Moja lista blogów

sobota, 19 sierpnia 2017

powroty

Wracając z wakacji zachaczylismy o Radom, bo z dziećmi trasa całości do Krakowa to mordega. Jest południe, chłopcy nadal biegają w piżamie i to po polu. Jesteśmy na totalnym luzie. Tzn. byliśmy, bo Miłosz znowu przyzwyczaja się do zmian, więc jego bodźce sensortczne dają nam popalić w tym naszym spokoju. Mąż ma ochotę zetrzeć sobie już uszy na proszek od tego skuczenia i jojcenia. Ja natomiast swoje już dawno starlam i wysłałam pocztą. Ten stan pewnie potrwa jeszcze parę dni, aż na nowo nie przywyknie do zmiany otoczenia, więc dobrze, że przez te kilka dni chociaż trochę naladowalismy baterie cierpliwości;) ale to nie jego wina. Po prostu taka jest choroba i nic na to puki co nie poradzimy. Więc od rana chłopcy w majtkach buszuja w lego i dojadaja resztki wczorajszej pizzy u babci. I jest super!bez pośpiechu:-)  o tak:



czwartek, 10 sierpnia 2017

jeden moment

nareszcie w domu jest cisza:) Łukasz na piłce, Miłosz dalej wczasuje się u babci (to ostatni dzień)- tęskni już za Nami. Ale jestem z Niego taka dumna, bo to prawie 2 tygodnie samemu poza domem:) Chłopcy śpią, chociaż przy tych upałach, to zasypianie jest u nas małą mordęgą. Szkoda tylko, że tak duszno u nas na tym pięterku, a okna nie otworzę, bo zaraz mi wejdą nieproszeni goście(czyt. komary, pająki :( ) więc czekać muszę do rana:/. Co gorsza, czuję wiszącą w powietrzu migrenę, a biorąc pod uwagę, że jutro pakując nas na wakacje "palcem do tyłka nie trafię", to mało pożądany objaw u mnie dziś. Ale trudno, może przeżyję. Tak wiec miałam się oddać prasowaniu, ale poczekam z tym do rana. Teraz naszła mnie ochota na coś dla siebie i idę zaraz oddać resztki sił Ewie Chodakowskiej, bo poranki, bo morderczym nie raz treningu są wspaniałe. Ogólnie lepiej się czuje fikając, więc zrobię dziś najwyżej połowę;)

Przez te dwa tygodnie dni upływały tak samo: spacer, ogródek, good lody, spacery, rowerki- to z przyjemnych. Z obowiązkowych: pranie, pranie, no dobra dużo prania, prasowania, sprzątania. Gotowania mniej, ale tez trza było. Mimo, to jest super. Gdzieś w tym całym zamieszaniu, jest radość. Jest miłość i przyjaźń. Potrzebowałam znów czasu z moimi dziećmi. Tego całego szaleńczego biegu, którego nie ma kiedy chłopcy są w przedszkolu. Mimo, że rozgardiasz jest w całym domu, a my potykamy się jak nie o puzzle, to o auta, klocki, malowanki, kredki itd. To czuję, że ten dom tętni życiem, że coś się dzieje. Chociaż marzy mi się już powoli ład, skład i porządek:) Ale ten czas jest nam dany teraz, później go nie bedzie, bo czas tak szybko ucieka, a dzieci rosną jeszcze szybciej. Więc chcę wyciskać z tych chwil jak najwięcej, mimo, że dom woła już o pomstę do nieba;)
Dobrze mi:)
To był nasz dzisiejszy spacer i lody dla ochłody:)








wtorek, 8 sierpnia 2017

chichot losu 2

Jak zwykle był plan: Miłoszek jest u teściów, Olusia Łukasz zawiózł pociągiem do Radomia, bo mieli zostać tam razem na tydzień. Ja zostałam z Kubą w domu, bo nie było sensu ciągnąć malca w taką podróż tam i z powrotem. Była sama całą niedzielę. Pogoda pod psem (ciągle lało i chłodno). Miałam zabrać sie za lekkie odgruzowanie domu, ale pomyslałam, że jak chłopców nie będzie, to sobie od jutra zacznę. Więc wróciłam do łóżka i razem z Kubciem spaliśmy. Wstałam o 11, bo Kuba mnie obudził. Zjedismy mleczko i On poszedł znowu spać! Cudowny chłopczyk. Więc wzięłam książkę w obroty, potem obejrzałam dumę i uprzedzenie w wersji bollywood i nadgoniłam kilka artykułów z NG. Popołudniu, jak już się wyspaliśmy, poszliśmy do kościoła. Miał być po spacer, ale deszcz popsuł nam szyki. Powrót do domu i Kuba znowu poszedł spać.:) Nie wiem, jaką imprezę moje dziecko odsypiało;), ale obudził się dopiero na drugi dzień o 4 rano!:)
Po 18:00 zadzwonił zapłakany Miłosz, że Olek nie chce z nim zostać i pojechał do domu, a on tak chciał, aby został. Żal mi było Miłoszka, bo tak sie nastawił, że ten tydzień będą razem. Olek za chiny ludowe nie chciał zostać i aferę taka zrobił w końcu, że wrócił wieczornym pociągiem z tatą. W domu powiedział, że on chciał się tylko pobawić z Miłoszem! Wiec pojechał te 200 km pociągiem w wrócił, skoro tata już też musiał wracać;)
A to miał być tydzień bez dzieci:):) tzn z jednym, ale malutkim:) A tak już po cichu smakowała jakiegoś wypadu do teatru, czy wspólnej kolacja na mieście i wieczornego spokojnego pieką na balkonie:)
O jak dobrze, że ja olałam to sprzątanie :)
Kto ma dzieci ten wie, że planowanie jest bezsensowne:)

piątek, 4 sierpnia 2017

powrót do figury po trzeciej ciąży

Na wszystko przychodzi czas. To pierwszy mój raz, kiedy po ciąży nie narzekam na swój wygląd, na swój brzuch, dlatego, że wiem, że wszytko sobie wypracuję! Nie mam i nigdy nie miałam łatwo z utrzymaniem figury, ale doświadczenie z dwóch poprzednich okresów po ciążowych pokazało mi, że nic na siłę, tylko ćwiczenia i zdrowe odżywianie. Tak wyglądało moje ciało, a raczej mój brzuch 2,5 miesiąca po trzeciej ciąży. 


Od tego dnia staram się ćwiczyć (diety nie trzymam, bo ja od kilku lat żywię się świadomie i zdrowo).
Na początku fikałam z Chodakowską 2-3 razy w tygodniu, ale nie mam zbyt wiele czasu na to akurat teraz. Ćwiczę więc codziennie brzuszki (ok.50 na różne partie mięśni), biodra i nogi (wewnętrzne partie ud). Robię to podczas zabawy z Kubą, kiedy Mały fika na macie edukacyjnej lub przed kąpielą (swoją rzecz jasna, kiedy dzieci śpią). Na bardziej zaawansowane ćwiczenia nie mam siły po całym dniu, ale te trzymam. I jak dla mnie wystarczają. Brzuch powoli się daje okiełznać, więc jestem zadowolona. Oczywiście, że czasem chciałabym efektu w 5 minut, ale wiem, że mój organizm ma swój czas na powrót i nie muszę go aż tak mordować. Dałam sobie rok, na powrót do poprzedniego wyglądu ciała i nie zamierzam się z tym spieszyć.
To są efekty po dwóch miesiącach:
 

oczywiście ujędrniam swoje ciałko różnymi kremami, bo trzy ciąże zrobiły swoje. Ale to normalne i nie zamierzam się wstydzić ani jednego rozstępu na brzuchu z tego powodu. Żałuje tylko, że piersi mi po  karmieniu nie zostały;)

czwartek, 3 sierpnia 2017


Byliśmy wczoraj z Olcikiem w Zoo. Zabraliśmy też Kubę i babcię, bo Miłosz jest na wakacjach u drugiej babci. W przyszłym tygodniu, zmiana turnusu;) Żeby urozmaicić chłopcom wakacje w domu, korzystamy z atrakcji miejskich. Oluś najbardziej chciał zobaczyć "lewa", ale lew nas olał w ten upał i nosa nie wyściubił ze schronu. Zadowoliliśmy się więc wielkim "strusiem-musiem" (jak to Olcik mawia:)) i krokodylem. Wycieczka udana w 100%.
Z powodu upałów większość czasu jesteśmy w domu, wiec kreatywność nasza przeplata się ze zmęczeniem. W ramach relaksu sprawdzamy np. czyje nóżki są dłuższe lub kto dłużej utrzyma je w powietrzu:) Olek wygrał w konkurencji: kto włoży palce stóp do buzi. I Jego zaskoczenie:"mamusiu, nie umiesz tak"?:) ...No nie umiem..;)
Wczoraj Olek w ramach prac manualnych był fryzjerem i koniecznie chciał mi włosy obciąć (czesanie to za mało;)). Na szczęście wystarczyło mu robienie mi kucyków "pony" na głowie:) Uwielbiam Go!:)


poniedziałek, 31 lipca 2017

lipiec w telefonie

Strasznie lubię to comiesięczne podsumowanie miesiąca. Telefon towarzyszy mi cały czas, jak większości ludzi i dużo łatwiej złapać nim chwilę. Tak więc lipiec prezentował sie u nas wizualnie tak:

Pisałam już poprzednio, że więcej dzięki temu jest mnie. Toż to próżność, wiem, ale dzieki temu mam też siebie na pamiątkę;) Łatwiej będzie wspominać za kilkanaście lat:) Uwielbiam ten kombinezon! Jest tak mega wygodny i praktyczny. Idealny wręcz!
Uwielbiam te kolczyki. Kupiłam je w Egipcie podczas podróży poślubnej za 1 dolara. Kocham je za tą swoją ponadczasowość. I pomyśleć, że mam je już 7 lat. Przy okazji polubiłam kolor czerwony:)
                               
Bez makijażu, takie samouwielbienie;)

Kubciu mój malutki pięknie główkę trzyma:)
Od dwóch miesięcy jest to hit zabaw w naszym domu. Króliczki. Genialna gra, w której Olek jest mistrzem oszukiwania i kombinatoryki:)
Chłopcy pokazują świat bratu, a On lgnie do nich jak pszczoła do miodu. Lubie patrzeć na takie momenty.
Oczywiście indywidualne zabawy też musza być;) Lubie patrzeć na Miłosza, kiedy czyta i przegląda książki. Uwielbia to, jest zawsze zafascynowany każdą książką.
Olek to niezwykła przylepa! Jak nie tuli sie do mamy, to do taty, to do Kuby. Nawet w przedszkolu ciągle mówi Paniom, aby Go przytulały:) Kubuś też to lubi, chociaż nie zawsze wtedy, kiedy Olek przytula go mocno, czyli leży na nim.
Cały rok na to czekam:)

W tym miesiącu spełniłam swoje kolejne marzenie. Mam aparat ortodontyczny. Od 16 lat sie do niego przymierzałam. Wreszcie mam! Dziękuje mężu:*
Mama soute i Olciu przylepka. Lubie takie luźne dni.
Kiedy zostajemy sami wypełniamy swój czas po brzegi wspólna zabawa i przytulaskami:)
Tak Kuba pomaga w kuchni przy posiłkach:)
Przeziębione dziecko, to kreatywne dziecko. W ciągu jednego dnia zmieniał swój image chyba ze sto razy:) Cały Miłosz:)
                       
Piątkowy wieczór. Jeden z ostatnich , kiedy dzieci śpią, bo za miesiąc będzie tu Kubusiowy pokój.
Od Miloszka. On zawsze przynosi mi kwiaty:)


Wakacje w mieście, czyli muzeum lotnictwa. Super bylo!
W gorące popołudnia tak miło jest spędzać czas w ogrodzie. Lego duplo to super przerywnik od biegania. Super, bo nie giną drobne elementy w trawie;)
Szczawnica- to nasze ulubione miejsce. Tym razem widok z Palenicy na Trzy Korony.
jeden z nalepszych zakupów miesiaca:)
Z dziewczynami, na Kazimierzu. Matki maja wychodne. I po tym zdjęciu widzę jedno- czas się wyprostować:)
Ostatni weekend lipca u teściów. Moi chłopcy.
A ta piosenkę, mimo że nie jest już na topie w tym miejscu uwielbiam słuchać:





piątek, 28 lipca 2017

taka myśl

Kubuś własnie zasnął. Moją uwagę skupiam na lecącej w radiu piosence. Patrzę w okno i nagle przychodzi mi taka myśl....
(W tle gra budka suflera "a po nocy przychodzi dzień") i na jawie oczami wyobraźni widzę to:
Wczesny poranek, zaczyna świtać. Stoję na werandzie otulona ciepłym kocem, wdycham chłód poranka. Czuję jak moje ciało się relaksuje pod wpływem tej chwili, widoku gór, zapachu porannej rosy i mgły. Oparta plecami o ciepłą klatkę piersiową mojego męża, otulona w uścisku Jego ramion. Nie ma nic, tylko ten poranek, ta chwila, tylko my wpatrzeni w ten widok.
Oj ja tak chcę!!! Może marzenie to się kiedyś spełni, kto wie?
zdjęcie: internet

Dzisiejsze prasowanie upłynie pod dźwiek budki suflera.
 Miłego weekendu.

czwartek, 27 lipca 2017

Mały Łakomczuszek!

Tak szybko zleciało. Mój mały Szkrabek ma już 4 miesiące. Codziennie mam możliwość przyglądać się jak pięknie się rozwija, jak poznaje świat, jak zacieśniają się więzi braterskie między chłopcami. 
Wczoraj pierwszy raz Kubuś zasmakował jabłuszka. To juz ten czas, kiedy odkrywać będzie nowe smaki. Ten etap rozwoju zawsze był mi bliski. Zawsze wzbudzał emocje, bo przecież to kolejny etap. Za chwilę się nie obejrzę, a On będzie wsuwał schaboszczaki i kanapki:) Tak bardzo delektuje się jako matka tym Jego smakowaniem nowego. Tak pięknie zjada z łyżeczki! Pierwszy raz, a tak pięknie dziamda sobie to po swojemu! Żaden z chłopców w sumie nie miał z tym problemu;) No cóż, facet;)

Kubuś przepięknie przesypia noce, ma swoje stałe pory drzemek w ciągu dnia. Jest tak spokojnym i roześmianym chłopcem:) W tym zachowaniu bardzo przypomina nam Miloszka. Tak bardzo rwie sie do podnoszenia do siadu i wierzga nóżkami jak Oluś w Jego wieku. Kubuś cudownie łączy w sobie wszystko co najlepsze z chłopców:) 

Kocham patrzeć na ich relację, na to jak bardzo Kuba zbliża ich do siebie. No i sie poryczałam;)...
Ale po prostu kocham patrzeć na moje dzieci, doświadczać naocznie tego co ich łączy! Tak pięknie dopełniają naszą rodzinę:)
Jasne, że będą się bić i łobuzować razem, doprowadzając mnie tym czasem pewnie do szewskiej pasji. Ale to takie cudowne doświadczenie!:)

Kubuś i Jego słodka buzia po jabłuszku:)

poniedziałek, 24 lipca 2017

R.O.D.O.S

Tak w ta sobotę byliśmy na RODOS (rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatkę). Wreszcie przyszedł ten dzień, kiedy to zamieniliśmy pracowita sobotę na nie robienie nic. A w zasadzie na odpoczywanie, opalanie, wspólna zabawę, obiad na kocu, a nawet zafundowaliśmy sobie basen w ogródku, a co!
No co mówić będę, pięknie było. Opaleni, zrelaksowani, wyciszeni (bo Miłoszek od piątkowego popołudnia pojechał do babci, na własna prośbę), więc z dwójka dzieci w tym jednym niemowlakiem, było z górki. Nie pamiętam, abyśmy tak normalnie spędzali sobotę od lat!
Tak więc dziś dopiero ogarniam dom: sprzątanie i odkurzanie, bo wczoraj tez nas nie było. Była Szczawnica, wyjazd na Palenicę i jeszcze szybszy zjazd, bo ulewa niemilosierna nas złapała. Ale był przyjemny czas, świeże powietrze, cudowne widoki i obiado- kolacja w naszej ulubionej Tratorii zaraz po powrocie do Krakowa.
Tego nam trzeba było i to tak bardzo, że nasze tegoroczne wakacje są na najlepszej drodze do realizacji:)
Miłego tygodnia:)




 




środa, 19 lipca 2017

gniazdo

Właśnie wyjęłam ciasto z piekarnika (pyszne jogurtowe, oczywiście z kwestii smaku;)), w między czasie  polatałam po domu na odkurzaczu, skosiłam trawę (już niedługo większość tego naszego ugorka wreszcie zakostkujemy:)), poprałam ręcznie i ogarnęłam prysznic:)
Dobrze, że jeszcze tydzień chłopcy są w przedszkolu, to zdążę jeszcze okna ogarnąć:)
Od poniedziałku zbieram porzeczki, które zaczerwieniły nasze przydomowe krzaczki. W sumie to dziś są już sokiem, ale jakoś tak mi zeszło. Zbierając natknęłam się na takie cudo:
Prześliczne, nieduże. Chłopcy twierdzą, że mieszka w nim wróbelek:) Codziennie chodzą i sprawdzają, czy przypadkiem nie ma tam jajeczka albo lokator nie wrócił:)
Wczoraj byliśmy w muzeum lotnictwa w krk. No wstyd się przyznać, ale byłam pierwszy raz, a moja skromna osoba zamieszkuje to miasto już 32 lata!!!Ale jak to mawiają, lepiej późno niż w cale. Wspaniałe miejsce, super na wycieczki i jako matka samych chłopców, określiłabym to jako męski raj na ziemi:) Miłosz jest tak zakręcony na punkcie tego muzeum (to on nas tam "zabrał", po tym jak był tam z przedszkolną wycieczką), że prosił, aby Mu książkę o samolotach kupić. No i ma! W carrefoure była po całe 8 zł piękna encyklopedia:)

Dziś wieczorem mam wychodne. Ostatni raz z moimi dziewczynami na dłuższy czas, bo jedne wyjeżdżają, drugie się wyprowadzają. I pewnie teraz to już nie będzie "miesięcznicy;)" spotkań naszych, a kwartały, jak to do ojczyzny niektórzy powracają po nowe słoiki;) Jeszcze nie wiem, jak ogarniemy wieczorem chłopców, ale cieszę sie na to nasze babskie pożegnanie. I znów się nie wyśpię;)
Lecę jeszcze ogarnąć siebie, puki Królewicz śpi, bo potem po chłopców pora ruszać. A pogoda taka, że tylko na leżaczek, ach...:)

czwartek, 13 lipca 2017

wióry lecą

Jest tak pochmurno, deszczowo i nijako, że najchętniej poszłabym zaliczyć południowe spanko z Kubusiem. Niestety Miloszek znowu ma chorą krtań (od nocy), więc uziemiona jestem jeśli chodzi o spanie. Musieliśmy jechać do apteki, po sól fizjologiczną, bo się skończyła. Więc zapakowawszy 2/3 mojego szczęścia do samochodu pojechaliśmy. Po drodze zajrzeliśmy do marketu po kleik ryżowy dla Kuby, ponieważ trzeba mu zagęszczać posiłki, bo mleko samo to mało dla Królewicza. Normalnie zajęło by mi to samej ok. 5 minut, ale z racji, że był z Nami Miłosz, utknęłam w dziale lego i na książkach dla dzieci. Jak na lego poszło gładko, bo tylko jakieś 10 minut ;) Oglądał i skakał od jednego do drugiego pudełka z jednym pytaniem: "mamo, a kupisz mi kiedyś to...?", tak w dziale książkowym miała być jedna encyklopedia z promocji, a wydałam ponad 100 zł na książeczki dla Niego i Olka:) No dobra, w tym koszcie była jedna moja. Całe 6,99 zł:)
A że obecnie mamy z mężem ciche dni, to książka się przydaje jak złoto, co by wieczorem wytrwać jakoś ten czas. 
Więc siedzimy sobie u Olka w pokoju, ja czytam mój nowy nabytek, Miłosz gotuje zupę z pionków do chińczyka, a Kuba śpi (szczęściarz).
Haha..wiem, tytuł chyba nie najlepszy na ciche dni, ale co tam... ;)
Nawet nie brałam pod uwagę, że mając trojkę dzieci mogę sobie tak poleżeć i poczytać. Tzn. przy dwójce, bo trzecie szczęście w przedszkolu.
Oooo...i najwyższa pora zbierać się po Niego, co by miał czas nacieszyć się tymi wszystkimi książkami, co to dziś zakupiliśmy:)

piątek, 7 lipca 2017

ku pamięci vol.2

Muszę o tym napisać, bo to co nas spotkało parę dni temu na placu centralnym w nowej hucie mam potrzebę zapisać. To były chyba niecałe 2 minuty, a tak bardzo nam potrzebne.
Wybraliśmy się na goodlody i rowery na plac centralny. Zbierając już cała naszą ferajnę do samochodu po przepysznych lodach i długiej jeździe rowerkami,  do mojego męża, który poprzez zabawę zaganiał chłopców do auta podszedł starszy Pan. Najpierw powiedział mężowi, że fajnych ma chłopców, potem zapytał się owych dwóch czy lubią swojego tatę? a potem dodał, że obserwuje ich już chwilkę i że to jak mąż rozumie się z synami i jak się z nimi bawi jest bardzo miłe dla oka. Potem podziękował mojemu ślubnemu, że ma dwóch synów, bo w naszym narodzie potrzeba prawdziwych mężczyzn i żołnierzy:)
Na koniec dodał, że dwóch synów spłodzić to sztuka, na co mój Ślubny gestem ręki pokazał na mnie i wózek i dodał, że nie dwóch a trzech! A Pan starszy złapał się za głowę i z jeszcze większą radością dodał, że to bohaterstwo: Trzech chłopców!!! Brawo chłopcze:) A potem odwrócił się do mnie i powiedział:" dziękuję, że rodzi Pani chłopców i wychowuje małych Polaków!!!"
Po czym pożegnał się z wielką wesołością i poszedł.
Poryczałam się w aucie jak tylko ruszyliśmy...
Nigdy nikt mi nie podziękował za poród (oprucz męża rzecz jasna).Poczułam się jakbym wykonywała jakąś specjalną misje:)

Kocham ich strasznie mocno. Mój Generał i Jego Ferajna:)

czwartek, 6 lipca 2017

niestety koniec

Oj sama nie wierzę, że niestety, ale tak! Moja przygoda z karmieniem własnie dobiegła końca. Od dwóch dni Kubuś już na buteleczce jedzie tylko.Nie żałuję, ani jednej chwili, ani jednej łzy bólu kiedy Go przystawiałam. Nie żałuję ani jeden chwili mimo, że zarzekałam się, że karmić piersią nie będę! A jednak dopiero przy trzecim dziecku dane mi było posmakować tej cudownej celebracji karmienia:) Z łezka w oku, ale pełnym brzuszkiem mojego małego głodomora żegnamy się z karmieniem piersią. No cóż, fajne to było;)

I dumna jestem z siebie. Yes, I did it!!!:)

Ps.Teraz już wiem, że siła jest kobietą!!! Ból piersi jest masakryczny!! Porównywalny, do tego kiedy zaczynałam Go przystawiać!!! Włączając do repertuaru jeszcze bóle porodowe i poród, stwierdzam tylko jedno: słuszność tego powiedzenia!!! Moje drogie Panie, faceci powinni kłaniać nam się w pas;)!!!
I nie wiem czemu na myśl o tej sile od razu w uszach dzwoni mi piosenka Whitney Houston "I'm every women"!!!:):)

piątek, 30 czerwca 2017

czewriec 2017 w telefonie

zaczyna podobać mi się coraz bardziej ta forma wspomnień;) zauważyłam, że od jakiegoś czasu coraz częściej pokazuję siebie i to taką normalną (nie zrobioną). Kilka lat temu jeszcze bym się na to chyba nie odważyła, a teraz proszę! Moja gębusia co chwilka gdzieś;) Fajnie jest się wreszcie akceptować, taką jaka jestem na prawdę!:)

Składamy plac zabaw dla chłopców w ogródku. Po dzień dzisiejszy, jest złożon tylko w połowie. Tak, nabiera mocy urzędowej;(
i ja tez pomagałam:)
Nasz rodzinny niedzielny wyjazd do Doliny chochołowskiej.
Moja domowa wersja kremu z marchewki na kolację! Uwielbiam...
Kolejne samouwielbienie;)
30 stp. gorąca i Olek w stroju strażaka. Bo dzieckiem być to jest frajda, mieć wybimbane na cały świat, co powiedzą inni:) Kocham to w nim!
Polowa czerwca i placyk złożony, ale nie skręcony do końca (po dzisiejszy dzień)
Festyn w krk z okazji 90 lecia MPK. Super czad, moje dzieci prowadziły autobus!:)
Z Kubusiem po karmieniu. Kocham to jak On się tak przytula:):*
Spacer na tygodniu we dwoje z Kubciem nad nowohuckim zalewem.
Ogrodowe odpoczywanko na nowych leżakach. Jak ogród z leżakiem, to tylko w towarzystwie książki. Tu z Miłoszem i Kubą czytamy Nelę.

I kolejne matki zdjęcie bez makijażu. I Kubus mój słodziutki:)
Pierwsze zdjęcie Miłosza. Jestem pod wrażeniem, bo sam dobrał kolory i eksponaty:) Niech zyje grillowanko:)
Po wyjściu z koscioła wpadlismy wprost na scenę Domisiów. Dzieci były wniebowzięte:)
Mój brat i Jego niebiańskie udziec z grilla. Nie wiem jak On to robi, ale marynata pierwsza klasa!
Ciekawe jak będzie w lipcu?:) Miłego weekendu!