Moja lista blogów

wtorek, 14 lutego 2017

never ending story

Wczoraj do południa jeszcze myślałam, że w końcu uda mi się pozałatwiać wszystko co poplanowałam przed narodzinami Kubusia. Popołudniu jednak dzieci szybko zmieniły znowu moje plany. Czy te choroby się kiedyś skończą? Olka odebrałam z kaszlem i to tak potężnym, że Pani wymownie dała mi znać, że może posiedziałby w domu?!
W nocy natomiast Miłosz dostał tak potężnego ataku krtani, że od razu musieliśmy dać sterydy i inhalacje:( Biorąc pod uwagę jeszcze dzisiejsza poranną kłótnię z mężem i nie przespaną noc przez buszującego Kubę jednym słowem: mam dość....
I słuchaj tu człowieku lekarza:"proszę odpoczywać, zbierać siły na poród" ha ha ha:)No na chwilę obecną, to ja nie wiem, skąd ja wezmę te siły na poród?!:):) Na samą myśl o tym śmieje sie przez łzy..

Tak więc znowu chorujemy, Miłosz pewnie opuści jutrzejszy bal przebierańców, a Olek może do swojego piątkowego wydobrzeje. Szkoda, bo obaj bardzo chcieli pójść. Ale chyba wszędzie ta jest, że jak się coś pieprzy, to po całości.
Tak więc nasze walentynki dziś to są anty walentynki;) Chociaż nie obchodzimy nigdy tego święta, więc może to kolejny głupi dzień?;)

Dobrze chociaż, że puki co chłopcy mega dobrze się bawią w remizę strażacką oczywiście i Strażaka Sama. Więc mam czas na małą kawę i postanowione, że szybka nie będzie, na przekór dzisiejszemu samopoczuciu!

I słońce zaczęło wychodzić zza chmur:) Może nie będzie aż tak do bani? Zwłaszcza, że gotuja się buraczki, bo od paru dni chodzi za mną carpaccio z buraczka na szpinaku, z feta i granatem:) mniami...



miłego dnia.



1 komentarz:

  1. Cóż jak wali się to wszystko po kolei...ale teraz już do przodu :)))
    pamiętam, że mi było już ciężko przy Lili jak byłam w ciąży, dużo obowiązków,mało pomocy, zero czasu na odpoczynek....jeszcze troszkę :) a cóż to za smaczna potrawa się szykuję?

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)