Moja lista blogów

środa, 30 listopada 2016

shopping

Ostatni tydzień szaleję na zakupach internetowych! Prezenty mikołajkowe dla chłopców i pozostałych naszych rodzinnych milusińskich już są:) Dziś zamówilam jeszcze nowe garnki do domu, bo te nasze to 4 lata tylko wytrzymały i odpadają im dekle!! Aż sama w szoku jestem, teraz zamówiłam "porządne" więc może te 5 lat wytrzymają?;)
I wczoraj przyszły moje sukienki. Skorzystałam z wyprzedaży wyprzedaży na sugar free. Od dawna oglądam i podziwiam te sukienki. Cena czasem mnie odstraszała i nie znajomość produktu, doboru rozmiaru, wykonania. I trafiła się okazja na sprawdzenie, więc grzechem było nie skorzystać;) Zamówiłam dwie na próbę, aby zorientować się w jakości materiału, wykonania i rozmiarówce. Wybrałam te dwa modele na lato:
 
źródło: sugarfree.pl

Do tego czasu powinnam już wrócić do swojego rozmiaru po ciąży- no innej opcji nie ma, bo wszystkie ubrania w szafie w tym mam i wymieniać nie mam zamiaru całej garderoby NO WAY!!!:)
Na chwilę obecną jestem zadowolona z wykonania, jakości i materiału, mimo, że sukienki kupiłam dość tanio. Dobra Polska marka na pierwszy rzut oka, zobaczymy jak będą się nosić. Na razie ciesze się jak dziecko;)

Nasze ogrodzenie prawie gotowe. Trzeba tylko sprzęsła włożyć i bramę i gotowe:):) Potem jak chłopakom czas pozwoli to nową siatkę na resztę, kostka, taras i gotowe!!!:) Ale sie cieszymy!!! Nawet mój mąż jest mega zadowolony, że już to jakoś za nami:) W poniedziałek było tak:

 a dziś juz wszytsko stoi :):)

Wczoraj czytając bloga Anci mamci nabrałam potrzeby na sprzątanie przed świętami.
Generalne rzecz jasna! I w moim stanie dziś ogarnęłam całe dwie małe szafeczki w kuchni:):)
 no w tym tempie, do narodzin Kubusia zdążę;)

czwartek, 24 listopada 2016

ruletka

Już powoli nie nadążam za moim Kubusiem. Smaki ciążowe i chęci jedzeniowe to jak koło fortuny ostatnio:) W sobotę oddałabym wszystko za tylko słodkie jedzenie. W niedzielę ochota i chęć tylko na mięso! Na samą myśl o steku miałam taka nieokiełznana ochotę wbić zęby w to marzenie, że chyba szarpałabym jak Reksio szynkę;)
Poniedziałek i połowa wtorku to makarony, a dziś tylko sałatka!!!! Ileż przyjemności dała mi na drugie śniadanie sałatka z rukoli, sera koziego, szynki parmeńskiej i pomidorów suszonych i świeżych!!:) Ahh.... bajka:)
I jak ja mam tu za Nim nadążyć, cóż pozostaje się poddać tej jedzeniowej ruletce;)

Ogrodzenie się robi i z każdym dniem na sama myśl i widok prac cieszę się jak "głupi do sera:)". Chłopcy cieszą się, że na wiosnę (jeśli wszystko będzie skończone) będzie pies na ogródku:) Nawet wybrali mu już imię: Dusty:) Mąż już przegląda przydomowe małą wędzarnie, a ja w myślach układam moje grządki z pomidorkami koktajlowymi, truskawkami, borówkami i dynią:) I jeszcze może dwa drzewka: jabłoń i grusza lub morelka?:)
Zobaczymy na spokojnie, bo ta wiosna zapowiada nam sie bardzo intensywna.

Chłopcy skończyli pisać wczoraj listy do Mikołaja. Już posłaniec zdążył je zabrać, więc to znak, że chyba Byli grzeczni;)
To chyba najmilsza część grudnia oprócz świąt, gdy patrzy się na te radosne buzie otwierające prezenty:)



czwartek, 17 listopada 2016

nie taki pechowy listopad

Ależ zawirowań w tym miesiącu. Miał być płot. Potem przyszła zima i płot miał czekać do wiosny. Ale na wiosnę ekipa już nasza przyjść nie może. Ale chłopaki mądre, doświadczone. My mamy zaufanie do nich ( w końcu dom elegancko stoi, nic nie przecieka i wszystko solidnie zrobione).
Jednak przyjdą, bo odwilż i ciepło maja być przez 2 tygodnie. A na nasze szczęście płotu niewiele, wiec przy dobrych wiatrach za 2 tygodnie skończą:):):) Wiem, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc Judy mojego Tadeusza z góry (bo ja zawsze do Niego w sprawach beznadziejnych, a ta taka była). I od poniedziałku prace mają ruszyć (nie ciesze się jednak za wczasu;)).

Co więcej mieliśmy lecieć do Bolonii na tydzień. Mąż kupił za grosze bilety lotnicze we wrześniu. Pierwsze wakacje po prawie 6 latach!!! Była ekscytacja, zadowolenie, planowanie wycieczek, miejsc. Chłopcom naopowiadaliśmy o lataniu samolotem. I nie lecimy!:(:( I to jeszcze z mojej winy, a raczej powodu. Niestety Kubuś latać nie może:( Szlaban od lekarki na długie trasy samochodowe, pociągowe i przede wszystkim lotnicze:(
Biletów zwrócić nie można (bo z promocji), zamienić nazwiska też się nie opłaca. Więc nasza Bolonia musi znowu poczekać. Ale może do trzech razy sztuka? Może za rok? W końcu 6 lat temu mieliśmy lecieć z mężem (jeszcze bez dzieci- bo to czas po ślubie był) do Pizy. I wtedy lot odwołano, teraz my odwołaliśmy, więc może w komplecie w piątkę za rok podbijemy Italię;)

Ten miesiąc to z pewnością jest też dla nas (przynajmniej na razie) dom wypełniony zapachem świeżo pieczonego chleba:) Jak przyjemne jest wejście do domu z mrozu i zimna, kiedy po całym dole roznosi się zapach świeżego pieczywa. Maszynka sama robi, piecze. Bajka:) Na kolację zawsze świeża kanapeczka:) I jakie ułatwienie i zdrowie, bo sama wiem co daję:)

Skoro przy zakupach jestem, to ostatnio kupiłam sobie takie śliczne buciki. Cieplutkie w środku, wygodne. W sam raz na zimne dni i na górskie trasy późna jesienią i wczesna wiosną. Oczywiście górskie doliny musza poczekać na Kubusia, więc wykorzystam je na szlakach pewnie w październiku:) Ale są i mega mnie cieszą:)

Ciesze się niezmiernie, bo weszłam chyba w dobry czas, choć łatwo nie było;) ale takie jest życie;)
A jeszcze przed nami szlachetna już niebawem- kolejna cudowna z tą sama ekipą:):)!!!!! 


poniedziałek, 14 listopada 2016

Półmetek

20 tygodni za mną  I bladego pojęcia nie mam kiedy to tak szybko minęło ?  To już półmetek mojej ciąży .  wczoraj rozpoczęłam 20 tydzień. To zaskakujące, ale naprawdę każda ciąża jest inna. MYślałam, że trzecia to nic mnie nie zaskoczy, a tu prosze:)  W dwóch poprzednich pełna swoboda ruchu, energia ,  kilometrowentrasy spacerowe. A teraz ledwo na piętro wyjść mogę !  muszę leżeć, bo slabsza jestem, mój organizm jest. wiec szukam tylko możliwości i leżę,choć to nieco męczące zajęcie jak się przez ostatnie 5 lat zasuwalo jak mały samochodzik. Ale dla Kubusia wszystko ,  On teraz do kwietnia najważniejszy.

Smaki ciążowe zbliżone dontychnz ciasnym Miłosza, czyli zdrowo:) Kocham nabiał, soki warzywne i rybny w każdejkażdej postaci :) mój największy przysmak i zachcianka, to woda niegazowana z cytryną. mogłabym literami pic:) kompletnie odrzucilo mnie od kawy, pepsi i słodyczy, co nie zdarzało się w dwóch poprzednich.

Fizycznie jak już wspomniałam bez rewelacji. nie mam siły na podstawowe zajęcia czasem. Nawet libido rozchulane w poprzednich ciazach teraz nieco zmalalo :( troszkę min to przeszkadza, bo jak się człowiek do ruchu ogólnie przyzwyczaił, to tak mi dziwnie.,Ale Kuby zdrowie najważniejsze. już niedługo mam nadzieję, że się spotykamy ,  choć ten kwiecień brzmi strasznie daleko;)

I mam straszną ochotę na zakupy ,  Ale ja tak zawsze mam, jak akurat nie mogę. Taki owoc zakazany;)

Tak wiec rosniemy oboje z moim groszkiem. obydrowo do porodu.



czwartek, 10 listopada 2016

Pieczenie

Chłopcy śpią, a ja właśnie pochlaniam jeszcze ciepłą kanapkę z masłem i miodem. Pycha. Nasz nowy domowy nabytek upiekl dla nas pyszny chleb na jutrzejsze śniadanko .  I sklamalabym gdybym powiedziała ,  że tylko Oni się tym urządzeniem mega cieszą. Przez dobrą godzinę oglądali jak maszynka chlebek piekła. Cudowni są !  Od kilku miesięcy są dla siebie mega wsparciem i nie tylko dobrymi kampaniami zabaw, ale również przyjaciółmi.  Wydaje mi się, że sporo w tym zasługi Kubusia.

Dziś mąż patrząc jak pieknie się bawią, zasugerował, że może czwarte? A czemu nie, ale niech najpierw JAkub nam się pojawi.

Mam ogólny przykaz na leżenie, wiec przy tym całym moim dziennym planie, szukam czasu na lezakowanie. Na ogół się udaje, wiec jesteśmy dobrej myśli. Nawet moi królewicza dbają aby mama mogła poleżeć . 

Zapowiada się wspaniały weekend, wiec idę po jeszcze jedną kromkę i lulu. 
Miłego weekendu.





wtorek, 8 listopada 2016

serum

Od ponad 1,5 roku jestem zagorzałą nie tylko zwolenniczką, ale przede wszystkim fanką wszelkich serum do twarzy. Mój wiek (a mam prawie 32 l.) i moja skóra po trzydziestce nieco straciły na walorach;)
Dlatego po przekroczeniu tej magicznej 3-ki z przodu nieco poszperałam w literaturze "przedmiotu pierwszo- zmarszczowego". Zawsze polecano tam lekkie serum na dzień lub noc. Wiadomo oferta jest mega bogata, jeśli chodzi o rodzaje, skład i działanie (sama byłam w szoku;)).
Moim pierwszym tego typu nabytkiem było serum tez Bielendy, ale serum korygujące (mezzo serum). Bardzo fajne i bardzo dobre dla mojego typu i problemów cery. Stosowałam 2-3 razy w tygodniu na noc. Stosowała je chyba przez rok (2 opakowania).
Potem w natłoku spraw i biegu codziennego lekko odpuściłam dbanie o swoja cerę aż tak sumiennie. No cóż, nie opłacało się przestawać!
Dlatego ostatnio specjalnie wybrałam się do drogerii po serum (miedzy pracą, a odbiorem chłopców z przedszkola rzecz jasna). Miałam kupić to samo co poprzednio, ale moją uwagę przykula ta "nowość". Troszkę zgłębiłam wiedzę ulotkową i postanowiłam spróbować tej nowości z algami:)
I jestem bardzo zadowolona z efektów. Jest to serum z olejkami, więc stosuję go obecnie na noc zamiast kremu do twarzy. Ma wspaniałą konsystencje, dobrze się wchłania i nie przetłuszcza mojej cery (mam mieszaną). Dodatkowo ładnie ją ujędrnia, napina i nawilża. Po nocy efekt na skórze jest bardzo przyjemny, a cera delikatna i świetlista. 
To są moje spostrzeżenia po 2 tygodniach stosowania z 2-u nocną przerwą. 
Osobiście jestem z niego bardzo zadowolona i chciałam się tym cudem i swoja wiedzą podzielić. 
Dodatkowym atutem jest dla mnie 6-cio miesięczny okres przydatności od czasu otwarcia serum (im krócej tym lepiej dla cery, taka mam dewizę kosmetyki pielęgnacyjnej do twarzy).

Nie jest to post sponsorowany, wiec spokojnie nikogo w bubel nie wpuszczam:)

Gdyby któraś z Was zastanawiała się nad produktami typu serum, to polecam gorąco. Ja mam akurat tej firmy i kolejny raz wiem, że jego zakup to była dobra decyzja, ale napewno Wy również macie swoich ulubieńców. Moim zdanie w pewnym wieku przydaje się powiększyć swoją kosmetykę twarzy o kilka produktów, a serum się do nich zalicza jak nic:)


piątek, 4 listopada 2016

Dylematy

Wczoraj czekając na usg i myśląc o naszej powiększającej się rodzinie, doszłam do dość jeszcze przynajmniej dla mnie dziwnego wniosku, a mianowicie, że nasz dom jest nie funkcjonalny! Od razu się roześmiałam, bo jak 220 m to mało?! I już mówię, że nie chodzi o metry, tylko o rozłożenie pomieszczeń, praktyczność.
 Zabawne, bo zawsze uważałam nasz dom za mega praktyczny, wymiarowy. Wieczorem, kiedy mówiłam o tym mężowi poparł mnie. Oboje wspólnie się zgadzamy, że łazienka na dole jest za duża. Tam można było zrobić pokoik. Taki nie duży, pewnie lekko gościnny, a teraz służyłby nam za biurowo- biblioteczkowy. Ale oczywiście zaraz obróciliśmy to w żarty, bo już "musztarda po obiedzie";) Pokój ten w którym jest biuro obecnie, za rok będzie pokojem Kubusia (Pani doktor potwierdziła na badaniu- chłop jak nic:)). Wracając do tematu, to musimy teraz przerobić nasz dom, a raczej sypialnię na ten własnie biurowo- książkowy. Sypialnia wielka, więc teoretycznie to nie problem. Tylko my już przywykliśmy do tej kameralności, swobody. Pewnie będę musiała rozstać się z moim kącikiem czytelniczym (fotel z podnóżkiem i piękna drewniana w starym stylu gazeciarka:(. ), bo jak wejdzie biurko i krzesło, a regału nie dokupimy lub nie dopasujemy w salonie (to miejsce docelowe będzie w sypialni.
I tak sobie rozmyślam w głowie, jak to wszystko poukładać. Dziś doszłam do wniosku, że najlepiej wszystko po kolei.Tzn., my od końca, bo na wakacje planujemy odmalować pokój Olka i kupić Mu nowe mebelki (takie jak ma Miłosz). Jego regał, komodę i stoliczek drewniany przenieść do Kuby pokoju, a regał, który stał tam od zawsze jako moja biblioteczka do garażu na "akcesoria garażowe";)

Puki co zaplanowaliśmy malowanie całego dołu. Mieliśmy czekać, aż Kuba dorośnie, ale 3 lata bez malowania jeszcze po chłopcach to to już nie wiem czy nie trzeba by było gładzi wymienić;)
I (taki jest plan) zakończyć wykańczanie salonu. I tak potem powoli górę.
Ja wiem, że to błache takie problemy, ale spędza mi to sen z powiek czasem. Tak mam, że ciężko przyzwyczajam się do zmian w domu. Zwłaszcza, że dopiero lekko dopracowaliśmy kilka elementów wykończenia, a tu znowu zawirowanie. Ale przynajmniej z cudownego powodu mamy ten domowy galimatias;)

I muszę się wreszcie pochwalić, ze jestem mega przeszczęśliwa, że rusza mój płot!! Tak wreszcie będzie ogrodzenie (jak pogoda nadal dopisze). Wszystko już załatwione. I duma mnie rozpiera, bo wszystko sama, sam, sama:):):) Jestem już ekspert od bloczków łupanych;)

Taki mamy projekt ogrodzenia, które Pani Asia dopasowała nam do wcześniejszego projektu kostki i ogrodu. Zmieniliśmy tylko kolory: NIE BĘDZIE NIC ŻÓŁTEGO. Kostka grafitowa (jak w pierwotnej wersji) z elementami nie żółtymi a białym. Ogrodzenie białe z grafitowym daszkiem. Projekt ogrodu bez zmian. Jejku, gdyby się udało to już zakończyć, ehh....:)
Ale powoli nasze marzenia się spełniają. Jak to mawia mój mąż, ważne, że na głowę nie kapie;)