Moja lista blogów

piątek, 23 czerwca 2017

Gadulinski cyckowy

Od kilku dni Kubuś zrobił się bardzo rozmowny podczas karmienia piersią. Najpierw je, Cmoka, a po chwili zaczyna się uśmiechać całą swoją gebusia:) a jak tak się śmieje i mamą odwzajemni uśmiech to zaczyna Gaworzyc, tak że zapomina co tak naprawdę robi. I to nasze karmienie się przeciaga, ale jest jakże przyjemne:)
Uwielbiam te nasze karmienia!!

wtorek, 20 czerwca 2017

oburzenie

Przeczytałam dziś na jednym z blogów pewnie wpis, który wzburzył mnie niemiłosiernie. Może nawet nie tyle wpis, co opinie innych pod postem. Otóż autorka bloga opisuje sytuację z hipermarketu, gdzie jest świadkiem jak dziecko krzyczy, wymusza coś od rodzica, na co rodzic pozostaje nie wzruszony. Dziecko w przejawie niezadowolenia zaczyna bić i wyzywać rodzica w sposób bardzo wulgarny i obraźliwy. Rodzic nie karci dziecka, lecz stara się spokojnie go przytulić. Wzburza to autorkę owego posta, gdyż dziecko nadal bije swojego rodzica z coraz większą agresją i "nienawiścią". Pod opisałą sytuacją, oczywiście sama ocenia rodziców oraz dziecko nazywając je "szczylem", radzi jak to ona nie pozwala swoim dzieciom na takie zachowanie i daje mnóstwo rad, jak to ona sobie świetnie radzi i jako jej dzieci sa grzeczne.
O krew się we mnie gotuje, kiedy słyszę takie głupoty i pozostałe opinie jakże to patologiczni rodzice są owego dziecka. Nigdy nie byłam za ocenianiem innych rodziców. Całe szczęście na fb pod tym postem ukazały się też opinie rodziców nieco bardziej tolerancyjnych oraz rzucające światło na efekty takich zachowań. Wielu mówi tam o autyzmie, zespole aspargera czy o zaburzeniach sensorycznych i innych zaburzeniach.
Powiem wam tak, mój syn choruje na zespół zaburzeń sensorycznych, ma nadwrażliwość dotykową czucia głębokiego. Zdiagnozowano to u Niego dopiero 2 miesiące temu. Idąc do psychologa nigdy nie spodziewaliśmy się z mężem, że diagnoza wskaże coś takiego. A jednak. To trudna przypadłość, chociaż możliwa do oswojenia. Czytając tamtego posta doskonale widziałam zachowanie mojego dziecka. Tak to jest normalne przy tego typu zaburzeniach, że dziecko jest bardzo agresywne względem rodzica lub innych bliskich mu osób, które kocha. W chwili "ataku" dziecko nie ma świadomości co robi, to jest poza nim. Wiele razy byłam uderzana i bita przez własne dziecko. Wiele razy słyszeliśmy z mężem że nas zabija, że zniszczy, że złamie kręgosłup itd. Wiele razy patrzyliśmy jak nasze dziecko sie męczy trzymając i kumulując w sobie różne emocje i te dobre i te złe. Miłosz nie potrafi radzić sobie z wielką radością, ze zmianą. To jest cholernie trudne dla każdego rodzica. Po wyładowaniu wraca do niego co sie stało, co robił i męczy go ogromne poczucie winy. Przeprasza, płacze, tuli się.Najgorsza jest bezradność w takiej chwili, próba okiełznania go. Łatwiej jest w domu, wiadomo. Ale każda taka "agresja" zostawia i na nas ogromny ciężar głównie psychiczny. Bo przecież trudno jest patrzeć na cierpienie swojego dziecka, a jeszcze trudniej czasem to wytrwać. Wiele razy pojawiały się łzy, wiele razy bezsilność.Jeszcze częściej zastanawialiśmy się dlaczego?  Mamy to szczęście, że jest rehabilitowany, że powoli te 2 miesiące pracy w tym kierunku przynoszą pierwsze efekty.   Ale jest bardzo dużo pracy jeszcze przed nami. Czasem sami już ledwo psychicznie dajemy radę, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy ta nadwrażliwość się uaktywni. Bywa, że w kilka minut potrafi być zniszczony nawet najlepszy i najspokojniejszy dzień.
Dlatego wkurzam sie, kiedy czytam, że teraz modne jest wkładanie niegrzecznych dzieci do jednego worka z chorobą autystyczną, bo przecież autyzm to zupełnie co innego. Nieprawda, zaburzeń umysłowych jest tak wiele, że ktoś, kto nie jest w temacie nie powinien wypowiadać się, a już najbardziej oceniać metod pracy rodzica z dzieckiem, bo patrząc na jedna scenkę nie wiemy nic na temat dziecka i podłoża jego zachowania. Dlatego proszę nie oceniajmy ludzi za sytaucje w jakich się znajdują, bo nie zawsze nasze rady i nasze widzi mi się jest taktowne, aby pouczyć i pokazać jak trzeba robić. Zawsze patrzmy na siebie...

piątek, 16 czerwca 2017

poranki

Nie ma to jak wrócić późno w nocy z grilla, położyć się jeszcze później ze świadomością ze dzieci długo rano pospia i wstać o 6:50 kiedy mały skowronek zaśpiewa"mamo wstałem":). Jest 10:00 mąż w pracy, 2/3 mojego szczęścia nadal śpi, a my  z Olkiem kończymy już kolejne puzzle. Ale poranki nam nie straszne, bo mamy dużą kawę, truskawki i uśmiech na buziach:)
Miłego dnia:)

środa, 7 czerwca 2017

Widoki

Wczoraj wieczorem lunęło deszczem, więc nici z mojego dzisiejszego koszenia trawy. Jednak przerwy być nie może, a chodzą za mną już kwiaty na parapet, czas zrealizować to pragnienie i zabrać się za okna w pierwszej kolejności;) A, że Kubuś dziś mimo koleczki jest nawet spokojny, to w ramach spaceru Jakubek do wózeczka na polko, a mama w okienko. Coby mnie koleżka dobrze widział i słyszał:) Tak więc w niecałe 3 minuty matka okna w kuchni i jadalni umyła, przy iście niewiarygodnie pięknym widoku:) Bo to sama słodycz, kiedy patrzy się na takiego słodziaka:)
Przenieśliśmy Miłoszka od czerwca do przedszkola Olusia. Zawsze myśleliśmy, że zrobimy ruch w drugą stronę, tj. z prywatnego do państwowego. To Olusia jest mega super, ma bogata ofertę programową i zajęciową. No i wozić i odbierać dzieci w jednym miejscu to dla nas duże ułatwienie.Miłosz świetnie się tam zaklimatyzował. Jedyne co było tylko trudne przez 2 pierwsze dni, to ich obopólne mówienie w aucie podczas powrotu do domu co robili. W jednej chwili obaj musieli podzielić się z mamą całym dniem:) Całe szczęście ustaliliśmy sobie małe reguły rozmowy;)

Mój czas juz dobiegł końca, bo Jakub wstał, więc życzę Miłego dnia:)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Po górach i dolinach- Chochołów

Najlepiej odpoczywamy w górach. Tych naszych Polskich rzecz jasna. Na razie Tatry i Pieniny, jednak myślę, że w najbliższej przyszłości, kiedy chłopcy będą więksi czekają nas Sudety. 
W tą niedziele uciekliśmy z gorącego Krakowa własnie w góry. Bardzo potrzebujemy takiego resetu, a chłopcy czegoś nowego. A, że wszyscy lubimy te nasze wyjazdy, więc nie było innej opcji niż tylko zabrać kanapki w plecak i wyruszyć. 

Tym razem znowu pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Jestem dumna z chłopców, bo pokonali swój poprzedni przemarsz tą sama trasą!!! Jak tak dalej pójdzie, to do końca wakacji dotrzemy na polanę chochołowską;)
Powietrze i przyroda są piękne i żadne zdjęcie nie odda tego piękna. Śpiew ptaków, szum potoku i zieleń...
Odpoczęłam....Dużo przemyślałam i nacieszyłam oczy...Oby więcej takich wspólnych wypraw.







środa, 31 maja 2017

maj 2017 w telefonie

Tegoroczny maj nie wiele mniej przypominał kwiecień. Zimno na przemian z gorącem. Miesiąc jednak był niezmiernie udany i przyjemny.

Bańki mydlane na rynku głównym podczas weekendu majowego. Przyjemne rodzinne spotkanie (6 dorosłych i 8 dzieci). Tak, mam dużą rodzinę:) Tu dzieciaki szalejące za bańkami.
Pierwszy maja na totalnym spontanie. To u nas była rzadkość. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że spacer zrobimy w Szczawnicy. Zabraliśmy rowerki, wózek i popędziliśmy w trasę. Zrobiliśmy się bardziej wyluzowani przy trzecim dziecku, to fakt.
Moja nowa miłość zakupowa. Kocham te buty!!!! Są mega wygodne (Mąż miał rację;))
Pierwsze naprawdę ciepłe dni maja i taki oto "tygrys przybłęda" zadomowił się w naszym ogrodzie:)
Jest i coś na sportowo. Wróciłam do biegania (nie regularnego niestety, bo czasem też muszę się wyspać). Tu mój wielki come back po 1,5 roku i 6 rano, kiedy wracałam wpół żywa:)...ale szczęśliwa

Nawet nie myślałam, że będę karmić piersią. Ale bardzo się cieszę, że tak wyszło. to nowe doznanie. I ta bliskość mojego maluszka:) żeby jeszcze tak tymi pazurkami po piersiach nie drapał;)
Cały weekend w domu. Cała ferajna utknęła na dywanie. Moja Młodzież maluje mega kolorowankę, a  Kubuś fika na macie. Oczywiście chłopcy się przekrzykują, a Jakub im wtóruje gaworzeniem. Czasem mamy w domu niezły harmider;)
Rozkochałam się na nowo w zielonym!!!! Kocham takie koktajle. Są mega syte. Tu jakis jeden, który często zabieram ze sobą, kiedy jedziemy prosto na zajęcia dodatkowe z przedszkola. To naprawdę syta przekąska między obiadem, a kolacją.
Spacery w tak słoneczne dni to jest to!Spokojne wietrzenie głowy i odpoczynek. Za kilka miesięcy to sie zmieni, bo będę biegać za moim synem, ale na razie cieszę się chwilą:)
Miłoszek fotografuje Kubusia prawdziwym klasykiem- KODAK na kliszę:) Aparat chłopcy wyłoili z babcinej szafy na rupiecie:)
Przedszkolny dzień mamy i taty u Miłosza. Tak sie mama prezentowała;)
Będzie Ursus jak marzenie! Sobota i przydomowe prace;) Olek artysta w pełnym skupieniu:)
Moje kochane dziewczyny i nasz comiesięczny spęd. Tym razem Krakowski Kazimierz i świętujemy oddanie do druku drugiej książki naszej Madziuli:) 5 lipca premiera "trzeciej" Magdy Stachuli, musicie to przeczytać!!!!
Chia powraca do mojego domu;)Jedno z naszych majowych śniadań.
Mój mól książkowy i jego fascynacja- encyklopedie obrazkowe:)
Pierwsze selfie w windzie;) Jedziemy na rehabilitację, co by Pan doktor matce plecy naprawił;)

miłego czerwca;)




wtorek, 16 maja 2017

pełnia szczęścia

Wróciłam do biegania!!!! Tak bardzo się cieszę. Biegam co drugi dzień rano, po karmieniu Kuby. Przeważnie 5:20 się przystawia, a potem matka szybko w ciuszki biegowe wskakuje i leci sobie na 20 minut. Uczucie jest niesamowite, psychika lżjsza, i nawet senność w ciągu dni minęła. Jestem w domu tak ok. 6:30. Po prysznicu pomagam mężowi wyprawić chłopców do przedszkola i sama  zasiadam do śniadania lub karmie znowu Kubę, a potem śniadanie. Co jest ciekawe, pijąc tylko kawę inkę zamiast kawy (standardowo w kawowej filiżance) nie czuję senności. Chyba ta trzecia ciąża zrobiła mi niezły detoks od kawy;)
Jem zdrowo, racjonalnie, tak jak przed ciążami. Nic się nie zmieniło. Żadnej diety matki karmiącej, bo mój sposób żywienia zmienił się już dawno temu. Dzięki temu Kuba chyba obchodzi się gładko bez kolek ( no miał tylko dwie, bo sobie matka rzodkiewki spróbowała).
Waga ruszyła w dół ( najwyższa pora;)). Obecnie 1 kg w dół, więc jest dobrze. Szkoda tylko, że moja skóra na brzuchu tak powoli się zmniejsza, mimo pielęgnacji, bo chciałabym już wrócić we wszystkie swoje ubrania. Jak nie wrócę, to trudno, rozmiar 38 też bedzie git:)! W końcu mój brzuch otoczył opieką trójkę największego szczęścia jakie mam, więc cóż go nie lubić;) chociaż z ekonomicznego punktu widzenia, trochę byłoby mi szkoda, bo wreszcie mam w szafie to co zawsze było mi potrzebne. już widzę radość w oczach męża, jak wspomnę wtedy o kolejnych zakupach- hi hi hi;)
Dziś byłam nawet na niedużych- chciałam sobie tunikę i sukienkę na te ciepłe dni kupić, ale uwierzcie, że nic nie pasowało. Albo worek albo za obcisłe w brzuchu. Ale szukam dalej, może do końca lata coś znajdę;)

Byłam dziś z Kubą na szczepieniu. czekając na wizytę poszliśmy na spacer. Jejku, chyba ta dzielnica nowej huty jest lasem zieleni w tej betonowej dżungli, którą staje się powoli nasze miasto. Śpiew ptaków był tak duży, jakby zleciały się wszystkie z miasta, a w koło taka zieleń i zapach kwitnących drzew. Jak w lesie:) Prawdziwa przyjemność.

Chyba zabiorę dziś chłopców do m1 na kulki, bo pogoda w kratkę, a sama może przejdę po tamtejszych sklepach?:)

środa, 10 maja 2017

6 tygodni po trzecim porodzie

Obecnie jestem 6 tygodni po porodzie. Ogólny bilans jest bardzo dobry. Pozostało mi po ciąży jeszcze 9 kg. To dużo,  bo myślałam,  że zostanie znacznie mniej. Jednak waga nie kłamie i od dnia powrotu do domu cały czas utrzymuje się 62 kg. Bardzo chciałabym wrócić do swojej 53 kg, ale zadowole się też i 55 kg. Wiem po sobie, ze to proces dlugofalowy, jednak wiem że go zrealizuje. Chociaż sklamalabym, gdybym nie powiedziała,  ze chce ten stan na już! ;) ja z tych kobiet jestem, co figurę muszą sobie same wypracować w pocie czoła.
Mieszcze się we wszystkie swoje poprzednie ubrania z rozm.36, które były na mnie luźne. W tych dopasowanych wyglądam puki co jak szynka na wedzarce, ale mam motywację i chęci, aby wrócić do całej swojej garderoby:)
Nie narzekam, bo nie ma sensu. Została praktycznie tylko naciągnięta skóra na brzuchu, który teraz jest niezłym flaczkiem;( Ale praca nad jego rzeźbą to kwestia czasu, którego nie przyspieszę.
Cieszę się, że mam inne podejście do siebie po kolejnym porodzie. Jestem bardziej zdystansowana do praw natury, na które nie mam teraz wpływu.  Potrzebny jest czas, z resztą jak na wszystko. 

I tak ten stan po ciążowy w którym jestem, jest najlepszym ze wszystkich trzech:)

Cera moja nadal nienajgorsza, chociaż mocno poszarzała i nieco zmarszczek się uwydatniło. O zmęczeniu nawet nie piszę;) I tak jak na zmarszczki i inne problemy zakupiłam wczoraj kilka specyfików, które (jak obiecują producenci), rozświetlą, wygładzą i odżywią moja cerę, tak na więcej snu i mniej obowiązków puki co żadnego specyfiku nie znajdę;)

Bardzo potrzebuję jednak ruchu, ale nie żeby chudnąć, tylko dla rozruszania, dla relaksu. Czekam, aż mój komputer wróci z naprawy, żeby móc zabrać się za fikanko z Anią Lewandowską. Uwielbiam jej ćwiczenia- osobiście mnie bardzo podeszły do gustu i prawdę mówiąc nie bardzo lubię ćwiczyć już z kim innym;)  Na chwile obecną staram się dużo spacerować z Kubusiem niezależnie od pogody:) To mnie niesamowicie odprężą, kiedy w koło jest tak zielono i czasem uśmiechnie się słońce:)

Na szczęście wróciła mi już zdolność racjonalnego układania sobie planu dnia. Teraz, kiedy się już nieco znamy z Jakubkiem, łatwiej jest mi ogarnąć dzień. Łatwiej znaleźć czas dla chłopców, dla siebie, dla domu. Chociaż nadal się zastanawiam jak to jest możliwe, że ogólnie tylko piorę i prasuję;) Dobrze, ze raz w miesiącu przychodzi Iwonka i ogarnia nasz domowy przybytek dokładniej.

Co jednak najbardziej mnie cieszy, to idę w poniedziałek zrealizować swoje marzenie. Będę nosić aparat ortodontyczny, na te moje krzywizny:):):) Mam na razie pierwszą wizytę, na której dowiem się co i jak, ale jestem mega zadowolona. Tyle lat się wahałam, zastanawiałam. Teraz wreszcie mogę to realizować:):):)

poniedziałek, 8 maja 2017

wieje

Własnie wróciliśmy z Kubusiem ze spaceru. Wieje jak w kieleckim, ale korzystam z chwili, puki jeszcze słońce jest, bo prognozy na najbliże dni nie są obiecujące. A na przyszły tydzień, to już w ogóle dramat. My jednak trzymamy się pozytywów w tych "nieco" chłodnych majowych dniach;)
JuŻ nie wiem ile razy pisałam, że trzecie dziecko to zmiana w Życiu. Jednak w naszym puki co, ta zmiana wychodzi na bardzo dobre:) Trzecie dziecko to w naszym wydaniu większy spontan;) Najpierw zabraliśmy się całą watahą 3 maja po śniadaniu do Szczawnicy, tak sobie pospacerować i na rowerkach pojeździć. W sobotę natomiast zamiast oddawać się "sobotnim rytuałom" sprząaniowym, Łukasz zabrał chłopców na wycieczkę pociągiem do Wieliczki (bo nasze Szkraby jeszcze nie korzystały z tego cudu techniki), a potem spotkaliśmy się z rodzeństwem mojego męża i Jego rodzinami na rynku, aby spędzić razem czas (my z Kuba dojechaliśmy tramwajem).  Wyobraźcie sobie ile miejsca zajęliśmy w 3-ch papryczkach na małe co nieco. A było nas nie mało: 6-cioro dorosłych, 8-ka dzieci i 3 wózki. Sala raptem na 20m2 :) 
Spacerując po rynku akurat trafiliśmy na puszczanie baniek! Nie muszę chyba mówić, jak dzieci się wygoniły?!:) Ta bąbelkowa eskapada trwała do czasu, kiedy nie wygonił nas jakże intensywnie padający deszcz:/
Dzieciaki zaliczyły jeszcze jazdę bryczką z konikami i mega długi spacer. Ponieważ nie wzieliśmy z domu fotelika, wracałam do domu z Olkiem. Mój mały muzyk oczywiście zaserwował nam dłuższy postój przy Bramie Floriańskiej, bo akurat grał jakiś zespół uliczny. Jego uwagę przyciągnął saksofon. No chłopcy grali bajecznie. Chyba ze dwa tramwaje nam zwiały. Olek sobie cały czas podtańcowywał do tego co grali:) Wieczorem padli w objęcia Morfeusza od razu. 

W niedziele odwiedzili nas znajomi. Spotkanie zakończyło się wspólnym planem wyjazdu do Zakopanego za 2-3 tygodnie kolejka na Kasprowy. Kuba zostanie z babcią, bo aż tam byśmy Go nie ciągli- zdrowy rozsądek pozostał:)

Kubuś coraz dłużej już nie śpi, coraz częściej otwiera oczka, zaczyna gaworzyć (na razie pojedyncze  głoski), uśmiech prawie zawsze kiedy dopadają Go chłopcy:)
 Napisałabym jeszcze dużo, ale Kuba się budzi i pewnie zaraz zacznie "prosić" o mleczko;) 

I jeszcze ja z dzisiejszego spaceru, bez ściemy pozowania i wybierania najlepszego zdjęcia:) Ależ wały sa puste o tej godzinie:)

piątek, 5 maja 2017

kwiecień 2017 w telefonie

Ten miesiąc to dla nas jak już wiecie nowe wyzwanie. To nasz pierwszy miesiąc, kiedy jesteśmy rodzicami trójki cudownych chłopców. Do wielu rzeczy trzeba było znowu sie przyzwyczaić, do wielu złapać dystans. Jednak to co jest dla nas najważniejsze, to poczucie, że jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, mimo trudności i zmęczenia. Także mniej więcej to co udało się złapać telefonem w naszej kwietniowej codzienności.

To zdjęcie dostałam od męża w szpitalu: Chłopcy pomagali złożyć łóżeczko dla Kuby, a Miłosz przygotował Mu wyprawkę:) Olka nie ma, bo Olek bardziej woli składać i majstrować niż urządzać:)


Prace chłopców z warsztatów świątecznych u Olusia w przedszkolu. W tym roku pierwszy raz udało się na nich być również mężowi. Od lewej kurczak Olka, po prawej Miłosza.


Niedzielne popołudnie. Obiecane lody nasz pierwszy ( i napewno nie ostatni) raz na good lodach na placu centralnym! Niebo w gębie!!!!
Pierwsze ciepłe dni kwietnia. Skoro taka bajeczna pogoda, to kanapka na podwieczorek obowiązkowo tylko na polu:)

Wieczór we dwoje, a raczej we troje: ja , Kuba i laktator;) 

My się karmimy, a Olcik tworzy wspaniałe budowle klockowe. Bałagan w pokoju dzięki Bogu został już okiełznany. I jak to w życiu bywa, powrócił jeszcze kilkadziesiąt razy;)

Bracia dzielnie doglądają najmłodszego:)

Przedstawienie na placu centralnym Miłoszkowej grupy z przedszkola z okazji dnia ziemi.

Matka na niedzielnym spacerze. Przez okno Hawaje, a na zewnątrz Biegun Północny!;) Ale musieliśmy wyjść na rowery, bo ileż można w domu siedzieć?


czwartek, 27 kwietnia 2017

To już miesiąc

4 tygodnie.Wlaśnie tyle czasu jesteśmy piecioosobowa rodziną. Skład zupełnie jak w rodzinie.pl😉 wszyscy mi mówią,że teraz to jestem w domu królową,  mając tyłu chłopa w domu.  Ja bardziej czuję się jak kopciuszek przed wizytą dobrej wróżki; )Ale biorąc pod uwagę, nasze wyobrażenia jak to będzie,  A stan rzeczywisty, tom powiem wam, ze jest lepiej niż myśleliśmy! Ogarnąć wszystko puki co, jest dużo łatwiej niż przedtem. Naprawdę! W usypianiu dzieci chyba doszliśmy do perfekcji, bo od tygodnia całą trójką chodzą spać przed 20. Tylko Jakub wstaje co 3 godziny na karmienie, ale on jeszcze ma prawo;)
Z przedszkolem, zajęciami dodatkowymi też jest spoko. Nie przypuszczalismy z mężem, ze tak gładko nam to zadziała-z czego się bardzo cieszę.
Nawet ostatnio doszłam do wniosku, ze z trzecim dzieckiem, to chyba w bonusie od losu, człowiek dostaje mega duże pokłady luzu:) poważnie!
Czuję taki spokój,  nigdzie się nie spieszę,  A nawet jeśli tak, to nie szaleje jak kiedyś. Po,prostu wiem, ze głową muru nie przebije.

Zaczynamy również drugi etap prac przed domem. Robimy kostkę, bo płot już stoi:) chociaż znaleźć ekipę w dobrej cenie, puki co ciężko.  Nasi fachowcy mogą przyjść za 3 miesiące, ale wolelibysmy wcześniej zakończyć ten cały majdan pod domem.  Jeśli o mnie chodzi,not przydała by się wydłużyć czas, kiedy chłopcy sacw przedszkolu u kilkadziesiąt godzin, żeby wykończyć obowiązki domowe. Byłoby więcej czasu na odesłanie nocy😂
Ale nie narzekam, w takim pełnym luzu domu też można chwilkę pomieszać; )

Podsumowując jest super. Czas szybko mija i jedyne czego mi brak, to spacerów, bo z Kubą Kubą ta pogodę tylko autem:( A tak bym głowę przewietrzyć chciała.

sobota, 22 kwietnia 2017

może przyjdzie

Zaplanowałam sobie kiedyś, kiedy Jakub był jeszcze w brzuszku, że kiedy chłopcy będą w przedszkolach, ja i najmłodszy będziemy sobie pięknie spacerować w otoczeniu zieleni, wiosennie kwitnących drzew, przy śpiewie ptaków w promykach słonka.
 No pięknie sobie to zaplanowałam. Stan rzeczy na dziś jest taki, że wózek wymieniam na sanki, a letnie odzienie na kurtkę zimową:) Tak moje plany "zawsze się spełniają";)
Dzisiaj kiedy obejrzałam co dzieje się na zakopiance, widzę, że tegoroczny kwiecień jest czysto przysłowiowym;)

Ostatnio, kiedy była u mnie położna, że zdziwieniem stwierdziła, że jak na takie stadko chłopców w domu to mam mega porządek! Ha ha ha ona po prostu nie widziała tego, co dzieje się na piętrze naszego domu;) a w pokojach chłopców już w szczególności:)
Od tygodnia natomiast nie robię nic innego tylko piore i prasuje!Niby taki malec do nas dołączył, a ja końca tego prasowania nie widzę! Całe szczęście Kubuś prawie cały czas śpi, więc jest czas na wszystkie domowe prace.
Dziś mieliśmy iść na przedstawienie teatralne Miłosza na plac centralny, ale ze względu na pogodę, został odwołany. Więc znowu czeka nas weekend w domu. Właśnie słuchamy o rodzinie wafelkow, których dzieci uwielbiają:)
Potem już tylko wspólna zabawa do wieczora:)
I jak wszyscy czekamy na lepszą pogodę, co by na rowerki, wózki i spacerki wyjść można:)

czwartek, 20 kwietnia 2017

o Kubie słów kilka

Kubuś jest z nami już pełne 3 tygodnie. To niesamowite jak szybko to przeleciało?! A znając życie kolejne tygodnie przelecą nam jak woda przez palce.
Nasz mały Królewicz to bezwątpienia "maskotka" wszystkich domowników:) Jest małym przytulaskiem, jak chyba każde dzieciątko w Jego wieku:) Najlepiej mu zawsze u mamy:) chociaż nie pogardzi uwagą pozostałych facetów:)
Uwielbia, kiedy się do Niego mówi. Już pięknie otwiera oczka, świadomie podąża za głosem. Zauważa już przedmioty typu miś lub większa grzechotka. Bardzo lubi szumienie- raz już w nocy słuchaliśmy szumu suszarki przez youtube:) Tak wina kolki.
Nasz malutki oprócz tych kilku czynności, które trwają niespełna max.godzinę, ciągle śpi. Jejku, jakie on ma spanie!!! W nocy spał dziś 5,5 godziny i spałby jeszcze, gdyby matka nie wyrwała się ze snu, że przespała karmienie!  No budzika nie słyszałam, ale każdy lekki kwęk każdego z chłopców zawsze słyszę i jestem czujna. Widocznie włączyła mi się znieczulica na budzik;)

Karmimy sie mieszanie z przewagą piersi. To dla mnie nowość w mojej matczynej karierze, bo mimo, że trzecie moje dziecko, to pierwsze karmione piersią! Nie ma tragedii, chociaż ten ból brodawek czasem to masakra, ale da się z tym żyć;)

Powoli zaczynamy już też wyrastać z ubranek. No rozmiar 56 robi się już powoli lekko maławy, ale przy pięknej wadze 3900 g ma prawo:)

Jeśli chodzi o mnie, to jestem bardzo szczęśliwa. Wszyscy jesteśmy.:) Cudownie jest znowu trzymać w ramionach niemowlaka, czuć ten piękny zapach, dotyk delikatnej skórki.
Powoli tracę swoja konsekwencję, którą miałam przy Olku i Miłoszu. Chociaż staram się ja utzrumać w ryzach, to czasem czuję, że mi ciężko, kiedy muszę odnieść Go do łóżeczka:)
Na razie jest bardzo dobrze, ogarniam wszystko. To co sobie założyliśmy w działaniu z mężem ekstra nam się sprawdza, chociaż oboje mamy świadomość, że trudności pojawią się, kiedy Kuba będzie potrzebował więcej uwagi i będzie bardziej mobilny.  Wtedy chyba dopiero poczujemy co to znaczy mieć trójkę dzieci:)


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

11 dni


Przez te kilka dni nasz świat aż tak się nie powywracał, jak myślałam, że się wywróci. Nie ma żadnej rewolucji. Jest po prostu kolejny mały człowiek do kochania i całowania i przytulania i wychowania. Chłopcy uwielbiają Jakuba. Są w Nim niemal rozkochani, a każdy na swój sposób Mu to okazuje. Przyjemnie jest patrzeć kiedy całują Jego nóżki, rączki, czółko, główkę, policzki:) Oby tak zostało:) Bardzo dojrzale zachowuje się względem braciszka Oluś. Mimo, że ma trzy latka dopiero, to Jego zaangażowanie jest wprost czasem nieproporcjonalne do wieku. To nas cieszy.

Mimo, że Kuba nie mieszka z nami długo, bo raptem 8 dni, to mamy wrażenie, że jest z Nami od zawsze. Jest luz i normalność, bez zbędnych och-ów i ach-ów.

Wg mnie najlepsze są w dużych rodzinach zakupy. Raz poszliśmy wszyscy, jak na 5-cio osobową rodzinę przystało. Zawsze myślałam, że te zakupy pokazane nie raz na filmach w "krzywym zwierciadle" to wymysł scenarzysty. No to nie jest wymysł! Widok Miłosza nurkującego w lodówce po lody, gdzie praktycznie nogi fruwają Mu w powietrzu. Wojna o to kto prowadzi koszyk, dzieci, które wkładają wszystko z pólek w danym dziale do koszyka, kiedy tylko rodzic się odwróci po to po co przyszedł, hałas i zamieszanie jakie robią w dziale z płatkami śniadaniowymi i rozbawione miny pozostałych zakupowiczów, kiedy trzeba wybrać tylko jedne płatki, a wybór taki wielki i ochota każdego na inne:) Dawno się tak nie śmialiśmy z mężem na zakupach.

Powoli nabieramy nawyku ponownego zabierania ze sobą pieluch;) chociaż nie jeździmy już jak tabun cyganów, jak przy pierwszym dziecku;)

Jest fajnie. Naprawdę jest fajnie. Chociaż jest też potworne zmęczenie, płacz, rozdrażnienie, to nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.

wtorek, 4 kwietnia 2017

mały ksiaze

30 marca pojawił się wreszcie nasz wyczekiwany przez wszystkich nowy domownik. Jakub nareszcie zaszczycił nas swoją obecnością:)
To 3350 grama do kochania:)
Chłopcy oszaleli na jego punkcie!zwłaszcza Olek. Ciągle go całuje, dotyka, głaska. Jest bardzo otwarty na brata. Miłosz również go uwielbia, ale po swojemu:delikatnie, ostrożnie. Najbardziej lubię dawać Mu zabawki puszczalki ii puszcza pozytywke:)
Patrząc na siebie i męża(chociaż siebie w lustrze nie poznaje;-)) to widać ogromne szczęście i radość. To takie ogromne poczucie szczęścia!!! Boże, jak ja jestem Ci wdzięczna za to nasze potomkowie szczęście:)

piątek, 31 marca 2017

marzec 2017 w telefonie

Motyl zrobiony przez Miłosza w przedszkolu na zajęciach plastycznych.
Nasze ogrodzenie nareszcie skończone!!!:)
Pierwsze wyjście chłopców na ogród, bo pogoda na to pozwalała. Słuchając w domu tych śmiechów i radości, nie mogłam oprzeć sie pokusie uwiecznienia chwili.
Ja w 39 tygodniu mojej trzeciej ciąży. No nie wierzę, że nadal jestem w dwupaku!!! A miał ten mój synek tak wcześniej się rodzić.
Ostatni trening piłkarski Olka- przynajmniej na razie. Stwierdził kilka dni wcześniej, że On nie chce już chodzić, bo go to nie interesuje (w przeciwieństwie do brata). Dlatego nic na siłę, chociaż troszkę szkoda.
Przedstawienie u Miłosza w przedszkolu z okazji pierwszego dnia wiosny. Mój artysta był jeżem:)
Przełamujemy własne lęki, czyli pierwsza przygoda chłopców na ściance wspinaczkowej. Byli zachwyceni, więc mam nadzieję, że na jednym razie nie zakończymy:)
Niedzielne inspiracje popołudniowe na brak pogody, czyli prace manualne:) Chłopcy sami wycinali i kleili i wymyślali. Mama tylko podrzucała czasem jakis pomysł;) Słoń i kurczak jest Miłosza, a żaba i drzewo Olka:) makieta- wykonanie matki, a jak;)
Jakiś czas temu Łukasz ściągnął program nauki programowania systemów dla dzieci. Tu obaj pochłonięci "box island". Bardzo fajny program- nauka przez zabawę:)
Klocki lego, to z pewnością hit ostatnich miesięcy. Kochają zarówno lego city jak i duplo. Przepadli na amen;)

Ostatnie dni miesiąca, czyli wiosna na całego. A jak wiosna i słońce i ciepło, to są i podwieczorki na polu:) Chłopcy już zapowiedzieli, że na weekend chcą grilla:)
Najpiękniejszy koniec miesiąca:)