Moja lista blogów

czwartek, 31 sierpnia 2017

sierpień w telefonie

Nie wierzyłam, że to nam się uda. Po tylu latach byliśmy na wakacjach:). Był urlop i mimo, że przy dzieciach ciężko poczuć się jak na "urlopie", czas bardzo pozytywny i bardzo Nam potrzebny. Nie tylko jako parze, ale tez jako pełnej rodzinie. 
Odnowiliśmy też pokój Olka w takim tempie i na ostatnia chwile, że aż się dziwię, że tak gładko poszło;)

Migawki telefonem w sierpniu:

Z Kubisiem :*


Olek otworzył zakład fryzjerski. Tu podczas czesania mamy. Robił mi 'kucyki pony":):) uwielbiam Go:*

Powiem wam, że biedronkowe sushi smaczne. kocham sushi...Ta kulka obok, to przystawka w jednej z restauracji w Rozewiu od szefa kuchni specjalnie dla nas:) Niebo w gębie, a to po prostu pasztet:)
 
Najlepsze burgery ever!!!! Stacja smaku w Wieliczce zdobyła nasze kulinarne serce! Zwłaszcza mojego męża, a On do wybrednych należy;)

To w większości przypadków moja dewiza życiowa. Fajnie było to zobaczyć u kogoś na parapecie:)

Wreszcie się zdecydowałam i was również zachęcam. Tak bardzo chciałabym pomóc.

Olek przez te wakacje bardzo chciał pomagać przy Kubie, kiedy Miłosza nie było. Nie dość, że przewijał pieluszki młodszego brata, to jeszcze Misia:) i Jasna sprawa, że po Kubie musiał jeść Miś:)

Pierwsze ognisko i pierwsze kiełbaski z ogniska naszych dzieci.  Patyczki na ten szczególny dzień, teść strugał już we wtorek, ( ognisko było w sobotę), ale ferajna tak była tym faktem podekscytowana, że nic chłopina zrobić nie mógł, bo ciągle "prosili";) No ale jak się ma 10-cioro wnucząt, to każdy by nie dał rady takiej Ferajnie:)

Nasze wakacje w Jastrzębiej górze:






Przecież 5 godzin w korku nad morzem się stoi, to człowiek musi się posilić;) dobrze, że mieliśmy w bagażniku świeżo kupione borówki na śniadanie dnia następnego:)

Najlepsza kawa i lemoniada na Helu: Rubicon, polecam:) i Pani bardzo uprzejma:)

Wiecie co lubię najbardziej w tym nosidełku? że nie widać brzucha:):)


Kiedy mają dość morza, toną w lego.

Łukasz uczy grać w szachy Miłosza. Ciekawa jestem, czy za kilka lat będą tak siedzieć w jadalni przy stole i dumać nad kolejnym ruchem:) Chciałabym:)...Olcik bawił się jak zwykle lego. Szachy interesują Go tylko jeśli może pobawić się figurkami:)

Ostatnio często urzędujemy w Wieliczce. Tu na placu zabaw i placu rowerkowym dla dzieci. Mega genialne miejsce!

Zdjęcie z cyklu: " bez kija nie podchodź ;)". Tu chyba sprawdzałam, czy oby ta długość sukienki jest wskazana dla matki trójki dzieci. Zawsze tak robię, kiedy mam obiekcje co do wyglądu;)

Po 4,5 roku nasza sypialnia doczekała się lampy. Proszę państwa już nie ma żaróweczek na kabelku, nie, nie:) I pomyśleć, że kupiliśmy ją w szybkim tempie w ikei podczas kupna Olka mebelków:) A tyle lat jej szukaliśmy;) Ileż kłótni było o lampy na zakupach ( w sensie jakie), a tu proszę, idealna;)

Co można zrobić z nadmiaru kartonowych pudeł w domu? Maski:)! Tu batman i spiderman:)

Po prostu Olciu:*

duet idealny:* Za parę miesięcy będzie pewnie tercet;)





wtorek, 29 sierpnia 2017

Gdybym miała córkę

Próbowałam zachęcić do wspólnego robienia ciasta moich synów. Zapytawszy, czy któryś chciałby ze mną je zrobić, odpowiedziała mi martwa cisza:) Mój mąż z uśmiechem skwitował, że gdybym miała córkę, to chętnie urzędowała by ze mną w kuchni. Ale, że mam samych synów, to muszę przywyknąć do faktu, że będą czekać kiedy tylko blaszka wjedzie na stół:)
Nie mam córki, mam za to trzech wspaniałych synów i dociera do mnie, że wspólne gotowanie będzie tylko wtedy, kiedy będziemy szli zjeść coś na mieście lub zrobimy grilla:):)

Ostatnio sporo czasu spędzamy w Wieliczce. Mamy tam Szwagrów oraz grono znajomych, z którymi coraz częściej spotykamy się na mieście, a nie w domu. Wieliczka robi na mnie dobre wrażenie, ciągle powstają nowe miejsca dla dzieci i  nie jest tu tak tłoczno jak w krakowskich parkach i placach zabaw. Dziś wybraliśmy się ze Szwagierką i jej pociechami do Miasteczka ruchu drogowego. Przepiękne miejsce dla dzieci i do tego zaraz obok jest plac zabaw. Dzieciaki jeździły tam ponad 2 godziny non stop!!
Potem Szwagierka zabarała nas na rynek w Wieliczce na wspaniale domowe pierogi, bo przecież sama zabawą człowiek nie żyje;) Polecam pierogi z bobem! Genialne!
Po obiedzie wybraliśmy się spacerem do tężni solankowej pooddychać świeżym jodkiem i na pobliski plac zabaw.
Niby miało być spotkanie na chwilę, a wróciliśmy do domu na kolację! Nie spodziewałam się, ze chłopcom tak bardzo się spodoba i że będzie to całodniowa super wycieczka :)
Cała trójka zaspana wyszła z samochodu i myśleliśmy, że zaraz pójdą spać. Wycieczka jednak w duecie (bo Kuba olał system i śpi) jeździ w najlepsze drewniana ciuchcia w Olkowym pokoju i ani myśli wybrać się do łóżka:) Wolę nie myśleć co będzie za kilka dni, kiedy trzeba będzie wrócić w przedszkolne progi rano;)






czwartek, 24 sierpnia 2017

czy wstydzimy się być piękne?

Nie wiem jak Wy? Ale ja czasem mam ten problem. Czasem mam to cholerne przeświadczenie, że codzienny makijaż, który podkreśli moje walory, czy ładnie dobrane ubranie do aktualnej sylwetki, czy nawet bielizna w koronkę tak bez okazji jest lekkim przegięciem. No mam tak jak nic. A to taka bzdura!!! Nic bardziej mylnego! I uświadomiłam sobie to dziś podczas prasowania:) Całe życie powtarzano mi i karmiono mrzonkami, że facet kocha kobietę taką jak wygląda w realu. Naprawdę? Ja sama nie raz widząc się o poranku w lustrzę potrafię nieźle się przestraszyć, a co dopiero facet, który wita dzień takim widokiem;)! Całe moje młodzieńcze życie, spędzilam w świecie, który pokazywał, że dla mężczyzn liczy się inteligencja, a nie wygląd, a dziewczyny które się "pindżą"(czyt. dbają o siebie) są puste i nic nie warte! Tamten światopogląd utarł się bardzo w mojej podświadomości. Teraz z perspektywy lat widzę, że to nic bardziej mylnego. Te dwie natury można pięknie ze sobą połączyć i masa kobiet na tym świecie właśnie tak robi, dba o siebie. Ćwiczy, robi codzienne makijaż, (nawet w domu przy pieluchach i dzieciach). Nakłada miliony ton maseczek i ulepszaczy, aby dłużej zachować ładną cerę. Dba o uczesanie.Czy to poważnie jest aż takie straszne? Nie i wreszcie mnie oświeciło. To wszystko wymaga ciągłej pracy nad sobą, zmagania ze swoim lenistwem, planowania czasu. To ciągłe pokonywanie samego siebie, szlifowanie charakteru! Czy powaznie uważałam, że to coś błachego. To kształtuje charakter, umacnia pewność siebie. Bo przecież lepiej przywitać kuriera w drzwiach dobrze wygladając, niz w podartym dresie, za dużym podkoszulku czy swetrze z roztrzepotanymi włosami. Lepiej sama czuje się ze sobą, kiedy jestem zadbana. Kiedy wiem, że mój mąż nie ucieknie na mój widok z przerażenia, kiedy wróci po pracy do domu. W brew pozorom niby dbamy o siebie dla męskiej aprobaty, ale bądźmy szczere. Czy nie lepiej nam jak ten mężczyzna (nie koniecznie mąż) zwróci na nas uwagę? Czy nie czujemy się wtedy seksowne? A jak dodać do tego jeszcze nasze pozostałe cechy i intelekt, to przecież jesteśmy super laski!!!
Tak wiem, że mówi się, że trzeba na to kasy i czasu. Pieniądze nie wstana za ciebie rano z łóżka i nie zaprowadza do trenera personalnego.Kasa nie jest tu ważna. Nie trzeba zapitalać do kosmetyczki i na siłkę. Można odpalić komputer i w zaciszu własnego domu pofikać coś z youtube. Można przecież kupić jedna maseczkę w tygodniu za ok. 2 zł i położyć na twarz. Jak się to systematycznie powtórzy, to przecież  nasza cera czy ciało w końcu będzie wyglądać tak jak tego oczekujemy.  Trzeba samemu dowiedzieć się od siebie, czego się chce.
Od dzisiaj więc przestaję się wstydzić wyglądać lepiej niż wyglądałam kiedyś. Bo nikt inny nie ma na to wplywu, tylko ja sama:)

wtorek, 22 sierpnia 2017

wakacje 2017 (jastrzębia góra)

To były nasze pierwsze wakacje od 6 lat. To były nasze pierwsze wakacje z dziećmi. Myślę, że nieporozumieniem byłoby nazwać ten czas urlopem;) ale ten wspólny czas z dala od domu, pracy, codzienności był nam bardzo potrzebny. Ten tydzień był dla nas swoistym odpoczynkiem i rodzinna radością. Morze Bałtyckie jest cudowne, spacery brzegiem jeszcze piękniejsze, a zachód słońca zapierający dech w piersiach. Chlopcy są zachwyceni morzem, tym wspólnym czasem. Miłosz najchętniej całymi dniami uciekałby przed falami. Olek po kilku dłuższych spacerach miał dość i trochę plaży i morza, za to chętnie wychodził na place zabaw i do miasta na lody:) Kubuś najlepiej czuł się w piasku. Na plaży ciągle tylko nóżki w piasku trzymał. 
Warunki mieszkaniowe odbiegały od tego, co nam oferowano i za co zaplaciliśmy, ale piękna pogoda i wycieczki, które sami robiliśmy wynagrodziły nam to:)
Mimo, że nie było czasu na reset, bo z dziećmi o relaks ciężko, to odpoczęliśmy i spędziliśmy wspólnie czas:) Śmialiśmy się z mężem, kiedy będąc na mieście słyszeliśmy te same zmagania rodziców i te same teksty, które my czasem z niemocy fundowaliśmy swoim dzieciom: "..bo nie dostaniesz lodów", "..bo zaraz wrócimy do domu", i ulubiony mojego męża" to są nasze ostatnie wakacje". Wiem, wiem nie książkowe, nie wychowawcze, ale pomagało. 
Chłopcy pokochali latarnie morskie, zwłaszcza Miłosz:) 
Było fajnie, rodzinnie, nie zawsze sielankowo, ale wesoło;) 
To był dobry czas i z tego się cieszę.







poniedziałek, 21 sierpnia 2017

DKMS

Zrobiłam to!:) I jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa i dumna z siebie, że chcę to zrobić w pełni świadomie, kiedy okaże się, że jest gdzieś na tym świecie mój bliźniak genetyczny. Chcę świadomie podarować mu możliwość życia, bo w postępie medycyny, jaki mamy w dzisiejszych czasach, białaczka nie musi być wyrokiem. Może być początkiem. Nie będę przedstawiać tu statystyk, pisać o chorobie jaką jest nowotwór krwi. Chcę tylko napisać, że chcę podarować komuś możliwość życia. Chcę bardzo mocno, bo gdybym nie daj Boże, ja była chora chciałabym mieć szansę wyzdrowieć. Chciałabym żyć. Chciałabym, aby czy dla mnie czy dla moich dzieci czy bliskich, ktoś nie bał się podarować życia. To nic nie boli. Wystarczy się zarejestrować:KLIK
i odesłać przysłana przez fundację próbkę.
Zachęcam, przyłącz się, bo dobro wraca:)

Czekam więc na ciebie mój bliźniaku genetyczny. Wiem, że szukasz mnie tak bardzo, jak ja ciebie.



sobota, 19 sierpnia 2017

powroty

Wracając z wakacji zachaczylismy o Radom, bo z dziećmi trasa całości do Krakowa to mordega. Jest południe, chłopcy nadal biegają w piżamie i to po polu. Jesteśmy na totalnym luzie. Tzn. byliśmy, bo Miłosz znowu przyzwyczaja się do zmian, więc jego bodźce sensortczne dają nam popalić w tym naszym spokoju. Mąż ma ochotę zetrzeć sobie już uszy na proszek od tego skuczenia i jojcenia. Ja natomiast swoje już dawno starlam i wysłałam pocztą. Ten stan pewnie potrwa jeszcze parę dni, aż na nowo nie przywyknie do zmiany otoczenia, więc dobrze, że przez te kilka dni chociaż trochę naladowalismy baterie cierpliwości;) ale to nie jego wina. Po prostu taka jest choroba i nic na to puki co nie poradzimy. Więc od rana chłopcy w majtkach buszuja w lego i dojadaja resztki wczorajszej pizzy u babci. I jest super!bez pośpiechu:-)  o tak:



czwartek, 10 sierpnia 2017

jeden moment

nareszcie w domu jest cisza:) Łukasz na piłce, Miłosz dalej wczasuje się u babci (to ostatni dzień)- tęskni już za Nami. Ale jestem z Niego taka dumna, bo to prawie 2 tygodnie samemu poza domem:) Chłopcy śpią, chociaż przy tych upałach, to zasypianie jest u nas małą mordęgą. Szkoda tylko, że tak duszno u nas na tym pięterku, a okna nie otworzę, bo zaraz mi wejdą nieproszeni goście(czyt. komary, pająki :( ) więc czekać muszę do rana:/. Co gorsza, czuję wiszącą w powietrzu migrenę, a biorąc pod uwagę, że jutro pakując nas na wakacje "palcem do tyłka nie trafię", to mało pożądany objaw u mnie dziś. Ale trudno, może przeżyję. Tak wiec miałam się oddać prasowaniu, ale poczekam z tym do rana. Teraz naszła mnie ochota na coś dla siebie i idę zaraz oddać resztki sił Ewie Chodakowskiej, bo poranki, bo morderczym nie raz treningu są wspaniałe. Ogólnie lepiej się czuje fikając, więc zrobię dziś najwyżej połowę;)

Przez te dwa tygodnie dni upływały tak samo: spacer, ogródek, good lody, spacery, rowerki- to z przyjemnych. Z obowiązkowych: pranie, pranie, no dobra dużo prania, prasowania, sprzątania. Gotowania mniej, ale tez trza było. Mimo, to jest super. Gdzieś w tym całym zamieszaniu, jest radość. Jest miłość i przyjaźń. Potrzebowałam znów czasu z moimi dziećmi. Tego całego szaleńczego biegu, którego nie ma kiedy chłopcy są w przedszkolu. Mimo, że rozgardiasz jest w całym domu, a my potykamy się jak nie o puzzle, to o auta, klocki, malowanki, kredki itd. To czuję, że ten dom tętni życiem, że coś się dzieje. Chociaż marzy mi się już powoli ład, skład i porządek:) Ale ten czas jest nam dany teraz, później go nie bedzie, bo czas tak szybko ucieka, a dzieci rosną jeszcze szybciej. Więc chcę wyciskać z tych chwil jak najwięcej, mimo, że dom woła już o pomstę do nieba;)
Dobrze mi:)
To był nasz dzisiejszy spacer i lody dla ochłody:)








wtorek, 8 sierpnia 2017

chichot losu 2

Jak zwykle był plan: Miłoszek jest u teściów, Olusia Łukasz zawiózł pociągiem do Radomia, bo mieli zostać tam razem na tydzień. Ja zostałam z Kubą w domu, bo nie było sensu ciągnąć malca w taką podróż tam i z powrotem. Była sama całą niedzielę. Pogoda pod psem (ciągle lało i chłodno). Miałam zabrać sie za lekkie odgruzowanie domu, ale pomyslałam, że jak chłopców nie będzie, to sobie od jutra zacznę. Więc wróciłam do łóżka i razem z Kubciem spaliśmy. Wstałam o 11, bo Kuba mnie obudził. Zjedismy mleczko i On poszedł znowu spać! Cudowny chłopczyk. Więc wzięłam książkę w obroty, potem obejrzałam dumę i uprzedzenie w wersji bollywood i nadgoniłam kilka artykułów z NG. Popołudniu, jak już się wyspaliśmy, poszliśmy do kościoła. Miał być po spacer, ale deszcz popsuł nam szyki. Powrót do domu i Kuba znowu poszedł spać.:) Nie wiem, jaką imprezę moje dziecko odsypiało;), ale obudził się dopiero na drugi dzień o 4 rano!:)
Po 18:00 zadzwonił zapłakany Miłosz, że Olek nie chce z nim zostać i pojechał do domu, a on tak chciał, aby został. Żal mi było Miłoszka, bo tak sie nastawił, że ten tydzień będą razem. Olek za chiny ludowe nie chciał zostać i aferę taka zrobił w końcu, że wrócił wieczornym pociągiem z tatą. W domu powiedział, że on chciał się tylko pobawić z Miłoszem! Wiec pojechał te 200 km pociągiem w wrócił, skoro tata już też musiał wracać;)
A to miał być tydzień bez dzieci:):) tzn z jednym, ale malutkim:) A tak już po cichu smakowała jakiegoś wypadu do teatru, czy wspólnej kolacja na mieście i wieczornego spokojnego pieką na balkonie:)
O jak dobrze, że ja olałam to sprzątanie :)
Kto ma dzieci ten wie, że planowanie jest bezsensowne:)

piątek, 4 sierpnia 2017

powrót do figury po trzeciej ciąży

Na wszystko przychodzi czas. To pierwszy mój raz, kiedy po ciąży nie narzekam na swój wygląd, na swój brzuch, dlatego, że wiem, że wszytko sobie wypracuję! Nie mam i nigdy nie miałam łatwo z utrzymaniem figury, ale doświadczenie z dwóch poprzednich okresów po ciążowych pokazało mi, że nic na siłę, tylko ćwiczenia i zdrowe odżywianie. Tak wyglądało moje ciało, a raczej mój brzuch 2,5 miesiąca po trzeciej ciąży. 


Od tego dnia staram się ćwiczyć (diety nie trzymam, bo ja od kilku lat żywię się świadomie i zdrowo).
Na początku fikałam z Chodakowską 2-3 razy w tygodniu, ale nie mam zbyt wiele czasu na to akurat teraz. Ćwiczę więc codziennie brzuszki (ok.50 na różne partie mięśni), biodra i nogi (wewnętrzne partie ud). Robię to podczas zabawy z Kubą, kiedy Mały fika na macie edukacyjnej lub przed kąpielą (swoją rzecz jasna, kiedy dzieci śpią). Na bardziej zaawansowane ćwiczenia nie mam siły po całym dniu, ale te trzymam. I jak dla mnie wystarczają. Brzuch powoli się daje okiełznać, więc jestem zadowolona. Oczywiście, że czasem chciałabym efektu w 5 minut, ale wiem, że mój organizm ma swój czas na powrót i nie muszę go aż tak mordować. Dałam sobie rok, na powrót do poprzedniego wyglądu ciała i nie zamierzam się z tym spieszyć.
To są efekty po dwóch miesiącach:
 

oczywiście ujędrniam swoje ciałko różnymi kremami, bo trzy ciąże zrobiły swoje. Ale to normalne i nie zamierzam się wstydzić ani jednego rozstępu na brzuchu z tego powodu. Żałuje tylko, że piersi mi po  karmieniu nie zostały;)