąc w porzeczkach: dzień drugi

Nie wszystko podczas urlopu musi toczyć się wokół dzieci, mimo, że ten urlop po to został wziety. Dlatego w przyszłym tygodniu wybieram się na pedicure. Uwielbiam go! Mam wprost fioła na punkcie zadbanych stóp! Jestem chyba fetyszystką na tym punkcie;). Miałam dziś w planie "poleżeć" z chłopcami w ogrodzie, skoro w poniedziałek pogoda była typowa na opalanko. Niestety, pogoda dziś nieco deszczowa, ale i to nie przeszkadzało nam spędzić dobrego dnia. Chłopcy od rana okupowali balkon. Podczas deszczu biegali po nim z jednego do drugiego pokoju, ciągle wymyślając nowe zabawy:) Wynieśli styropianowe puzzle na balkon, które posłużyły nam za siedziska i zabraliśmy się za czytanie książek. Omal nie padłam, kiedy zobaczyłam Miłosza podczas deszczu na balkonie w kożuszku!!! I to jeszcze z kapuza na głowie! On pod tym kątem jest mega hardkorowy:)
Był też przedpołudniowy spacer na hustawki na osiedlu: rowerek biegowy Olka (nareszcie) i Milosz na hulajnodze. Ponieważ kuchnia dziś na urlopie, bo śniadanie zrobił mąż, wiec obiad tez musiał się zrobić sam. W takie dni mamy pobliską pierogarnię, która nakarmiła nasze brzuchy:) Pierogi z jabłkami- obłęd!:) 
Od kiedy obaj moi synowie są starsi- ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić- ich zabawy wspólne są coraz bardziej kreatywne, sami wiedzą czego chcą. Były i prace plastyczne i roboty budowlane i bieganie i gra w piłkę, rysowanie kredą itp. Jednym słowem full opcja wykorzystania dnia na maksa. 
Popołudniu moja mama poratowała mnie dodatkową parą rąk przy zbieraniu porzeczek naszych ogrodowych. 3 krzaki, które obrodziły niesamowicie. Zebrałyśmy prawie 10 kg porzeczek!!!:) Już podzielone na dżemy w słoiczkach (jeszcze ciepłe;)), na kompoty i nalewkę oraz mama zabrała pozostałe 5 kg na sok dla chłopców. 
Wieczorem wycieczka tak była skonana, że Olek nie dotrwał już do kolacji, tylko usnął w samochodzie po lodach. Miłosz natomiast prawie wylądował głową na kanapce podczas kolacji:) 
Tak więc do 20 mieliśmy obywateli w łóżkach i dużo czasu dla siebie:)








poniedziałek, 11 lipca 2016

Pamiętnik z urlopu: dzień pierwszy;)

Oficjalnie mam od dziś urlop. Cale piękne 3 tygodnie z moimi synami. Wczoraj panikowałam. Dziś mimo, że to dopiero pierwszy dzień, było nawet spokojnie. Wszyscy żyjemy, nikt jeszcze nie zwariował;) Popołudniu nasuwał się już tylko jeden wniosek: wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem- pikuś. Praca, wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem- chaos!;) 
Tak więc może nasze wakacyjne 3 tygodnie razem we trojkę (plus mąż po pracy) nie doprowadza nikogo z nas do obłędu;)
Ponieważ wczoraj wróciliśmy z weekendu u teściów, dziś na okrągło chodziła pralka. Dodatkowo jedno pranie więcej, bo odpieluszkowujemy Olka. Wszystko pięknie schnie, bo pogoda rozpieszcza, ale załamałam się, kiedy wszystko elegancko wyschnięte wniosłam do pralni do prasowania!!! Na widok tej kopy prania rozbolały mnie plecy, nogi pociężały, więc zamknęłam drzwi i wróciłam do chłopaków;) Maniana pranie, maniana;) 
Jak już załatwiliśmy z chłopcami zakupy w spożywczaku, koszenie trawy i szybki i lekki obiad, oddaliśmy się przyjemności. Oczywiście w ogrodzie. Ja na kocu z książką, opalając nogi. Chłopcy pod altaną w cieniu robiąc babki ze sztucznego piasku:) Całe 30 minut pięknej ciszy, gdzie od czasu do czasu matka tylko chwaliła "piękne synku" na przemian. Po 40 minutach awantura o foremkę załatwiła nasze, a raczej moje spokojne południe. Cóż, wiśnie i porzeczki tez w końcu trzeba było zebrać. Miłosz zajął się objadaniem krzaka porzeczek, a Olek zerwanych przeze mnie wiśni z garnka. Finał akcji pojednawczo- owocowej był taki, że ja zostałam w porzeczkach sama z garnkiem, a chłopcy na kocu zabawkami:)
Po południu odwiedziła nas moja mama, więc mąż mógł na spokojnie dokończyć  koszenie, a my zabrałyśmy rozbrykane towarzystwo na rowerek. Olo standardowo na piechotę. 
Zabawa zakończyła się na furze (a teraz to już skamielinie) piachu obok ogrodzenia. To było nasze z mamą 15 minut spokoju na krzesełkach:)
Całe szczęście wycieczka szybko padła do snu.
Nie mam jeszcze planu co jutro, ale to chyba wyklaruje się samo. W końcu z dziećmi nigdy nic nie wiadomo;)
Miłosz zaproponował nawet przy kolacji wspólne pieczenie chleba i bułek codziennie, ale On tak ma. Najpierw nakręca całe przedsięwzięcie, a potem jak przychodzi do pracy to się upłynnia:)






 

 


niedziela, 10 lipca 2016

dobrego końca początki

Skończylismy malować pokój Miłosza. Skończyliśmy go meblować na nowo i efekt końcowy przypadł do gustu nie tylko nam, ale i synow. To był prezent, który szykowaliśmy dla niego cała trójką kiedy On spędzał wakacje u babci. Miało byc lekkie malowanie a pomalowaliśmy jeszcze nasza sypialnię i całe 2 litry farby czekają na wiatrołap, ponieważ juz tego ostatniego nie byliśmy w stanie zakończyć, w tygodniowym natłoku praca- malowanie. Co by nie mówić, mimo, że obaj chłopcy byli u babć (Olek wracał tylko na noc od drugiej babci:)), wyglądaliśmy z mężem jak zombie:) Poważnie!:) Niby miał być odpoczynek, lekki luz skoro dzieci w domu nie ma, a od tego malowania, wyciągniętych rąk do oblepiania ścian, futryn i jeszcze sprzątania do soboty czułam jeszcze w plecach. Mąż z reszta też;) Skoro tak wyglądają wakacje bez dzieci, to ja dziękuję;)
Od jutra zostajemy w domu, do końca lipca z powodu przerwy wakacyjnej w przedszkolu. Tak więc mam nadzieję, że spędzę wspaniałe 3 tygodnie z synami i nie zatęsknię za pracą (bo tak mi w kość nie dadzą;)).
W weekend byliśmy u teściów po Miłosza. O dziwo odpoczęliśmy z mężem tam nieco bardziej niż zazwyczaj, mimo, że pracy wokół domu teściów też było. Wyspaliśmy się to fakt, bo chłopcy nie dość, że długo spali, a potem zgarniała ich teściowa.
W niedzielę pojechaliśmy na krótką wycieczkę do miejscowości obok na ruiny zamku i lody. Były tak dobre (własna produkcja od 60 lat:)), że przez chwile istniało niebezpieczeństwo, że się stamtąd nie wytoczymy na ten zamek:)

Po powrocie mąż zabrał się za swoja produkcję nalewek. Na taśmę poszła malinówka i porzeczkówka:) Od zeszłego roku ma hopsia na tym punkcie:) I taki mamy podział w domu: ja robie dżemy, a On nalewki;)
W sobotni wieczór natomiast ze szwagrami (kiedy juz dzieci smacznie spały) obejrzeliśmy wspaniały film romantyczny " listy do Julii". Cudowny!!!! kocham takie historie:)

A, że nieco przeraża mnie jutrzejszy dzień (baa całe następne 3 tygodnie) idę zbierac siły i pokłady cierpliwości.


niedziela, 3 lipca 2016

Kolejny pierwszy raz...

Bycie rodzicem to nieustannie odkrywanie pierwszych razów. Wręcz to ich bogactwo! Dziś (niedziela) Miłosz został po raz pierwszy sam u babci (w sensie u teściów). Sam zupełnie, bez Olka, mamy i taty. Pojechał na tygodniowe wakacje. Ma w planie podlewanie z babcią ogórków, pomidorów, plewienie grządek, jazdę na rowerze, hulajnodze oraz pomoc przy budowie domu swojego kuzyna rówieśnika:) Mimo, że chcieliśmy Go zostawić aby nieco odpoczął na innym (nie krakowskim) powietrzu, ale też chcemy zrobić mu niespodziankę i w tym czasie pomalować Jego pokój na nowo oraz umeblować nowymi meblami. Mam nadzieję, że wytrzyma te 5 dni, abyśmy mieli czas wszystko przygotować.
Baliśmy się też trochę, że przed samym wyjazdem nie będzie chciał zostać, w końcu ma dopiero 4 latka. Ale był bardzo pewny swojej decyzji, że zostaje. Że chce być u babci i kuzyna kilka dni. I wiecie co? To mnie mąż musiał przytulać i pocieszać, bo jak Miłoszek pobiegł do zabawy, to łzy jakoś tak same mi płynęły. Zostawał kilka razy u mojej mamy na noc, ale nigdy na tak długo i tak daleko:( I trudne to było dla mnie, choć wiem, że bardzo ważne i trudne pewnie dla niego. Ale to facet mały jest i trzymał się dzielnie!
Wiem, że mówił teściowej już że teskni troszkę, bo dzwoniłam pytać jak tam sytuacja. Ale mówiła, że Go przytuliła i pobiegł do zabawy z powrotem!Chwała, że Julo ma tam trylion klocków lego;)
W drodze powrotnej Olek ciągle spoglądał na miejsce, gdzie powinien być fotelik Miłosza i pytał co jakiś czas, gdzie jest Miłosz? Dla Olcia to chyba było równie trudne, bo po raz pierwszy zostali tak rozdzieleni. Do brze wiedzieć, że zatęsknią troszkę za sobą:) Też odetchną troszkę od siebie.

W piątkowy wieczór zostawiliśmy natomiast dzieci z teściami, a sami pojechaliśmy na 30-te urodziny przyjaciela mojego męża (no od ślubu nasi wspólni przyjaciele;)). Było fantastycznie, bo ostatni raz widzieliśmy się w komplecie 4 lata temu w Warszawie na ich nowym mieszkanku:)! Potem były moje i Asi porody, chore dzieci, nasza przeprowadzka, ich przeprowadzka do domu itp.
Wspaniale było spotkać starych znajomych i przy okazji spędzic razem czas bez dzieci ( w gronie dorosłych;)). Tak więc od czasów studenckich pierwszy raz od 10 lat zagrałam znowu w bilard!:)
Rano zanim wróciliśmy do domu, z hotelu pojechaliśmy na mega wspaniałe śniadanie na wypasie do "Czułej buły"! Polecam, gdyby ktoś szukał dobrego miejsca na smaczne śniadanie w Wawie. Przy okazji obmyśliliśmy z mężem biznes plan takiej naszej cafe bistro śniadaniowej;)
I po powrocie do teściów i dzieci, wierzcie mi, że odpoczęłam jak nigdy wcześniej. Nawet nie przypuszczałam w tym ciągłym kociołku, że mój organizm tak bardzo potrzebował regeneracji cudowna metodą snu;).

Jutro zaczynamy zmagania z malowaniem pokoju Miłosza i wiatrołapu (zdecydowaliśmy się na inny kolor niz ten, który mamy obecnie tk na spontanie;)). Tak więc pracy masa, bo muszę synowi do pokoju znaleźć wszystko od zasłon i ramek zaczynając, na dywanie i poduszkach ozdobnych kończąc:) I jestem tym faktem mega podekscytowana!!!!