Moja lista blogów

poniedziałek, 31 października 2016

był ostatni weekend października

Nareszcie udało nam się spotkać ze znajomymi z przyjaciółmi z Warszawy, z którymi umówieni byliśmy chyba w każdy weekend tego pięknego miesiąca! Na zmianę chorowały nam dzieci. Ale wiadomo zła passa trwać wiecznie nie może:)
Zaraz z rana ruszylismy w trasę. Było wspaniale. Dzieciaki się uwielbiają, więc i dla chłopców był to mile spędzony czas na zabawie i brykaniu;)
Wieczorem Asia z Jackiem zabrali nas na pokaz światłem do parku wilanowskiego. Bajka, która w nocnym mroku i muzyce Czajkowskiego (jezioro łabędzie) oczarowała nas projekcją multimedialną na samych murach zamku, a potem świetliste spacery w dekoracjach!!!
Sama byłam zaskoczona spontanicznością moich dzieci. Olek wychodząc sam z siebie powiedział:" wiesz mamo, to bardzo mi się podobało. te światełka, wiesz?:)" A on ma przecież  dopiero 2,5 roku!!!
Czasem zapominam jak "dorosłe" są już moje dzieci...






poniedziałek, 17 października 2016

oficjalny przedszkolak!

Od piątku oficjalnie mamy w domu przedszkolaka. Piątkowe popołudnie spędzaliśmy w Olkowym przedszkolu, gdyż nasz chwilowo jeszcze najmłodszy syn miał prasowanie na przedszkolaka. Pięknie ubrany w bluzkę z kołnierzem i granatowe spodenki, razem z innymi dziećmi ślubował być dzielnym przedszkolakiem. No cóż,  pochwalę się, że najpiękniej śpiewał piosenki i recytował wierszyki.  Dumni jesteśmy z Niego niesamowicie.

Ja  nadal różne. Muszę przestawić się już całkiem,  że jestem kobietą w ciąży. Przez ostatnie kilka tygodni udawało mi się spokojnie mieścić w odzież swoją. Jednak w piątek płaszcz odmówił zapięcia. Co gorsza będąc w piątek na Chińczycy (taka ciążowa zachcianka ) pochłonęłam zupkę całą i do tego makaron po chińsku.  Ja nigdy nie zjadłam całej porcji,  zawsze na wynos brałam resztę. A tu nawet nie było mowy o tym że jestem na Fulla. Po prostu nie byłam głodna.  Nowość dla mnie. Ale do dziewiątego miesiąca wytrzymam;)

Niedziela to obiad u mamy. Czas wielce rodzinny, bo jesteśmy wtedy wszystcy: ja i moi bracia ze swoimi rodzinami. Jak zwykle jest wesoło. Chłopcy z małą Bianką już coraz lepiej się dogadują i przepięknie sie razem bawią. W końcu nasza Królewna niedługo skończy 9 miesięcy:) Wieczorem spotkaliśmy się rodzeństwowym teamem u mojego średniego brata.  Przyjemnie minął nam ten dzień tak niestety ponury pogodowo.
 



czwartek, 13 października 2016

Aleppo

Krew się we mnie burzy. Jansa cholera, dlaczego musi być takie dziadostwo jak wojna!?
Dlaczego ludzie ludziom gotują taki los? Dlaczego te wszystkie dzieci narażone są na to okrucieństwo?  Na  ataki, wybuchy, na okaleczenia, na rany, na straty bliskich. Na brak dzieciństwa, poczucia bezpieczeństwa?!!!
Nie rozumiem, jak tak można. Jak można żyć z takim okaleczeniem fizycznym i psychicznym potem?!
Jak i w imię jakich chorych ideologii i posiadania, można niszczyć drugiego człowieka? Jak można tak niszczyć dziecko?
Nie rozumiem, tego za boga nie rozumiem.
Chce mi się wyć z bezsilności, w sumie to płaczę jak bóbr!! Nie umiem wymazać z głowy tych obrazów, zdjęć (przez przypadek obejrzane), ale jakże prawdziwe.
Nie umiem sobie wytłumaczyć tego cierpienia, nie rozumiem, czemu tak musi być?!
Buntuję się całą sobą, bo nie rozumiem, jak możesz Boże na to pozwalać?! Jak diabelnym, głupim i okrutnym stworzeniem jest człowiek z całą tą swoją "wolną wolą"?!

Jestem matką i inaczej nie umiem mówić i myśleć o tym co tam w Syrii się dzieje. Nie chcę przymykać na to oczu, bo nie warto. Niby nas to nie dotyczy, że daleko. Tylko jak trzeba być bezdusznym, aby nie współczuć, bo tylko tyle mogę. Współczuć...
I rodzi się strach we mnie o moje dzieci. o to co je czeka? O to jaki świat na nie czeka?

Boże, przecież Ty możesz wszystko...




środa, 12 października 2016

zakupowa mania

Od dwóch dni ogarnęła mnie zakupowa mania. Tzn. dla sprecyzowania nic nie kupuje tylko mam taka mmm..."chcicę" na zakupy. Wszystko przez szybkie przejście przez jeden ze sklepów w drodze powrotnej z rossmana. Wpadła mi w oko jedna sukienka, a że chłopcy chorzy, no więc ani przymiarki, ani nawet rozeznania po sklepie tylko prosto dom. I tak wieczorami, kiedy Panowie śpią, mąż oddaje się analizie meczów kwalifikacji na mundial ja z przeglądam sobie strony tego sklepu i oglądam ubrania. Ileż ja znalazłam cudownych bluzek i sukienek. Większość zaprosiłabym do swojej garderoby!!:) Niestety jak widzę ceny to nawet mnie nie przestarsza, ale raczej zaskakuje, że za taką rzecze tyle chcą. Pozostaje mi czekać do wyprzedaży, choć znając siebie, akurat wtedy nic dla siebie nie znajdę lub co najbardziej prawdopodobne uznam, że wcale mi nie potrzebne:)
Tak wiec od kilku dni nie tylko choruję z chłopcami, ale i choruję na zakupy;) I chyba dobrze dla naszego budżetu domowego, że tak się obecnie sprawy mają;) Powoli mija mi mania zakupowa i wraca zdrowy rozsądek.
Mega cieszy mnie również fakt, że nadal mieszczę się w swoje ubrania, mimo że już spory mam  brzuszek. Wagowo dopiero 4 km do przodu, co mnie mega cieszy, ale mam świadomość, że to dopiero 15-ty tydzień. O dziwo, mam wrażenie, ze czuję już ruchy Kubusia. Tak mi się zdaje:) Chyba w trzeciej ciąży jest to nieco szybciej. Smyk mały wierci się niesamowicie:) To takie przyjemne uczucie, kiedy czuje się takie gilganie:)
W ogóle ta ciąża jest zupełnie inna, niż te dwie poprzednie. Świadomość moich chłopców zupelnie inna. Po raz pierwszy doświadczam takiej radości dziecka z nowego członka rodziny. Takiej braterskiej miłości, której pewnie z racji wieku Milosz nie okazywał wcześniej. Obaj z Olkiem zakochani są w brzuszku. Codziennie go przytulają po milion razy, głaskają, mówią do Niego. Najbardziej lubia go gilgotać:) Pewnie dlatego, że zawsze mówię im wtedy, że Kubuś fika koziołki w brzuszku z radości. Zawsze ich radość z nowego braciszka wywołuje na twarzy mojej i męża wielką radość. 

Olek od wczoraj wrócił już do przedszkola, bo swoje odchorował. Miłosz natomiast nieco bardziej rozłożył się nam krtaniowo, więc jeszcze dziś jesteśmy w domu. Od dwóch dni bez Olka, więc jak nie są za długo we dwóch, to nie ma ciągłej wojny, przeplatanej chwilami wspólnej zabawy i spokoju. Jakie Oni mają odmienne charaktery. Jednoczy ich zawsze malowanie:) 

Dziś natomiast pracuje z domu, bo jest tak dużo pracy, ze jednej osobie jest po prostu mało czasu na wszystko. Tak więc przez chwilę miałam małego asystenta, który dzielnie pracował ze ślaczkami. Obecnie odpoczywa w naszej sypialni przy historiach kota Filemona i Pszczółki Mai:)
Zaraz zresztą muszę brać się za drugie danie. Dziś mam w planie ratatuj po raz pierwszy w życiu. Zobaczymy jak wyjdzie, bo zostało mi nieco warzyw i smaków lata do wykorzystania:)

piątek, 7 października 2016

kocham zupę jesienią

Uwielbiam jesień nie tylko za kolory, ale przede wszystkim za te chłodki. Tak, poważnie piszę;) Uwielbiam w te chłodne dni nie tylko ciepły sweter, gorącą herbatę czy kakao, ale zupy! Ubóstwiam je! :)
Nie ma nic przyjemniejszego dla mnie w tym całodniowym czasie jesieni, niż zmarznięta zjeść talerz gorącej zupy! Smak krupniczku, rosołku, czy dobrej ogórkowe to bajka i "miód" na moje zmarznięte ciałko;) Uwielbiam, kiedy po domu roznosi się jej zapach. Zapach domowego obiadu:) Zawsze kojarzy mi się dobrze, rodzinnie.
Chyba jest to niejakąd tęsknota za ciepłym daniem po miesiącach upalnych i lekkich daniach, gdzie królują głównie chłodniki, kremy i makarony:)
Zupy, tak spragniona jestem jesienią ciepłej zupy:) Może to tez wpływ ciąży, ale jest to dla mnie mega przyjemność. I dla domowników również:)

I rozpoczął się dla mnie dodatkowo sezon na pieczenie domowego chleba!!:) Wczoraj na pierwszy rzut poszedł chleb ryżowo- bananowy. Pyszności taka kanapka z masłem i miodem:):)
Znów rozkręcam się kulinarnie, ołł jee;)

Ps. robiłam ostatnio rosół z pieczonego kurczaka wg tego przepisu klik . Fantastyczny, polecam:)

środa, 5 października 2016

telefonem przez weekend

Ponieważ ostatnio słabo u mnie wolnym czasem, ciągle zbieram foty w telefonie. łudząc się, że zrobię post. Nie mam czasu, ale mam zdjęcia. Nasz weekend wyglądał mniej więcej tak:):








Tak, weekendy kręcą się u nas przeważnie wokół dzieci;)

poniedziałek, 3 października 2016

czarny poniedziałek

Nie jestem z a aborcją, jestem za wolnym wyborem! Dziś jednak protestuję z Wami moje drogie Panie, mimo, że jestem w pracy. Mimo, że zamiast na marsz idę z dziećmi na angielski. Mimo, że jestem kobietą w stanie obecnie "błogosławionym". Protestuję, bo każda z nas ma prawo do własnego wyboru. Bo każda z nas ma prawo do życia. Bo każda z nas ma prawo do spokojnej opieki medycznej i badań prenatalnych. Bo jako matki nie możemy się bać o zdrowie swoje podczas okresu ciąży i naszych dzieci.