Moja lista blogów

wtorek, 28 lutego 2017

5 tygodni do mety?

Teoretycznie pozostało mi do terminu 5 tygodni. Mam jednak ogromne marzenie, jeśli oczywiście wszystko z moim Królewiczem jest ok, aby wyszedł za 2 tygodnie. Ależ zrobiłby mamie przyjemność. I braciom również:)
Wczoraj uzupełniłam braki na porodówkę, także torbę można pakować i dziś chyba już to zrobię. Nie z powodu niedoczekania, ale żebym po prostu zdążyła, a nie na biegu ze skurczami pakowała co wejdzie;)
Ubranka poprane, wyprasowane. Dziś wraca do nas łóżeczko, materacyk zamówiony, więc naprawdę jesteśmy już przygotowani. Przynajmniej gadżetowo. Jeśli chodzi o psychikę i nastawienie chyba już też.

Trzecia ciąża tak bardzo różni się od tej pierwszej i drugiej. Każda inna, każda wyjątkowa. Jednak doznania/ odczucia euforia jest zupełnie inna. Przy trzeciej już tak się nie myśli o ciąży, o porodzie. Człowiek wie, czego się spodziewać, co będzie potem. Jak to jest z niemowlakiem, jak go obsługiwać. Ten ostatni czas oczekiwania jest zupełnie inny, pewniejszy. Czuje się wewnętrzny spokój. Doświadczenie jednak dużo pomaga:)

Zaryzykuje stwierdzenie, że Kubuś powoli się uspokaja. Mój brzuch już tak nie tańczy, a żebra nie są już tak obijane. Może zbiera siły na wyjście, a może po prostu pozwala odpocząć mamie, co by miała siłę Go urodzić:)?
Moja waga nadal stoi!!!:):):) oł jeeee...:) nadal 67 kg i niech tak zostanie, plissss!:)
Chociaż jeśli nie skończę z pączkami, to może być ciężko. Od tłustego czwartku nie mogę się pozbierać i przestać;)

I jeszcze fota pamiątkowa z 35 tygodnia ciąży:)




poniedziałek, 27 lutego 2017

3 lata Olusia

Dziś dokładnie mija trzy lata, od kiedy na świat zawitał nasz kochany Oluś. Chłopczyk niesamowicie pogodny, wesoły, spontaniczny, radosny, charakterny, pieszczoszek, który dopełnił naszą wtedy trójkę.
Dziś mój Zuch kończy trzeci rok swojego życia. Tak szybko to wszystko upłynęło, tak szybko z tego niemowlaczka zrobił się Mały Kawaler. Urodziny ma dzisiaj, ale my w domowych "czterech ścianach" świętowaliśmy we czwórkę wczoraj. Kiedy całą trójką wczoraj śpiewaliśmy Mu "100 lat" był bardzo wzruszony. Ledwo powstrzymywał napływ łez. Mimo swojego małego wieku, ciągle nas zaskakuje!
Był przeszczęśliwy, kiedy Miłosz wręczał Mu puzzle i kubek z Jego ulubionym strażakiem Samem:)
Wieczorem zabraliśmy Go na pizzę do tratori, którą tak bardzo lubi:) 
Oby rozwijał się tak pięknie nadal i aby zawsze dopisywało Mu zdrowie i ta spontaniczność, którą otacza nasz dom:)

piątek, 24 lutego 2017

ucieczka..


Zapach domowego obiadu, tych pysznych i jakże "zdrowych" tradycyjnych potraw i dobrodziejstw kuchni Polskiej. Do tego tradycyjna polska sielanka wiejska- rodzina i ich losy uplecione w genialna i lekką powieść. Czytając mam wrażenie, że są wakacje, mimo, iż za oknem szaro i wietrznie.
Tonę w zabawnych scenach i życiu Franki, bohaterki mojej ukochanej pisarki.
Tego właśnie teraz potrzebuję, tego szukam i tego mi trzeba.

Korzystam z ostatnich chwil, kiedy mam naprawdę błogi spokój na czytanie, na oddech... chociaż Mały Człowiek ciągle daje mi o sobie znać.
Ma ulubione miejsce do kopania mamusi i mimo nieustannych próśb, ciągle celnie trafia w ten ukochany boczek:)


wtorek, 21 lutego 2017

34 tydzień trzeciej ciąży

Już coraz bliżej. Jak dla mnie Kuba może zbierać się za 3 tygodnie. Oczywiście, że nie jestem jeszcze gotowa ze wszystkim, ale tego buszowania po brzuchu, zmęczenia i chęci przytulenia maluszka nie można powstrzymać;)  Kuba też chyba chce już wyjść. Najbardziej, kiedy słyszy jak Miłosz z Olkiem biegają i wygłupiają się w pełnym rozbawieniu i ogromnym śmiechu (tak robią taki wesoły hałas, który przyczynia się do naszego poczucia szczęścia naszych pociech). Od piątku mam wrażenie, że gdyby Kuba mógł to biegałby tylko za nimi:) Nie pytajcie o żebra i inne narządy matczyne, bo jednym słowem ujmując- boli:(

Wreszcie wiem, że to 34 tydzień i tego się trzymamy. Kiedy po czwartkowej wizycie lekarka poprosiła Kubę, aby wytrzymał min. 3 tygodnie, to nagle zdałam sobie sprawę, że 6 tygodni do terminu, to jeszcze sporo czasu, ale 3 tygodnie i gotowość na wszystko...to zmienia postać rzeczy.
Ale przydało się, bo przynajmniej ogarnęłam się z ciuszkami, które okazało się, że są wszystkie po chłopcach:) Kilka brakujących Kuba pożyczy od kuzynów:) I zabrałam Miłosza na małe zakupy dla Kuby, po logopedzie. Ileż miał przyjemności najstarszy brat w kupowaniu gadżetów. Miłoszek zapakował do koszyka bidon (nie byle jaki, porządny 500 ml z rurką w żabki:)), smoka i masę pieluszek, kremów itp. Selekcja zrobiona przed kasa przez matkę mniej mu odpowiadała, ale bez żadnego problemu wysłuchał, kiedy będziemy kupować bratu te, które On wybrał, jak będzie na to pora:)
Oluś natomiast wczoraj tak poważnie, z pełnym zainteresowaniem zapytał podczas kolacji, kiedy Kuba opuści brzuszek?:) Po raz pierwszy tak poważnie się tym zainteresował, co bardzo mnie ucieszyło. Już wiedzą obaj, że Kuba niedługo zawita do naszego domu i że bardzo ich kocha i chce ich poznać. Już obdzielili tez z Miłoszem między sobą, który będzie podawał pieluszkę, a który chusteczki:) Słodziaki dwa małe:) Od jakiegoś czasu puszczają Kubie melodyjkę z księżycowej pozytywki, co by sobie posłuchał. Oczywiście zaraz kończy się to harcami w brzuchu małego braciszka.
Najbardziej lubię, kiedy pytają w ciągu dnia: "mamo, a jak tam Kubiks?", "Mamo, a jak się Kuba czuje?", " Mamo, a co tam u Kubiksa?":) Do tego chcą bardzo dużo Go przytulać, to całować:) uwielbiam to:) Prawdziwi bracia:) Lepsza jadka zacznie się pewnie, kiedy Kubus będzie raczkował i "bawił się" z braćmi;)

Moja ciąża nadal przebiega dobrze, Kubuś zdrowy, szczęśliwy mały brykacz brzuszkowy. Brzuch mam mega wielki i skórę napiętą, ale kupiłam 2 tygodnie temu balsam na rozstępy dla kobiet w ciąży Palmersa i działa cuda! Rozstępy nawet te, które były zniknęły:)!!! tak więc są szanse na bikini dla matki;) Uwielbiam nadal w ciąży zdrowe soki warzywne, owsianki, duuużo owoców i zdrowych posiłków. Brzmi dobrze, bo waga też stanęła:) Obecny bilans wagowy nadal 67 kg- Super:)
Ale chce mi się już moich poprzednich ubrań! Ostatnio sprawdziłam jak tam moje jeansy i z duma stwierdzam, że gładko weszły na pupkę:) Oczywiście nie zapięłam, ale mając piłeczkę z przodu chyba nikt by tego nie zrobił;)
Tak więc grzecznie czekamy i powoli szykujemy już walizkę (tak na wszelki wypadek;)).



środa, 15 lutego 2017

wicie gniazda vol.3

Nowy dzień, nowe zadania na dziś. Co prawda smog w Krakowie ogromny, ale wietrzę dom, po tych naszych chorowaniach. Firanki się moczą, tzn. tylko te z góry. Dolne dopiero po jutrze. Tak ruszył proces wicia gniazda. Tzn. on już dawno był zaplanowany i upragniony, ale dziś plan został wcielony w zadanie, gdyż chłopcy wreszcie poszli do przedszkola. Tak więc z głośników wydobywa się piękny głos nieziemskiej Adele, ja popijam sok z marchewki i buraczka, kończąc dojadać parówki! Tak wiem, zestaw zaskakujący;) 

Po wczorajszych walentynkach nie zostało ani jedno tofifi, nad czym Olek ubolewał najbardziej. Wczoraj nie było limitów na słodkości dla nikogo, nawet dla mamy:) Podobało mi się jak Olcik prosił o kolejną czekoladkę " mamo, mogę jeszcze walentynkę?":):) słodziak mój kochany:)
Oboje podzieliliśmy "sprawiedliwie" oczywiście część Miłoszowych "walentynek", który słodyczy po prostu nie lubi. A u nas staramy sie nie marnować jedzenia:)

Rano zawożąc Olka do przedszkola wpadłam w drodze powrotnej do firmy. Ależ miło było wypić malutką kawkę i chwile porozmawiać z mamą. Oj tęskni mi się czasem za pracą, ale wiem, że teraz muszę dużo odpoczywać i zbierać siły na poród i dzisiejszy dzień. Miłoszek idzie po południu na zajęcia do NCK, więc po 14:30 znowu jestem taksówkarzem własnych dzieci. Jutro kolej na Olkowe zajęcia. I tak w kółko. Ale kiedy widzę ich radość i zaangażowanie, to wiem, że to ma ogromny sens:)

No cóż sok się skończył, więc biorę się za odkurzacz i biegnę do sypialni ODPOCZĄĆ:):):)

PS. Tak wyglądało moje wczorajsze carpaccio:) Pyszne, syte i taniutkie jak barszcz:)

wtorek, 14 lutego 2017

never ending story

Wczoraj do południa jeszcze myślałam, że w końcu uda mi się pozałatwiać wszystko co poplanowałam przed narodzinami Kubusia. Popołudniu jednak dzieci szybko zmieniły znowu moje plany. Czy te choroby się kiedyś skończą? Olka odebrałam z kaszlem i to tak potężnym, że Pani wymownie dała mi znać, że może posiedziałby w domu?!
W nocy natomiast Miłosz dostał tak potężnego ataku krtani, że od razu musieliśmy dać sterydy i inhalacje:( Biorąc pod uwagę jeszcze dzisiejsza poranną kłótnię z mężem i nie przespaną noc przez buszującego Kubę jednym słowem: mam dość....
I słuchaj tu człowieku lekarza:"proszę odpoczywać, zbierać siły na poród" ha ha ha:)No na chwilę obecną, to ja nie wiem, skąd ja wezmę te siły na poród?!:):) Na samą myśl o tym śmieje sie przez łzy..

Tak więc znowu chorujemy, Miłosz pewnie opuści jutrzejszy bal przebierańców, a Olek może do swojego piątkowego wydobrzeje. Szkoda, bo obaj bardzo chcieli pójść. Ale chyba wszędzie ta jest, że jak się coś pieprzy, to po całości.
Tak więc nasze walentynki dziś to są anty walentynki;) Chociaż nie obchodzimy nigdy tego święta, więc może to kolejny głupi dzień?;)

Dobrze chociaż, że puki co chłopcy mega dobrze się bawią w remizę strażacką oczywiście i Strażaka Sama. Więc mam czas na małą kawę i postanowione, że szybka nie będzie, na przekór dzisiejszemu samopoczuciu!

I słońce zaczęło wychodzić zza chmur:) Może nie będzie aż tak do bani? Zwłaszcza, że gotuja się buraczki, bo od paru dni chodzi za mną carpaccio z buraczka na szpinaku, z feta i granatem:) mniami...



miłego dnia.



poniedziałek, 13 lutego 2017

znowu jestem czarnulka;)

Niby tylko zmiana koloru, ale jak wiele daje. Od trzech miesięcy nosiłam się z ciepłym brązem. Po prawie 3-ch latach czerni, pomyślałam, że może się nieco kolorem odmłodzę i postawiłam na brązy. Mimo, że kolory ładne i początkowo mi nie przeszkadzały, to od jakiegoś czasu w ogóle się w nich nie widziałam, źle się czułam. Dwa tygodnie temu postanowiłam wrócić do poprzedniego, ponieważ co mnie najbardziej wkurzało- odrosty! Ja mam swoje naturalne ciemne, więc wszystko było widać jak na widelcu. A, że czasu na farbowanie było co kot napłakał, bo i zmęczenie potworne i wirus w domu, który przerabialiśmy wszyscy z wyjątkiem męża- On jeden się uchował. Ja do pełni sił wróciłam dopiero wczoraj (sponiewierało mnie: chore dzieci, ja, ciąża, gorączka, wirus, Kubuś brykający jak piłeczka po brzuchu- to jest mieszanka wybuchowa). Tak więc po oddelegowaniu całej wycieczki do spania, wreszcie była chwila dla siebie:) 
Oczywiście kolor się zrobił, ale płukał się już w zimnej wodzie :( brrrr....
Ale nic, dziś patrząc w lustro znowu widzę siebie. No powiem to, kocham siebie w tym kolorze:)

wtorek, 7 lutego 2017

8/7?

No to się porobiło. W zeszłym tygodniu miałam usg. Z malcem wszystko ok, ale mam zbieżność tygodni mojej ciąży. Wg usg to dopiero 31 tydzień, wg miesiączki 32 tydzień, a moja lekarka kazała być gotową na poród za 5-6 tygodni (to po przeanalizowaniu moich szybkich wcześniejszych porodów). Po dwóch poprzednich porodach zgadzam się , ze termin akurat jest najmniej odpowiednim terminem na poród. Pierwszą ciążę przenosiłam 4 dni od dnia terminu, a drugą zakończyłam 2,5 tygodnia przed terminem:) Chociaż może ten trzeci będzie równo z terminem;)? Pożyjemy, zobaczymy:) Na wizycie za tydzień, moja lekarka ma to dokładnie określić;)  

W tym tygodniu moja waga to 67 kg, a więc kilogram więcej niż w poprzednim. Kubuś waży ok. 1600g :) więc wg badania waga prawidłowa na ten czas. 
Ja jem coraz więcej, tzn. większe posiłki niż zazwyczaj, ale wiem, że mały tego potrzebuje. Jak ma mnie głód złapać w środku nocy, to lepiej jedno jabłko lub gruszkę wsunąć przed snem, niż potem buszować z musu po kuchni o nocy. Weszłam w fajny etap, bo Kuba ma smaki tylko na zdrowe warzywa, owoce lub owsiankę. Dlatego funduję Mu (i sobie z przyjemnością) soki warzywne oraz smoothie. Oczywiście robię sobie hurtem na 2 dni do przodu, bo nie bardzo mam czas ani na stanie przy sokach codziennie, ani siły. 

Królewicz Trzeci wierci się niesamowicie po brzuchu. Obrócony jest już do dołu, więc nóżki i rączki czuję na całym brzuchu i narządach:( W ogóle nie mogę sobie miejsca znaleźć: leżeć źle, stać źle, siedzieć źle. Masakra! Spanie to w ogóle jest dla mnie męczarnia. I jak tu wypoczywać i zbierać siły na nowe, które będzie po porodzie?:(

Coraz bardziej zaczynam chyba panikować, myśleć o tym jak to będzie z trójką dzieci. I nie chodzi mi tu o techniczne zorganizowanie, bo to sobie spokojnie ogarniemy. Chodzi mi bardziej o czas poświęcony chłopcom. Teraz ciężko jest siąść z Nimi czasem indywidualnie, a co dopiero jak będzie 2+3? Boję się, że ich rozwój na tym straci, że cierpliwość to nie wiem skąd wezmę, jak czasem brakuje mi jej przy obecnym stanie? No boję się, mimo, że cieszę się że będzie nas więcej. 

I nie chcę karmić piersią (chociaż wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku chyba będę). Przeraża mnie to. To ciągłe wstawanie w nocy, te pierwsze dni, kiedy trzeba będzie uczyć się karmić, te obolałe piersi, walka o laktację itp.Próbowałam dwukrotnie, walczyłam, ale "z pustego to i Salomon nie naleje".Czuję po swoim organizmie, że chyba tym razem tego nie uniknę. Nie umiem się przemóc do karmienia piersią. Nie przeszkadza mi widok karmiącej kobiety, ale dla mnie osobiście moje piersi są dla mnie sfera bardziej seksualną. Krepuje mnie to i żadne gadanie mi nie wypersfaduje tego. Mój mąż bardzo zachęca i wspiera, ale to chyba bardziej pod kątem ekonomicznym, chociaż wiem, ze dla niego to naturalne, że kobita karmi piersią. I im bardziej nie chcę o tym teraz myśleć, tym bardziej mój organizm mi o tym przypomina... Zobaczymy jak będzie....

To mój brzusio w obecnym tygodniu ciąży:)


niedziela, 5 lutego 2017

czym chata bogata

Po raz pierwszy chyba w swojej rodzinnej karierze, na obiad w niedzielę podałam resztki z soboty! Ha ha ha, aż się śmiałam sama do siebie, szykujac z Olkiem pesto do makaronu, bo milam po jednym daniu dla każdego i to do wyboru.A że mąż i Olek to wielbiciele kokardek z domowym pesto, po raz pierwszy przygotowanie posiłku dla naszej 4 zajęło mi chyba 15 minut:) na śniadanie zjadalusmy jeszcze z mężem wczorajsze domowe zapiekanki, bo nieco przeliczylusmy moce przerobowe teściów:) Dzieci usatysfakcjonowane że były płatki czekoladowe, zamiast cotygodniowych zdrowych posiłków mamy. Każdy był chyba zadowolony;)
To, że okres ciąży ogranicza czasem nasze plany raz jest przydatny, a raz nie. Dziś nie poszliśmy wszyscy na basen, mimo, że wszyscy bardzo chcieliśmy. Co prawda brzuszek elegancko się zmieścił, ale biust matki już nie bardzo:( tak więc padli, że teraz idzie mąż z Miłoszem, a za tydzień aż z Olkiem.
Nasz pobyt w domu okazał się co prawda genialna zabawą i odkryciem nowego talentu matki, która do prac klockowo budowlanych ma dwie lewe ręce. Dziś jednak przeszłam sama siebie i dumą rozpiera mnie ogromną. Nawet mąż po powrocie widząc wykonany przeze mnie tor stacyjkowa, podziwiał z uznaniem:):):)
Do czasu Kuby, to chyba będę pierwszym budowniczym Rp;)przynajmniej w naszym domu:)

Dziś pożegnaliśmy również naszą choinkę. Tak wiem, 5luty dziś, ale jakoś nie łatwo było ją zabrać i tak  w karton spakować;)
Jakiż dziwny będzie jutrzejszy poranek, kiedy zejde do salonu, a tu taka przestrzeń;)

środa, 1 lutego 2017

styczeń 2017 w telefonie



29,5 tygodnia mojej trzeciej ciąży:) Taki oto brzusio widniej obecnie:)
oraz moja nowa książka, która wciąga. Jakoś po "Idealnej" Magdy Stachuli nabrałam ochoty na takowa literaturę;)


Chłopcy i ich naklejanki. Największym fanem jest Olek bez dwóch zdań:)
Pierwszy spacer w nowym roku:)








 Sanki z tatą- najlepsze:) On ma tę moc;)

Nasz pierwszy i jedyny bałwan tej zimy, puki co:)

ciążowe selfie
jasełka u Olusia w przedszkolu.
trening otwarty u Miłosza.