Moja lista blogów

środa, 31 maja 2017

maj 2017 w telefonie

Tegoroczny maj nie wiele mniej przypominał kwiecień. Zimno na przemian z gorącem. Miesiąc jednak był niezmiernie udany i przyjemny.

Bańki mydlane na rynku głównym podczas weekendu majowego. Przyjemne rodzinne spotkanie (6 dorosłych i 8 dzieci). Tak, mam dużą rodzinę:) Tu dzieciaki szalejące za bańkami.
Pierwszy maja na totalnym spontanie. To u nas była rzadkość. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że spacer zrobimy w Szczawnicy. Zabraliśmy rowerki, wózek i popędziliśmy w trasę. Zrobiliśmy się bardziej wyluzowani przy trzecim dziecku, to fakt.
Moja nowa miłość zakupowa. Kocham te buty!!!! Są mega wygodne (Mąż miał rację;))
Pierwsze naprawdę ciepłe dni maja i taki oto "tygrys przybłęda" zadomowił się w naszym ogrodzie:)
Jest i coś na sportowo. Wróciłam do biegania (nie regularnego niestety, bo czasem też muszę się wyspać). Tu mój wielki come back po 1,5 roku i 6 rano, kiedy wracałam wpół żywa:)...ale szczęśliwa

Nawet nie myślałam, że będę karmić piersią. Ale bardzo się cieszę, że tak wyszło. to nowe doznanie. I ta bliskość mojego maluszka:) żeby jeszcze tak tymi pazurkami po piersiach nie drapał;)
Cały weekend w domu. Cała ferajna utknęła na dywanie. Moja Młodzież maluje mega kolorowankę, a  Kubuś fika na macie. Oczywiście chłopcy się przekrzykują, a Jakub im wtóruje gaworzeniem. Czasem mamy w domu niezły harmider;)
Rozkochałam się na nowo w zielonym!!!! Kocham takie koktajle. Są mega syte. Tu jakis jeden, który często zabieram ze sobą, kiedy jedziemy prosto na zajęcia dodatkowe z przedszkola. To naprawdę syta przekąska między obiadem, a kolacją.
Spacery w tak słoneczne dni to jest to!Spokojne wietrzenie głowy i odpoczynek. Za kilka miesięcy to sie zmieni, bo będę biegać za moim synem, ale na razie cieszę się chwilą:)
Miłoszek fotografuje Kubusia prawdziwym klasykiem- KODAK na kliszę:) Aparat chłopcy wyłoili z babcinej szafy na rupiecie:)
Przedszkolny dzień mamy i taty u Miłosza. Tak sie mama prezentowała;)
Będzie Ursus jak marzenie! Sobota i przydomowe prace;) Olek artysta w pełnym skupieniu:)
Moje kochane dziewczyny i nasz comiesięczny spęd. Tym razem Krakowski Kazimierz i świętujemy oddanie do druku drugiej książki naszej Madziuli:) 5 lipca premiera "trzeciej" Magdy Stachuli, musicie to przeczytać!!!!
Chia powraca do mojego domu;)Jedno z naszych majowych śniadań.
Mój mól książkowy i jego fascynacja- encyklopedie obrazkowe:)
Pierwsze selfie w windzie;) Jedziemy na rehabilitację, co by Pan doktor matce plecy naprawił;)

miłego czerwca;)




wtorek, 16 maja 2017

pełnia szczęścia

Wróciłam do biegania!!!! Tak bardzo się cieszę. Biegam co drugi dzień rano, po karmieniu Kuby. Przeważnie 5:20 się przystawia, a potem matka szybko w ciuszki biegowe wskakuje i leci sobie na 20 minut. Uczucie jest niesamowite, psychika lżjsza, i nawet senność w ciągu dni minęła. Jestem w domu tak ok. 6:30. Po prysznicu pomagam mężowi wyprawić chłopców do przedszkola i sama  zasiadam do śniadania lub karmie znowu Kubę, a potem śniadanie. Co jest ciekawe, pijąc tylko kawę inkę zamiast kawy (standardowo w kawowej filiżance) nie czuję senności. Chyba ta trzecia ciąża zrobiła mi niezły detoks od kawy;)
Jem zdrowo, racjonalnie, tak jak przed ciążami. Nic się nie zmieniło. Żadnej diety matki karmiącej, bo mój sposób żywienia zmienił się już dawno temu. Dzięki temu Kuba chyba obchodzi się gładko bez kolek ( no miał tylko dwie, bo sobie matka rzodkiewki spróbowała).
Waga ruszyła w dół ( najwyższa pora;)). Obecnie 1 kg w dół, więc jest dobrze. Szkoda tylko, że moja skóra na brzuchu tak powoli się zmniejsza, mimo pielęgnacji, bo chciałabym już wrócić we wszystkie swoje ubrania. Jak nie wrócę, to trudno, rozmiar 38 też bedzie git:)! W końcu mój brzuch otoczył opieką trójkę największego szczęścia jakie mam, więc cóż go nie lubić;) chociaż z ekonomicznego punktu widzenia, trochę byłoby mi szkoda, bo wreszcie mam w szafie to co zawsze było mi potrzebne. już widzę radość w oczach męża, jak wspomnę wtedy o kolejnych zakupach- hi hi hi;)
Dziś byłam nawet na niedużych- chciałam sobie tunikę i sukienkę na te ciepłe dni kupić, ale uwierzcie, że nic nie pasowało. Albo worek albo za obcisłe w brzuchu. Ale szukam dalej, może do końca lata coś znajdę;)

Byłam dziś z Kubą na szczepieniu. czekając na wizytę poszliśmy na spacer. Jejku, chyba ta dzielnica nowej huty jest lasem zieleni w tej betonowej dżungli, którą staje się powoli nasze miasto. Śpiew ptaków był tak duży, jakby zleciały się wszystkie z miasta, a w koło taka zieleń i zapach kwitnących drzew. Jak w lesie:) Prawdziwa przyjemność.

Chyba zabiorę dziś chłopców do m1 na kulki, bo pogoda w kratkę, a sama może przejdę po tamtejszych sklepach?:)

środa, 10 maja 2017

6 tygodni po trzecim porodzie

Obecnie jestem 6 tygodni po porodzie. Ogólny bilans jest bardzo dobry. Pozostało mi po ciąży jeszcze 9 kg. To dużo,  bo myślałam,  że zostanie znacznie mniej. Jednak waga nie kłamie i od dnia powrotu do domu cały czas utrzymuje się 62 kg. Bardzo chciałabym wrócić do swojej 53 kg, ale zadowole się też i 55 kg. Wiem po sobie, ze to proces dlugofalowy, jednak wiem że go zrealizuje. Chociaż sklamalabym, gdybym nie powiedziała,  ze chce ten stan na już! ;) ja z tych kobiet jestem, co figurę muszą sobie same wypracować w pocie czoła.
Mieszcze się we wszystkie swoje poprzednie ubrania z rozm.36, które były na mnie luźne. W tych dopasowanych wyglądam puki co jak szynka na wedzarce, ale mam motywację i chęci, aby wrócić do całej swojej garderoby:)
Nie narzekam, bo nie ma sensu. Została praktycznie tylko naciągnięta skóra na brzuchu, który teraz jest niezłym flaczkiem;( Ale praca nad jego rzeźbą to kwestia czasu, którego nie przyspieszę.
Cieszę się, że mam inne podejście do siebie po kolejnym porodzie. Jestem bardziej zdystansowana do praw natury, na które nie mam teraz wpływu.  Potrzebny jest czas, z resztą jak na wszystko. 

I tak ten stan po ciążowy w którym jestem, jest najlepszym ze wszystkich trzech:)

Cera moja nadal nienajgorsza, chociaż mocno poszarzała i nieco zmarszczek się uwydatniło. O zmęczeniu nawet nie piszę;) I tak jak na zmarszczki i inne problemy zakupiłam wczoraj kilka specyfików, które (jak obiecują producenci), rozświetlą, wygładzą i odżywią moja cerę, tak na więcej snu i mniej obowiązków puki co żadnego specyfiku nie znajdę;)

Bardzo potrzebuję jednak ruchu, ale nie żeby chudnąć, tylko dla rozruszania, dla relaksu. Czekam, aż mój komputer wróci z naprawy, żeby móc zabrać się za fikanko z Anią Lewandowską. Uwielbiam jej ćwiczenia- osobiście mnie bardzo podeszły do gustu i prawdę mówiąc nie bardzo lubię ćwiczyć już z kim innym;)  Na chwile obecną staram się dużo spacerować z Kubusiem niezależnie od pogody:) To mnie niesamowicie odprężą, kiedy w koło jest tak zielono i czasem uśmiechnie się słońce:)

Na szczęście wróciła mi już zdolność racjonalnego układania sobie planu dnia. Teraz, kiedy się już nieco znamy z Jakubkiem, łatwiej jest mi ogarnąć dzień. Łatwiej znaleźć czas dla chłopców, dla siebie, dla domu. Chociaż nadal się zastanawiam jak to jest możliwe, że ogólnie tylko piorę i prasuję;) Dobrze, ze raz w miesiącu przychodzi Iwonka i ogarnia nasz domowy przybytek dokładniej.

Co jednak najbardziej mnie cieszy, to idę w poniedziałek zrealizować swoje marzenie. Będę nosić aparat ortodontyczny, na te moje krzywizny:):):) Mam na razie pierwszą wizytę, na której dowiem się co i jak, ale jestem mega zadowolona. Tyle lat się wahałam, zastanawiałam. Teraz wreszcie mogę to realizować:):):)

poniedziałek, 8 maja 2017

wieje

Własnie wróciliśmy z Kubusiem ze spaceru. Wieje jak w kieleckim, ale korzystam z chwili, puki jeszcze słońce jest, bo prognozy na najbliże dni nie są obiecujące. A na przyszły tydzień, to już w ogóle dramat. My jednak trzymamy się pozytywów w tych "nieco" chłodnych majowych dniach;)
JuŻ nie wiem ile razy pisałam, że trzecie dziecko to zmiana w Życiu. Jednak w naszym puki co, ta zmiana wychodzi na bardzo dobre:) Trzecie dziecko to w naszym wydaniu większy spontan;) Najpierw zabraliśmy się całą watahą 3 maja po śniadaniu do Szczawnicy, tak sobie pospacerować i na rowerkach pojeździć. W sobotę natomiast zamiast oddawać się "sobotnim rytuałom" sprząaniowym, Łukasz zabrał chłopców na wycieczkę pociągiem do Wieliczki (bo nasze Szkraby jeszcze nie korzystały z tego cudu techniki), a potem spotkaliśmy się z rodzeństwem mojego męża i Jego rodzinami na rynku, aby spędzić razem czas (my z Kuba dojechaliśmy tramwajem).  Wyobraźcie sobie ile miejsca zajęliśmy w 3-ch papryczkach na małe co nieco. A było nas nie mało: 6-cioro dorosłych, 8-ka dzieci i 3 wózki. Sala raptem na 20m2 :) 
Spacerując po rynku akurat trafiliśmy na puszczanie baniek! Nie muszę chyba mówić, jak dzieci się wygoniły?!:) Ta bąbelkowa eskapada trwała do czasu, kiedy nie wygonił nas jakże intensywnie padający deszcz:/
Dzieciaki zaliczyły jeszcze jazdę bryczką z konikami i mega długi spacer. Ponieważ nie wzieliśmy z domu fotelika, wracałam do domu z Olkiem. Mój mały muzyk oczywiście zaserwował nam dłuższy postój przy Bramie Floriańskiej, bo akurat grał jakiś zespół uliczny. Jego uwagę przyciągnął saksofon. No chłopcy grali bajecznie. Chyba ze dwa tramwaje nam zwiały. Olek sobie cały czas podtańcowywał do tego co grali:) Wieczorem padli w objęcia Morfeusza od razu. 

W niedziele odwiedzili nas znajomi. Spotkanie zakończyło się wspólnym planem wyjazdu do Zakopanego za 2-3 tygodnie kolejka na Kasprowy. Kuba zostanie z babcią, bo aż tam byśmy Go nie ciągli- zdrowy rozsądek pozostał:)

Kubuś coraz dłużej już nie śpi, coraz częściej otwiera oczka, zaczyna gaworzyć (na razie pojedyncze  głoski), uśmiech prawie zawsze kiedy dopadają Go chłopcy:)
 Napisałabym jeszcze dużo, ale Kuba się budzi i pewnie zaraz zacznie "prosić" o mleczko;) 

I jeszcze ja z dzisiejszego spaceru, bez ściemy pozowania i wybierania najlepszego zdjęcia:) Ależ wały sa puste o tej godzinie:)

piątek, 5 maja 2017

kwiecień 2017 w telefonie

Ten miesiąc to dla nas jak już wiecie nowe wyzwanie. To nasz pierwszy miesiąc, kiedy jesteśmy rodzicami trójki cudownych chłopców. Do wielu rzeczy trzeba było znowu sie przyzwyczaić, do wielu złapać dystans. Jednak to co jest dla nas najważniejsze, to poczucie, że jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, mimo trudności i zmęczenia. Także mniej więcej to co udało się złapać telefonem w naszej kwietniowej codzienności.

To zdjęcie dostałam od męża w szpitalu: Chłopcy pomagali złożyć łóżeczko dla Kuby, a Miłosz przygotował Mu wyprawkę:) Olka nie ma, bo Olek bardziej woli składać i majstrować niż urządzać:)


Prace chłopców z warsztatów świątecznych u Olusia w przedszkolu. W tym roku pierwszy raz udało się na nich być również mężowi. Od lewej kurczak Olka, po prawej Miłosza.


Niedzielne popołudnie. Obiecane lody nasz pierwszy ( i napewno nie ostatni) raz na good lodach na placu centralnym! Niebo w gębie!!!!
Pierwsze ciepłe dni kwietnia. Skoro taka bajeczna pogoda, to kanapka na podwieczorek obowiązkowo tylko na polu:)

Wieczór we dwoje, a raczej we troje: ja , Kuba i laktator;) 

My się karmimy, a Olcik tworzy wspaniałe budowle klockowe. Bałagan w pokoju dzięki Bogu został już okiełznany. I jak to w życiu bywa, powrócił jeszcze kilkadziesiąt razy;)

Bracia dzielnie doglądają najmłodszego:)

Przedstawienie na placu centralnym Miłoszkowej grupy z przedszkola z okazji dnia ziemi.

Matka na niedzielnym spacerze. Przez okno Hawaje, a na zewnątrz Biegun Północny!;) Ale musieliśmy wyjść na rowery, bo ileż można w domu siedzieć?