Moja lista blogów

wtorek, 16 maja 2017

pełnia szczęścia

Wróciłam do biegania!!!! Tak bardzo się cieszę. Biegam co drugi dzień rano, po karmieniu Kuby. Przeważnie 5:20 się przystawia, a potem matka szybko w ciuszki biegowe wskakuje i leci sobie na 20 minut. Uczucie jest niesamowite, psychika lżjsza, i nawet senność w ciągu dni minęła. Jestem w domu tak ok. 6:30. Po prysznicu pomagam mężowi wyprawić chłopców do przedszkola i sama  zasiadam do śniadania lub karmie znowu Kubę, a potem śniadanie. Co jest ciekawe, pijąc tylko kawę inkę zamiast kawy (standardowo w kawowej filiżance) nie czuję senności. Chyba ta trzecia ciąża zrobiła mi niezły detoks od kawy;)
Jem zdrowo, racjonalnie, tak jak przed ciążami. Nic się nie zmieniło. Żadnej diety matki karmiącej, bo mój sposób żywienia zmienił się już dawno temu. Dzięki temu Kuba chyba obchodzi się gładko bez kolek ( no miał tylko dwie, bo sobie matka rzodkiewki spróbowała).
Waga ruszyła w dół ( najwyższa pora;)). Obecnie 1 kg w dół, więc jest dobrze. Szkoda tylko, że moja skóra na brzuchu tak powoli się zmniejsza, mimo pielęgnacji, bo chciałabym już wrócić we wszystkie swoje ubrania. Jak nie wrócę, to trudno, rozmiar 38 też bedzie git:)! W końcu mój brzuch otoczył opieką trójkę największego szczęścia jakie mam, więc cóż go nie lubić;) chociaż z ekonomicznego punktu widzenia, trochę byłoby mi szkoda, bo wreszcie mam w szafie to co zawsze było mi potrzebne. już widzę radość w oczach męża, jak wspomnę wtedy o kolejnych zakupach- hi hi hi;)
Dziś byłam nawet na niedużych- chciałam sobie tunikę i sukienkę na te ciepłe dni kupić, ale uwierzcie, że nic nie pasowało. Albo worek albo za obcisłe w brzuchu. Ale szukam dalej, może do końca lata coś znajdę;)

Byłam dziś z Kubą na szczepieniu. czekając na wizytę poszliśmy na spacer. Jejku, chyba ta dzielnica nowej huty jest lasem zieleni w tej betonowej dżungli, którą staje się powoli nasze miasto. Śpiew ptaków był tak duży, jakby zleciały się wszystkie z miasta, a w koło taka zieleń i zapach kwitnących drzew. Jak w lesie:) Prawdziwa przyjemność.

Chyba zabiorę dziś chłopców do m1 na kulki, bo pogoda w kratkę, a sama może przejdę po tamtejszych sklepach?:)

środa, 10 maja 2017

6 tygodni po trzecim porodzie

Obecnie jestem 6 tygodni po porodzie. Ogólny bilans jest bardzo dobry. Pozostało mi po ciąży jeszcze 9 kg. To dużo,  bo myślałam,  że zostanie znacznie mniej. Jednak waga nie kłamie i od dnia powrotu do domu cały czas utrzymuje się 62 kg. Bardzo chciałabym wrócić do swojej 53 kg, ale zadowole się też i 55 kg. Wiem po sobie, ze to proces dlugofalowy, jednak wiem że go zrealizuje. Chociaż sklamalabym, gdybym nie powiedziała,  ze chce ten stan na już! ;) ja z tych kobiet jestem, co figurę muszą sobie same wypracować w pocie czoła.
Mieszcze się we wszystkie swoje poprzednie ubrania z rozm.36, które były na mnie luźne. W tych dopasowanych wyglądam puki co jak szynka na wedzarce, ale mam motywację i chęci, aby wrócić do całej swojej garderoby:)
Nie narzekam, bo nie ma sensu. Została praktycznie tylko naciągnięta skóra na brzuchu, który teraz jest niezłym flaczkiem;( Ale praca nad jego rzeźbą to kwestia czasu, którego nie przyspieszę.
Cieszę się, że mam inne podejście do siebie po kolejnym porodzie. Jestem bardziej zdystansowana do praw natury, na które nie mam teraz wpływu.  Potrzebny jest czas, z resztą jak na wszystko. 

I tak ten stan po ciążowy w którym jestem, jest najlepszym ze wszystkich trzech:)

Cera moja nadal nienajgorsza, chociaż mocno poszarzała i nieco zmarszczek się uwydatniło. O zmęczeniu nawet nie piszę;) I tak jak na zmarszczki i inne problemy zakupiłam wczoraj kilka specyfików, które (jak obiecują producenci), rozświetlą, wygładzą i odżywią moja cerę, tak na więcej snu i mniej obowiązków puki co żadnego specyfiku nie znajdę;)

Bardzo potrzebuję jednak ruchu, ale nie żeby chudnąć, tylko dla rozruszania, dla relaksu. Czekam, aż mój komputer wróci z naprawy, żeby móc zabrać się za fikanko z Anią Lewandowską. Uwielbiam jej ćwiczenia- osobiście mnie bardzo podeszły do gustu i prawdę mówiąc nie bardzo lubię ćwiczyć już z kim innym;)  Na chwile obecną staram się dużo spacerować z Kubusiem niezależnie od pogody:) To mnie niesamowicie odprężą, kiedy w koło jest tak zielono i czasem uśmiechnie się słońce:)

Na szczęście wróciła mi już zdolność racjonalnego układania sobie planu dnia. Teraz, kiedy się już nieco znamy z Jakubkiem, łatwiej jest mi ogarnąć dzień. Łatwiej znaleźć czas dla chłopców, dla siebie, dla domu. Chociaż nadal się zastanawiam jak to jest możliwe, że ogólnie tylko piorę i prasuję;) Dobrze, ze raz w miesiącu przychodzi Iwonka i ogarnia nasz domowy przybytek dokładniej.

Co jednak najbardziej mnie cieszy, to idę w poniedziałek zrealizować swoje marzenie. Będę nosić aparat ortodontyczny, na te moje krzywizny:):):) Mam na razie pierwszą wizytę, na której dowiem się co i jak, ale jestem mega zadowolona. Tyle lat się wahałam, zastanawiałam. Teraz wreszcie mogę to realizować:):):)

poniedziałek, 8 maja 2017

wieje

Własnie wróciliśmy z Kubusiem ze spaceru. Wieje jak w kieleckim, ale korzystam z chwili, puki jeszcze słońce jest, bo prognozy na najbliże dni nie są obiecujące. A na przyszły tydzień, to już w ogóle dramat. My jednak trzymamy się pozytywów w tych "nieco" chłodnych majowych dniach;)
JuŻ nie wiem ile razy pisałam, że trzecie dziecko to zmiana w Życiu. Jednak w naszym puki co, ta zmiana wychodzi na bardzo dobre:) Trzecie dziecko to w naszym wydaniu większy spontan;) Najpierw zabraliśmy się całą watahą 3 maja po śniadaniu do Szczawnicy, tak sobie pospacerować i na rowerkach pojeździć. W sobotę natomiast zamiast oddawać się "sobotnim rytuałom" sprząaniowym, Łukasz zabrał chłopców na wycieczkę pociągiem do Wieliczki (bo nasze Szkraby jeszcze nie korzystały z tego cudu techniki), a potem spotkaliśmy się z rodzeństwem mojego męża i Jego rodzinami na rynku, aby spędzić razem czas (my z Kuba dojechaliśmy tramwajem).  Wyobraźcie sobie ile miejsca zajęliśmy w 3-ch papryczkach na małe co nieco. A było nas nie mało: 6-cioro dorosłych, 8-ka dzieci i 3 wózki. Sala raptem na 20m2 :) 
Spacerując po rynku akurat trafiliśmy na puszczanie baniek! Nie muszę chyba mówić, jak dzieci się wygoniły?!:) Ta bąbelkowa eskapada trwała do czasu, kiedy nie wygonił nas jakże intensywnie padający deszcz:/
Dzieciaki zaliczyły jeszcze jazdę bryczką z konikami i mega długi spacer. Ponieważ nie wzieliśmy z domu fotelika, wracałam do domu z Olkiem. Mój mały muzyk oczywiście zaserwował nam dłuższy postój przy Bramie Floriańskiej, bo akurat grał jakiś zespół uliczny. Jego uwagę przyciągnął saksofon. No chłopcy grali bajecznie. Chyba ze dwa tramwaje nam zwiały. Olek sobie cały czas podtańcowywał do tego co grali:) Wieczorem padli w objęcia Morfeusza od razu. 

W niedziele odwiedzili nas znajomi. Spotkanie zakończyło się wspólnym planem wyjazdu do Zakopanego za 2-3 tygodnie kolejka na Kasprowy. Kuba zostanie z babcią, bo aż tam byśmy Go nie ciągli- zdrowy rozsądek pozostał:)

Kubuś coraz dłużej już nie śpi, coraz częściej otwiera oczka, zaczyna gaworzyć (na razie pojedyncze  głoski), uśmiech prawie zawsze kiedy dopadają Go chłopcy:)
 Napisałabym jeszcze dużo, ale Kuba się budzi i pewnie zaraz zacznie "prosić" o mleczko;) 

I jeszcze ja z dzisiejszego spaceru, bez ściemy pozowania i wybierania najlepszego zdjęcia:) Ależ wały sa puste o tej godzinie:)

piątek, 5 maja 2017

kwiecień 2017 w telefonie

Ten miesiąc to dla nas jak już wiecie nowe wyzwanie. To nasz pierwszy miesiąc, kiedy jesteśmy rodzicami trójki cudownych chłopców. Do wielu rzeczy trzeba było znowu sie przyzwyczaić, do wielu złapać dystans. Jednak to co jest dla nas najważniejsze, to poczucie, że jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, mimo trudności i zmęczenia. Także mniej więcej to co udało się złapać telefonem w naszej kwietniowej codzienności.

To zdjęcie dostałam od męża w szpitalu: Chłopcy pomagali złożyć łóżeczko dla Kuby, a Miłosz przygotował Mu wyprawkę:) Olka nie ma, bo Olek bardziej woli składać i majstrować niż urządzać:)


Prace chłopców z warsztatów świątecznych u Olusia w przedszkolu. W tym roku pierwszy raz udało się na nich być również mężowi. Od lewej kurczak Olka, po prawej Miłosza.


Niedzielne popołudnie. Obiecane lody nasz pierwszy ( i napewno nie ostatni) raz na good lodach na placu centralnym! Niebo w gębie!!!!
Pierwsze ciepłe dni kwietnia. Skoro taka bajeczna pogoda, to kanapka na podwieczorek obowiązkowo tylko na polu:)

Wieczór we dwoje, a raczej we troje: ja , Kuba i laktator;) 

My się karmimy, a Olcik tworzy wspaniałe budowle klockowe. Bałagan w pokoju dzięki Bogu został już okiełznany. I jak to w życiu bywa, powrócił jeszcze kilkadziesiąt razy;)

Bracia dzielnie doglądają najmłodszego:)

Przedstawienie na placu centralnym Miłoszkowej grupy z przedszkola z okazji dnia ziemi.

Matka na niedzielnym spacerze. Przez okno Hawaje, a na zewnątrz Biegun Północny!;) Ale musieliśmy wyjść na rowery, bo ileż można w domu siedzieć?


czwartek, 27 kwietnia 2017

To już miesiąc

4 tygodnie.Wlaśnie tyle czasu jesteśmy piecioosobowa rodziną. Skład zupełnie jak w rodzinie.pl😉 wszyscy mi mówią,że teraz to jestem w domu królową,  mając tyłu chłopa w domu.  Ja bardziej czuję się jak kopciuszek przed wizytą dobrej wróżki; )Ale biorąc pod uwagę, nasze wyobrażenia jak to będzie,  A stan rzeczywisty, tom powiem wam, ze jest lepiej niż myśleliśmy! Ogarnąć wszystko puki co, jest dużo łatwiej niż przedtem. Naprawdę! W usypianiu dzieci chyba doszliśmy do perfekcji, bo od tygodnia całą trójką chodzą spać przed 20. Tylko Jakub wstaje co 3 godziny na karmienie, ale on jeszcze ma prawo;)
Z przedszkolem, zajęciami dodatkowymi też jest spoko. Nie przypuszczalismy z mężem, ze tak gładko nam to zadziała-z czego się bardzo cieszę.
Nawet ostatnio doszłam do wniosku, ze z trzecim dzieckiem, to chyba w bonusie od losu, człowiek dostaje mega duże pokłady luzu:) poważnie!
Czuję taki spokój,  nigdzie się nie spieszę,  A nawet jeśli tak, to nie szaleje jak kiedyś. Po,prostu wiem, ze głową muru nie przebije.

Zaczynamy również drugi etap prac przed domem. Robimy kostkę, bo płot już stoi:) chociaż znaleźć ekipę w dobrej cenie, puki co ciężko.  Nasi fachowcy mogą przyjść za 3 miesiące, ale wolelibysmy wcześniej zakończyć ten cały majdan pod domem.  Jeśli o mnie chodzi,not przydała by się wydłużyć czas, kiedy chłopcy sacw przedszkolu u kilkadziesiąt godzin, żeby wykończyć obowiązki domowe. Byłoby więcej czasu na odesłanie nocy😂
Ale nie narzekam, w takim pełnym luzu domu też można chwilkę pomieszać; )

Podsumowując jest super. Czas szybko mija i jedyne czego mi brak, to spacerów, bo z Kubą Kubą ta pogodę tylko autem:( A tak bym głowę przewietrzyć chciała.

sobota, 22 kwietnia 2017

może przyjdzie

Zaplanowałam sobie kiedyś, kiedy Jakub był jeszcze w brzuszku, że kiedy chłopcy będą w przedszkolach, ja i najmłodszy będziemy sobie pięknie spacerować w otoczeniu zieleni, wiosennie kwitnących drzew, przy śpiewie ptaków w promykach słonka.
 No pięknie sobie to zaplanowałam. Stan rzeczy na dziś jest taki, że wózek wymieniam na sanki, a letnie odzienie na kurtkę zimową:) Tak moje plany "zawsze się spełniają";)
Dzisiaj kiedy obejrzałam co dzieje się na zakopiance, widzę, że tegoroczny kwiecień jest czysto przysłowiowym;)

Ostatnio, kiedy była u mnie położna, że zdziwieniem stwierdziła, że jak na takie stadko chłopców w domu to mam mega porządek! Ha ha ha ona po prostu nie widziała tego, co dzieje się na piętrze naszego domu;) a w pokojach chłopców już w szczególności:)
Od tygodnia natomiast nie robię nic innego tylko piore i prasuje!Niby taki malec do nas dołączył, a ja końca tego prasowania nie widzę! Całe szczęście Kubuś prawie cały czas śpi, więc jest czas na wszystkie domowe prace.
Dziś mieliśmy iść na przedstawienie teatralne Miłosza na plac centralny, ale ze względu na pogodę, został odwołany. Więc znowu czeka nas weekend w domu. Właśnie słuchamy o rodzinie wafelkow, których dzieci uwielbiają:)
Potem już tylko wspólna zabawa do wieczora:)
I jak wszyscy czekamy na lepszą pogodę, co by na rowerki, wózki i spacerki wyjść można:)

czwartek, 20 kwietnia 2017

o Kubie słów kilka

Kubuś jest z nami już pełne 3 tygodnie. To niesamowite jak szybko to przeleciało?! A znając życie kolejne tygodnie przelecą nam jak woda przez palce.
Nasz mały Królewicz to bezwątpienia "maskotka" wszystkich domowników:) Jest małym przytulaskiem, jak chyba każde dzieciątko w Jego wieku:) Najlepiej mu zawsze u mamy:) chociaż nie pogardzi uwagą pozostałych facetów:)
Uwielbia, kiedy się do Niego mówi. Już pięknie otwiera oczka, świadomie podąża za głosem. Zauważa już przedmioty typu miś lub większa grzechotka. Bardzo lubi szumienie- raz już w nocy słuchaliśmy szumu suszarki przez youtube:) Tak wina kolki.
Nasz malutki oprócz tych kilku czynności, które trwają niespełna max.godzinę, ciągle śpi. Jejku, jakie on ma spanie!!! W nocy spał dziś 5,5 godziny i spałby jeszcze, gdyby matka nie wyrwała się ze snu, że przespała karmienie!  No budzika nie słyszałam, ale każdy lekki kwęk każdego z chłopców zawsze słyszę i jestem czujna. Widocznie włączyła mi się znieczulica na budzik;)

Karmimy sie mieszanie z przewagą piersi. To dla mnie nowość w mojej matczynej karierze, bo mimo, że trzecie moje dziecko, to pierwsze karmione piersią! Nie ma tragedii, chociaż ten ból brodawek czasem to masakra, ale da się z tym żyć;)

Powoli zaczynamy już też wyrastać z ubranek. No rozmiar 56 robi się już powoli lekko maławy, ale przy pięknej wadze 3900 g ma prawo:)

Jeśli chodzi o mnie, to jestem bardzo szczęśliwa. Wszyscy jesteśmy.:) Cudownie jest znowu trzymać w ramionach niemowlaka, czuć ten piękny zapach, dotyk delikatnej skórki.
Powoli tracę swoja konsekwencję, którą miałam przy Olku i Miłoszu. Chociaż staram się ja utzrumać w ryzach, to czasem czuję, że mi ciężko, kiedy muszę odnieść Go do łóżeczka:)
Na razie jest bardzo dobrze, ogarniam wszystko. To co sobie założyliśmy w działaniu z mężem ekstra nam się sprawdza, chociaż oboje mamy świadomość, że trudności pojawią się, kiedy Kuba będzie potrzebował więcej uwagi i będzie bardziej mobilny.  Wtedy chyba dopiero poczujemy co to znaczy mieć trójkę dzieci:)


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

11 dni


Przez te kilka dni nasz świat aż tak się nie powywracał, jak myślałam, że się wywróci. Nie ma żadnej rewolucji. Jest po prostu kolejny mały człowiek do kochania i całowania i przytulania i wychowania. Chłopcy uwielbiają Jakuba. Są w Nim niemal rozkochani, a każdy na swój sposób Mu to okazuje. Przyjemnie jest patrzeć kiedy całują Jego nóżki, rączki, czółko, główkę, policzki:) Oby tak zostało:) Bardzo dojrzale zachowuje się względem braciszka Oluś. Mimo, że ma trzy latka dopiero, to Jego zaangażowanie jest wprost czasem nieproporcjonalne do wieku. To nas cieszy.

Mimo, że Kuba nie mieszka z nami długo, bo raptem 8 dni, to mamy wrażenie, że jest z Nami od zawsze. Jest luz i normalność, bez zbędnych och-ów i ach-ów.

Wg mnie najlepsze są w dużych rodzinach zakupy. Raz poszliśmy wszyscy, jak na 5-cio osobową rodzinę przystało. Zawsze myślałam, że te zakupy pokazane nie raz na filmach w "krzywym zwierciadle" to wymysł scenarzysty. No to nie jest wymysł! Widok Miłosza nurkującego w lodówce po lody, gdzie praktycznie nogi fruwają Mu w powietrzu. Wojna o to kto prowadzi koszyk, dzieci, które wkładają wszystko z pólek w danym dziale do koszyka, kiedy tylko rodzic się odwróci po to po co przyszedł, hałas i zamieszanie jakie robią w dziale z płatkami śniadaniowymi i rozbawione miny pozostałych zakupowiczów, kiedy trzeba wybrać tylko jedne płatki, a wybór taki wielki i ochota każdego na inne:) Dawno się tak nie śmialiśmy z mężem na zakupach.

Powoli nabieramy nawyku ponownego zabierania ze sobą pieluch;) chociaż nie jeździmy już jak tabun cyganów, jak przy pierwszym dziecku;)

Jest fajnie. Naprawdę jest fajnie. Chociaż jest też potworne zmęczenie, płacz, rozdrażnienie, to nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.

wtorek, 4 kwietnia 2017

mały ksiaze

30 marca pojawił się wreszcie nasz wyczekiwany przez wszystkich nowy domownik. Jakub nareszcie zaszczycił nas swoją obecnością:)
To 3350 grama do kochania:)
Chłopcy oszaleli na jego punkcie!zwłaszcza Olek. Ciągle go całuje, dotyka, głaska. Jest bardzo otwarty na brata. Miłosz również go uwielbia, ale po swojemu:delikatnie, ostrożnie. Najbardziej lubię dawać Mu zabawki puszczalki ii puszcza pozytywke:)
Patrząc na siebie i męża(chociaż siebie w lustrze nie poznaje;-)) to widać ogromne szczęście i radość. To takie ogromne poczucie szczęścia!!! Boże, jak ja jestem Ci wdzięczna za to nasze potomkowie szczęście:)

piątek, 31 marca 2017

marzec 2017 w telefonie

Motyl zrobiony przez Miłosza w przedszkolu na zajęciach plastycznych.
Nasze ogrodzenie nareszcie skończone!!!:)
Pierwsze wyjście chłopców na ogród, bo pogoda na to pozwalała. Słuchając w domu tych śmiechów i radości, nie mogłam oprzeć sie pokusie uwiecznienia chwili.
Ja w 39 tygodniu mojej trzeciej ciąży. No nie wierzę, że nadal jestem w dwupaku!!! A miał ten mój synek tak wcześniej się rodzić.
Ostatni trening piłkarski Olka- przynajmniej na razie. Stwierdził kilka dni wcześniej, że On nie chce już chodzić, bo go to nie interesuje (w przeciwieństwie do brata). Dlatego nic na siłę, chociaż troszkę szkoda.
Przedstawienie u Miłosza w przedszkolu z okazji pierwszego dnia wiosny. Mój artysta był jeżem:)
Przełamujemy własne lęki, czyli pierwsza przygoda chłopców na ściance wspinaczkowej. Byli zachwyceni, więc mam nadzieję, że na jednym razie nie zakończymy:)
Niedzielne inspiracje popołudniowe na brak pogody, czyli prace manualne:) Chłopcy sami wycinali i kleili i wymyślali. Mama tylko podrzucała czasem jakis pomysł;) Słoń i kurczak jest Miłosza, a żaba i drzewo Olka:) makieta- wykonanie matki, a jak;)
Jakiś czas temu Łukasz ściągnął program nauki programowania systemów dla dzieci. Tu obaj pochłonięci "box island". Bardzo fajny program- nauka przez zabawę:)
Klocki lego, to z pewnością hit ostatnich miesięcy. Kochają zarówno lego city jak i duplo. Przepadli na amen;)

Ostatnie dni miesiąca, czyli wiosna na całego. A jak wiosna i słońce i ciepło, to są i podwieczorki na polu:) Chłopcy już zapowiedzieli, że na weekend chcą grilla:)
Najpiękniejszy koniec miesiąca:)




wtorek, 28 marca 2017

na budowie

Pogoda dziś cudowna.Kuba nadal w brzuchu, a my korzystamy z pięknej wiosny:) Chłopcy dziś zdecydowanie budowlancami zostali. Była próba gry e piłkę z mamą(a mamą chętnie grała),Ale przegrałam z chęcią zabawy ziemią, błotem i wozemiem tego wszystkiego po ogrodzie;)
Więc ja spaceruje po ogródku, aby Kubę zmobilizować, a moi budowniczy pracują...
Jak ja czekałam na tą pogodę i na te ich ogrodowe zabawy:)







środa, 22 marca 2017

2 tygodnie

Tyle czasu mam jeszcze do porodu i widzę,że poród będzie w terminie. Już przywyklam do tej myśli. Mój syn jest uparty, typowy baran. Zachowanie ma ustnie po tacie;) wesoło będzie, a on jeszcze w brzuchu;)  Co do mojego stanu, to młody strasznie naciska na macice, jest już ciezki. Mój mały olbrzym;) jedzenie to dla mnie problem, bo mały zajmuje strasznie dużo miejsca. Przytulanki już 16 kg, obecną wagą to 69 kg. Do porodu jeszcze dorodne pewnie;)
Teraz dużo spie ciągu dnia. Jestem potwornie zmęczona, a do tego zgaga jest ogromna. Ale już 2 tygodnie i Kruszek będzie z nami:)

piątek, 17 marca 2017

pierwsze koty za płoty


W pierwszej kolejności, chciałam bardzo podziękować za wsparcie pod ostatnim postem, w szeroko rozumianym przeze mnie stanie w jakim się znajduję. Razem z moim mężem przywracacie mnie na właściwy tor. Dziękuję.

Dzielnego mam tego syna mojego najstarszego jak zucha!!! Wczoraj był na pierwszym naprawianiu  ząbka, ponieważ zrobiła się mała dziurka. Bez znieczulenia pięknie dał sobie borować ząbka. I do tego taki był zadowolony i z siebie dumny, a ja z Niego:) uprzedziła nas pani stomatolog, że ząbki niedługo będą wypadały! I tu szok, bo dotarło do mnie, że Miłoszkowi będą wypadały a Kubie pewnie wychodziły!:) wesoło będzie;) Mąż jak mu o tym powiedziałam, to wziął Miłosza jeszcze sobie poprzytulać, żeby jak to ujął: "choć synku do taty na przytulasa, puki jeszcze masz na to ochotę, bo kiedy zaraz dorośniesz, to kto inny pewnie będzie cię przytulał".:) I kiedy to wszystko tak uciekło?! Czas pędzi, a dla nas jest nadal naszym maluszkiem;).

Oluś z dnia na dzień zaskakuje nas swoimi spostrzeżeniami i obserwacją. Tak skończył 3 lata i jakby przeszedł przez jakąś bramę świadomości, bo nawet ten nasz Malutki robi się nie tylko mądrym, ale i dojrzałym synkiem:( A jeszcze przecież parę chwil temu (jak dla mnie wczoraj) obaj się rodzili, a tu niedługo rodził będzie się Kuba, a o będą naprawdę Jego starsi bracia.

Wczoraj wieczorem (przy nieocenionym wsparciu męża) dogadałam się z Kubą, że cierpliwie poczekam jeszcze na Niego (te kilka dni, potem zobaczę jakaż będzie moja psychika;)). Zapewniłam tego orzeszka mojego, że bardzo go kochamy i po prostu nie możemy sie doczekać, aby Go poznać:) Chyba też wziął sobie do serca te swoje wygibasy w moim brzuchu, bo dziś był tak delikatny w swoich kopniakach, że miałam wrażenie jakby się bardziej tulił od środka do mnie :) No tyle chociaż, że mniej obolała dziś jestem:)

I zaczynam intensywnie myśleć o drugim dniu świąt, bo planujemy wtedy zrobić chłopcom wspólne urodziny dla rodziny:) Zajmę tym myśli przynajmniej, to łatwiej dojadę do terminu. W końcu jeszcze 2 tygodnie i 3 dni...ehhhh.....

czwartek, 16 marca 2017

"załamanie" matki, czyli 37 tydzien w toku

Ależ mi się chce płakać. Najchętniej bym się poryczała jak bóbr, ale siedzę w aucie  po wizycie u lekarza, a zaraz po Miłosza muszę iść do przedszkola i do stomatologa go zabrać. Ale chyba poplacze się w domu, tak ulżyć mi;(
No Kuba mój uparciucj mały pchali się na ten świat już 34 tygodniu, a teraz jak można to sobie z matki żarty stroi. Skurcze mam przepowiadajace od kilku dni, a porodu ni Widuchowa ni słuchy! Dziś jeszcze lekarka pogrzebala moje nadzieję, bo kolezka jeszcze daleko w tyle i porodu raczej z tego nie będzie. Zero objawów, zero nadziei. A matka już ledwo zupie, ciężko, puchnie jak bańka mydlana i 16 kg do przodu już jest a woda robi swoje.
Tak się nastawilam na wcześniejszą opcję porodu, a tu taki kubeł zimnej wody!:(  i do tego to poczucie nie kobiecości:( no załamuje mnie ten mój mały facecik:(
Ale to chłop, to czego się po nim spodziewać? Nadziei narobi, a potem cisza...

sobota, 11 marca 2017

żartowniś

Byłam przekonana, że tej nocy wszystko się rozwiąże. Najpierw skurcze co 10 minut, potem pozostałe objawy i już myślałam, że jeszcze parę chwil i zawitamy na porodowce. A mój syn poszedł chyba spać, bo chyba mu się znudziło wychodzenie. Tak sobie gra ze mbacw gumki mój najmniejszy:(
Jak rano zapytałam męża, czemu to nasze dziecię nie wychodzi, to się zasmial i powiedział:"Moniuszki, przecież nasza rodzina to same uparciuchy i Ty i Ja i chłopcy, więc jakże On mógłby być inny?" No trudno nie przyznać Mu racji. Wysłuchał się przez 9miesięcy, to teraz pokazuje, że pasuje do nas jak ulał;). Tak więc muszę czekać....
Dzisiaj natomiast chłopcy byli przecudowni. Tak pięknie się bawili razem caly dzien. Do 11:00 bawili się w pizamach. A co tam, weekend mamy:) kiedy pilismy z mężem poranną kawę wsluchani byliśmy tylko w okrzyki radości i śmiech naszych synów, którzy sprawnie przedstawiali nasz,salon:)

Od południa obaj buszowali po ogrodzie:) największa frajda- kopanie w glinie, wozenie tego taczkami po całej działce. Do domu wrócili dopiero po 17:00! Dzięki temu tyle rzeczy zrobiłam w domu, że aż byłam zaskoczona:) A patrzenie na te radosne i umorusane buzie i okrzyki radości dobiegajace do domu przez cały dzień, to była najmilsza muzyka dla moich uszu:)


Teraz śpią obaj jak zaczarowani:) to może i ja się wyspie, skoro Kuba jeszcze zostaje w brzuchu:)

piątek, 10 marca 2017

Polecane, odkrywane

Dzisiaj chciałam Wam opisać kilka produktów kosmetycznych, które odkryłam całkiem niedawno, a które bardzo dobrze sprawiły się w sowim działaniu u mnie.
To krem do twarzy polskiej marki Miya, kremy do rąk krakowskiej firmy anida oraz odżywka do rzęs i brwi.

Odżywka do rzęs firmy Oriflame. Kupiłam ją w zestawie z tuszem i kremem na jakiejś promocji katalogowej. Tusz i krem bez rewelacji, ale odżywka jest wspaniała. Bardzo fajnie odżywia moje rzęsy (miałam z nimi nieco problemu przez codzienne stosowanie tuszu do rzęs), doskonale je "układa", uwydatnia, podkręca, że po nałożeniu rano tuszu wyglądają bardzo efektownie.
Dodatkowo zauważyłam poprawę kondycji nie tylko rzęs, ale i brwi. Ja stosuję ją 2-3 razy w tygodniu na noc. Myślę, że zawita u mnie na stałe.

Krem do twarzy Polskiej firmy Miya poleciła mi sama Kasia Tusk;) Na swoim blogu Kasia pisała o tym kremie i bardzo mnie zaciekawił ze względu na dobór składników oraz właściwości. Firma puki co ma tylko te kremy w ofercie, ale jestem bardzo ciekawa produktów do pozostałej pielęgnacji (jeśli takowe są oczywiście planowane). Po szczegółowe informacje odsyłam na bloga Kasi. LINK KLIK
Ja akurat wybrałam ten, ponieważ najbardziej spełniał moje oczekiwania co do działania kremu.

 Krem do rąk firmy Anida, to również produkt w 100% wyprodukowany w Polsce (i w dodatku z Krakowa:)). Kupiony za kilka złotych w aptece. Akurat potrzebowałam kremu do rąk, bo moje dłonie po zimie zawsze wyglądają i są bardzo wysuszone i tak naprawdę nic im nie pomagało. Ani olejki, ani "lepsze- znaczy droższe" kremy. Więc z rozpędu wzięłam, a co tam. Różnica widoczna od razu! Aż byłam w szoku i nadal jestem, jak ten  krem do rąk pięknie odżywia i nawilża moja skórę rąk i paznokci. Jest kilka rodzajów, zapachów i form działania, ale mnie akurat przypadł ten. Ten zakup to był najlepszy strzał w dziesiątkę:)!
Ostatnio sporo przeglądam blogów kosmetycznych, które swoje wpisy poświęcają mniej chemicznym kosmetykom oraz Polskim producentom. Aż jestem zaskoczona taką ilością firm wywodzących się z Polski, które stawiają JAKOŚĆ produktu!!! Ostatnio znalazłam kilka postów o firmie Mincer, która urzekła mnie swoją ofertą na krem pod oczy, ale ten zakup musi poczekać do następnego miesiąca:)

Cały wpis nie jest sponsorowany. Jest to moje odczucie i produkty, które kupiłam sama i chciałam się z Wami tym podzielić.

środa, 8 marca 2017

36 tydzien trzeciej ciaży

Paczek z lukrem. Po tym zaraz troszkę wędzonego pstrąga, a wszystko przełamane soczystą pomarańczą. Tak to moje dzisiejsze drugie śniadanie i bardzo, ale to bardzo mi to połaczenie smakuje;) 
Nadal jestem w dwupaku, chociaż mam nadzieję, że zaraz ten stan ulegnie zmianie, bo Kuba ma tak mało miejsca, że mam wrażenie, że zaraz wyjdzie mi pępkiem, co jest niezmiernie bolesne.
Dziś w nocy z cichą nadzieją czekałam aż pojawi się zielone światło do wyjazdu na porodówkę, ale jedyne co nas czekało to krtań Olka. Biedny przyszedł w nocy i z trudem oddychał. Pomogły inhalacje. Dziś pediatra nałożył na nas trzy dniowy "areszt domowy". Teraz jeszcze pojawiła się gorączka, więc chorobo znowu witaj:(

Nie dajemy się jej jednak i o dziwo, jak przystało na chorego Aleksander grzecznie odpoczywa w łóżku! To znak, że naprawdę jest chory. Leżymy sobie więc razem, skoro nawet słonko postanowiło dzis nie wstawać.
Waga się ruszyła w tym tygodniu o cały kilogram, więc stan obecny 68 kg. Matka puchnie już wodą, co mnie strasznie wkurza, bo zaraz będę wyglądać jak księżyc w pełni. Ale jeszcze może 1-2 tygodnie i Kubiks będzie z nami:)

Pamiątkowa fota matki z 36 tygodnia będzie dziś taka:


wtorek, 7 marca 2017

typowa kobieta

Wczoraj poszłam dokupić brakujące ramki do powieszenia w naszej sypialni. W końcu najwyższa pora je zawiesić. Po drodze jednak stwierdziłam, że te 6 co już mamy, to i tak wystarczy, więc dokupię tylko kilka brakujących rzeczy i jadę po Olka. I tu przechodząc przez galerię zboczyłam z trasy;)
Tak więc wczoraj poszłam po ramki, a wyszłam z butami:) Mój mąż tylko się zaśmiał i wzdychnął, ale butów na wiosnę nie mam rzecz jasna, a tu taka promocja na dzień kobieta:)No okazji, przecież nie można marnować pod warunkiem, że owe rzeczy są potrzebne;)
Tak więc cieszę się z moich dwóch nowych par butów :)

Wieczorem Miłosz po powrocie z treningu, wpadła szczęśliwy do domu jak torpeda i od razu przybiegł do nas na górę, aby przekazać nam (mnie i Olkowi) najwspanialszą nowinę: Został kapitanem drużyny na kilka dni!!!! Oto i dowód:
Jakiż jest z siebie dumny i szczęśliwy i my z mężem również cieszymy się Jego radością i jesteśmy dumni!! I taka euforia, radość zawsze nas motywują, że to całe poświęcenie robienia za taksówkarzy jest ważne! Daje radość i spełnienie. Patrząc wczoraj na Miłosza tak szczęśliwego i dumnego z siebie, poczułam się chyba najdumniejszą matką w danej chwili:) Oluś też pięknie pogratulował bratu i cieszył się razem z nim! Super, że potrafią się wzajemnie wspierać i doceniać:) Im starsi są obaj tym bardziej :).

Natomiast w niedziele podczas spaceru, Olus zebrał szyszki, które wiatr stracił z sosny sąsiada. Jedna dla Siebie druga dla Miłosza. Pod domem nazbierał jeszcze 4 kamyczki i na naszych schodach ułożył z nich domek, a w tym domku umieścił kamyki. Każdy kamyk odpowiadał osobie z naszej rodziny. Mój kamyk był największy!!! Ale dlatego, że w brzuszku (tego kamyka) był jeszcze Kubuś!!! :):):)

On tak bardzo mówi teraz o rodzinie, o tym co nas czeka. Przy wspólnych posiłkach zawsze liczy stan ludzi przy sole i zawsze pamięta o Kubie. Jeszcze nigdy Go nie pominął:) Już nie mogą się doczekać. Ja też:) Ale jeszcze chwilka i moi trzej malutcy będą w komplecie:)

I chyba jednak zrobię sobie grzywkę. Ten temat powraca w mojej głowie jak bumerang i żyć mi nie daje. Jeszcze nie wiem czy na prosto, czy na skos, ale grzywka będzie. Puki co w poniedziałek (jak dotrwam) idę się porozpieszczać na pedicure!