Moja lista blogów

piątek, 30 czerwca 2017

czewriec 2017 w telefonie

zaczyna podobać mi się coraz bardziej ta forma wspomnień;) zauważyłam, że od jakiegoś czasu coraz częściej pokazuję siebie i to taką normalną (nie zrobioną). Kilka lat temu jeszcze bym się na to chyba nie odważyła, a teraz proszę! Moja gębusia co chwilka gdzieś;) Fajnie jest się wreszcie akceptować, taką jaka jestem na prawdę!:)

Składamy plac zabaw dla chłopców w ogródku. Po dzień dzisiejszy, jest złożon tylko w połowie. Tak, nabiera mocy urzędowej;(
i ja tez pomagałam:)
Nasz rodzinny niedzielny wyjazd do Doliny chochołowskiej.
Moja domowa wersja kremu z marchewki na kolację! Uwielbiam...
Kolejne samouwielbienie;)
30 stp. gorąca i Olek w stroju strażaka. Bo dzieckiem być to jest frajda, mieć wybimbane na cały świat, co powiedzą inni:) Kocham to w nim!
Polowa czerwca i placyk złożony, ale nie skręcony do końca (po dzisiejszy dzień)
Festyn w krk z okazji 90 lecia MPK. Super czad, moje dzieci prowadziły autobus!:)
Z Kubusiem po karmieniu. Kocham to jak On się tak przytula:):*
Spacer na tygodniu we dwoje z Kubciem nad nowohuckim zalewem.
Ogrodowe odpoczywanko na nowych leżakach. Jak ogród z leżakiem, to tylko w towarzystwie książki. Tu z Miłoszem i Kubą czytamy Nelę.

I kolejne matki zdjęcie bez makijażu. I Kubus mój słodziutki:)
Pierwsze zdjęcie Miłosza. Jestem pod wrażeniem, bo sam dobrał kolory i eksponaty:) Niech zyje grillowanko:)
Po wyjściu z koscioła wpadlismy wprost na scenę Domisiów. Dzieci były wniebowzięte:)
Mój brat i Jego niebiańskie udziec z grilla. Nie wiem jak On to robi, ale marynata pierwsza klasa!
Ciekawe jak będzie w lipcu?:) Miłego weekendu!

piątek, 23 czerwca 2017

Gadulinski cyckowy

Od kilku dni Kubuś zrobił się bardzo rozmowny podczas karmienia piersią. Najpierw je, Cmoka, a po chwili zaczyna się uśmiechać całą swoją gebusia:) a jak tak się śmieje i mamą odwzajemni uśmiech to zaczyna Gaworzyc, tak że zapomina co tak naprawdę robi. I to nasze karmienie się przeciaga, ale jest jakże przyjemne:)
Uwielbiam te nasze karmienia!!

wtorek, 20 czerwca 2017

oburzenie

Przeczytałam dziś na jednym z blogów pewnie wpis, który wzburzył mnie niemiłosiernie. Może nawet nie tyle wpis, co opinie innych pod postem. Otóż autorka bloga opisuje sytuację z hipermarketu, gdzie jest świadkiem jak dziecko krzyczy, wymusza coś od rodzica, na co rodzic pozostaje nie wzruszony. Dziecko w przejawie niezadowolenia zaczyna bić i wyzywać rodzica w sposób bardzo wulgarny i obraźliwy. Rodzic nie karci dziecka, lecz stara się spokojnie go przytulić. Wzburza to autorkę owego posta, gdyż dziecko nadal bije swojego rodzica z coraz większą agresją i "nienawiścią". Pod opisałą sytuacją, oczywiście sama ocenia rodziców oraz dziecko nazywając je "szczylem", radzi jak to ona nie pozwala swoim dzieciom na takie zachowanie i daje mnóstwo rad, jak to ona sobie świetnie radzi i jako jej dzieci sa grzeczne.
O krew się we mnie gotuje, kiedy słyszę takie głupoty i pozostałe opinie jakże to patologiczni rodzice są owego dziecka. Nigdy nie byłam za ocenianiem innych rodziców. Całe szczęście na fb pod tym postem ukazały się też opinie rodziców nieco bardziej tolerancyjnych oraz rzucające światło na efekty takich zachowań. Wielu mówi tam o autyzmie, zespole aspargera czy o zaburzeniach sensorycznych i innych zaburzeniach.
Powiem wam tak, mój syn choruje na zespół zaburzeń sensorycznych, ma nadwrażliwość dotykową czucia głębokiego. Zdiagnozowano to u Niego dopiero 2 miesiące temu. Idąc do psychologa nigdy nie spodziewaliśmy się z mężem, że diagnoza wskaże coś takiego. A jednak. To trudna przypadłość, chociaż możliwa do oswojenia. Czytając tamtego posta doskonale widziałam zachowanie mojego dziecka. Tak to jest normalne przy tego typu zaburzeniach, że dziecko jest bardzo agresywne względem rodzica lub innych bliskich mu osób, które kocha. W chwili "ataku" dziecko nie ma świadomości co robi, to jest poza nim. Wiele razy byłam uderzana i bita przez własne dziecko. Wiele razy słyszeliśmy z mężem że nas zabija, że zniszczy, że złamie kręgosłup itd. Wiele razy patrzyliśmy jak nasze dziecko sie męczy trzymając i kumulując w sobie różne emocje i te dobre i te złe. Miłosz nie potrafi radzić sobie z wielką radością, ze zmianą. To jest cholernie trudne dla każdego rodzica. Po wyładowaniu wraca do niego co sie stało, co robił i męczy go ogromne poczucie winy. Przeprasza, płacze, tuli się.Najgorsza jest bezradność w takiej chwili, próba okiełznania go. Łatwiej jest w domu, wiadomo. Ale każda taka "agresja" zostawia i na nas ogromny ciężar głównie psychiczny. Bo przecież trudno jest patrzeć na cierpienie swojego dziecka, a jeszcze trudniej czasem to wytrwać. Wiele razy pojawiały się łzy, wiele razy bezsilność.Jeszcze częściej zastanawialiśmy się dlaczego?  Mamy to szczęście, że jest rehabilitowany, że powoli te 2 miesiące pracy w tym kierunku przynoszą pierwsze efekty.   Ale jest bardzo dużo pracy jeszcze przed nami. Czasem sami już ledwo psychicznie dajemy radę, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy ta nadwrażliwość się uaktywni. Bywa, że w kilka minut potrafi być zniszczony nawet najlepszy i najspokojniejszy dzień.
Dlatego wkurzam sie, kiedy czytam, że teraz modne jest wkładanie niegrzecznych dzieci do jednego worka z chorobą autystyczną, bo przecież autyzm to zupełnie co innego. Nieprawda, zaburzeń umysłowych jest tak wiele, że ktoś, kto nie jest w temacie nie powinien wypowiadać się, a już najbardziej oceniać metod pracy rodzica z dzieckiem, bo patrząc na jedna scenkę nie wiemy nic na temat dziecka i podłoża jego zachowania. Dlatego proszę nie oceniajmy ludzi za sytaucje w jakich się znajdują, bo nie zawsze nasze rady i nasze widzi mi się jest taktowne, aby pouczyć i pokazać jak trzeba robić. Zawsze patrzmy na siebie...

piątek, 16 czerwca 2017

poranki

Nie ma to jak wrócić późno w nocy z grilla, położyć się jeszcze później ze świadomością ze dzieci długo rano pospia i wstać o 6:50 kiedy mały skowronek zaśpiewa"mamo wstałem":). Jest 10:00 mąż w pracy, 2/3 mojego szczęścia nadal śpi, a my  z Olkiem kończymy już kolejne puzzle. Ale poranki nam nie straszne, bo mamy dużą kawę, truskawki i uśmiech na buziach:)
Miłego dnia:)

środa, 7 czerwca 2017

Widoki

Wczoraj wieczorem lunęło deszczem, więc nici z mojego dzisiejszego koszenia trawy. Jednak przerwy być nie może, a chodzą za mną już kwiaty na parapet, czas zrealizować to pragnienie i zabrać się za okna w pierwszej kolejności;) A, że Kubuś dziś mimo koleczki jest nawet spokojny, to w ramach spaceru Jakubek do wózeczka na polko, a mama w okienko. Coby mnie koleżka dobrze widział i słyszał:) Tak więc w niecałe 3 minuty matka okna w kuchni i jadalni umyła, przy iście niewiarygodnie pięknym widoku:) Bo to sama słodycz, kiedy patrzy się na takiego słodziaka:)
Przenieśliśmy Miłoszka od czerwca do przedszkola Olusia. Zawsze myśleliśmy, że zrobimy ruch w drugą stronę, tj. z prywatnego do państwowego. To Olusia jest mega super, ma bogata ofertę programową i zajęciową. No i wozić i odbierać dzieci w jednym miejscu to dla nas duże ułatwienie.Miłosz świetnie się tam zaklimatyzował. Jedyne co było tylko trudne przez 2 pierwsze dni, to ich obopólne mówienie w aucie podczas powrotu do domu co robili. W jednej chwili obaj musieli podzielić się z mamą całym dniem:) Całe szczęście ustaliliśmy sobie małe reguły rozmowy;)

Mój czas juz dobiegł końca, bo Jakub wstał, więc życzę Miłego dnia:)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Po górach i dolinach- Chochołów

Najlepiej odpoczywamy w górach. Tych naszych Polskich rzecz jasna. Na razie Tatry i Pieniny, jednak myślę, że w najbliższej przyszłości, kiedy chłopcy będą więksi czekają nas Sudety. 
W tą niedziele uciekliśmy z gorącego Krakowa własnie w góry. Bardzo potrzebujemy takiego resetu, a chłopcy czegoś nowego. A, że wszyscy lubimy te nasze wyjazdy, więc nie było innej opcji niż tylko zabrać kanapki w plecak i wyruszyć. 

Tym razem znowu pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Jestem dumna z chłopców, bo pokonali swój poprzedni przemarsz tą sama trasą!!! Jak tak dalej pójdzie, to do końca wakacji dotrzemy na polanę chochołowską;)
Powietrze i przyroda są piękne i żadne zdjęcie nie odda tego piękna. Śpiew ptaków, szum potoku i zieleń...
Odpoczęłam....Dużo przemyślałam i nacieszyłam oczy...Oby więcej takich wspólnych wypraw.